Bielizna Vintage i Z Drugiej Ręki: Jak, Skąd, Za Ile, Czemu

Ostatnio zaproszona do mnie do domu znajoma stwierdziła, że koniecznie musi przejrzeć moją skarbokomodę – czyli mebel kupiony mi przez Miska Trzeciego na wyprzedaży w IKEA, w którym (meblu, nie Misku) usilnie próbuję zmieścić swoją kolekcję bieliźnianą. O ile w wielu domach żądanie obejrzenia szuflady na majtki mogłoby zostać poczytane za afront i przekroczenie granic intymności, o tyle w moim niespecjalnie; moja komoda to moje małe zbieracze muzeum, więc proszę bardzo, oglądajcie, drodzy goście, przyniosę wino i ser.

 

Pomiędzy szufladami na bardzo konkretne rzeczy (staniki zielone, staniki miękkie, majtki do kompletu, majty bez kompletu, pończochy, rajstopy cienkie, rajstopy szydełkowe, figi z wysokim stanem, etc.) jest szuflada na skarby – rzeczy, które noszę rzadko, lub nie pasują do żadnej z wymienionych kategorii. Jest tam sporo rzeczy starszych ode mnie, sporo moich równolatków, kilka niewiele młodszych ode mnie. Części nie noszę w ogóle i są tylko ‘eksponatem’, część eksploatuję co jakiś czas. Łączy je natomiast jedno: są to rzeczy, które można by nazwać zbiorczo ‘wintydżem’

 

Koleżanka dojrzawszy w tym zbiorowisku nieotwarty pakiecik nylonów i pas do pończoch z fiszbinami, który wygląda dla mnie mimo swojej ewidentnej urody jak element wyposażenia spadochroniarza (liny, paski, gumy, zapięcia), zapytała, skąd biorę takie cuda, przecież to musi kosztować majątek.

 

Otóż najprościej mówiąc dziedziczę je po szacownych przodkiniach, wynajduję na Allegro w dziale Pamiątki PRL, na Vinted, lub… kupuję w lumpeksach.

 

Zdaję sobie sprawę, że jest to stwierdzenie cokolwiek kontrowersyjne, ale w lumpach ubieram się od 10. wiosny życia, i nigdy nie żałowałam ani jednej wycieczki do second handu, bo dzięki temu za swoje dość skromne kieszonkowe miałam ciuchy nie z tej ziemi (pozdrawiam moje czarne, skórzane rurki, w których z uporem maniaka przechodziłam prawie całą 2. klasę gimnazjum). Od kiedy natomiast pokochałam bieliznę, wycieczki te są dodatkowo ekscytujące, i to z prostego powodu: kosz z bielizną jest zazwyczaj omijany szerokim łukiem, bo używane majty, fe, kto to nosi, jeszcze Nowakowa zobaczy i rozgada po całym osiedlu. Co z tego dla mnie wynika? Pończochy Diora i Charnosa w oryginalnym opakowaniu, nowiutki jedwabny komplet z metkami Rosie for Autograph, koszulka Aubade w wyśmienitym stanie, pas do pończoch What Katie Did, i dziesiątki innych fantów, które potem rozdałam, sprzedałam, albo wymieniłam na coś innego na bieliźnianych giełdach.

 

 

Pracownicy lumpeksów często wrzucają do kosza ze starymi rajstopami i skarpetkami nie od pary unikaty i cudeńka, za które zapłaciłybyśmy krocie, a tak czekają na nas i na swój nowy dom. Niektóre kobiety mają niestety tendencję do kupowania rzeczy bez mierzenia, co sprawia, że potem taki nietknięty i dziewiczy nabytek, leżący latami w torbie z paragonem, trafia do tzw. charitków (sklepów charytatywnych), a stamtąd do, między innymi, polskich lumpków, gdzie leży kilka tygodni w koszu, żeby w końcu zostać czyściwem bawełnianym lub izolacją. Trochę szkoda tych wszystkich wintydżowych cudek, zwłaszcza, że towar w naszych szmateksach często pochodzi z Wielkiej Brytanii, gdzie jednak większość kobiet nosi miseczkę DD lub większą – rarytas dla nas! Często można w tych koszach znaleźć tak zwane nietrafione prezenty – ot, ktoś komuś kupił komplet wyzywającej bielizny, obdarowana osoba schowała rzecz totalnie nie w jej guście do szafy, a potem oddała.  Czasem nawet zdarzy się zrobiony z miłością i troską unikat, nad którym autorka ślęczała osobiście; to już jest naprawdę cymes.

 

Zdarzało mi się zostawiać dla innych poszukiwaczek kostiumy Miss Mandalay, Marks & Spencer jest wszechobecny, Freye są dość powszechne, dużo jest Per Uny, George’a, Gorgeous, Secret Posessions, St. Michael by M&S, La Senzy… z bardziej ekskluzywnych marek na pewno dość łatwo znaleźć wspomnianego już Diora (w formie produktów pończoszniczych), Aubade, Maison Lejaby, Pretty Polly, zdarzyło mi się znaleźc Cerviny. Zresztą w ogóle pończoch i rajstop jest od groma i ciut ciut. Oczywiście nie jest tak, że podczas grzebactwa znajdziemy tylko cuda z lat 50′ i 60′, znakomita większość tego, co leży w koszach, to produkty nam współczesne lub z lat 80-90′, jednak nie należy się zniechęcać, bo do odważnych i cierpliwych świat należy.

 

 

Elle MacPherson

 

 

Princesse Tam Tam

 

 

Triumph

 

 

Donna Karan New York – DKNY

 

 

Immoderata

 

 

Victoria’s Secret

 

 

Just Peachy by Figleaves

 

 

Rigby & Peller

 

 

Princesse Tam Tam

 

 

Donna Karan New York – DKNY

 

 

Lepel Swim

 

A to tylko znaleziska z dwóch godzin grzebania w trzech warszawskich lumpkach. Co zatem sugeruję? Uzbrojenie się w torby bawełniane, wygodne buty, otwartą głowę, i upór. Idziemy na żer.

 

Warto też pomyśleć nad etyczną stroną zagadnienia – co roku na wysypiska śmieci trafiają miliony ton niesprzedanej odzieży, ponieważ sklepy są zbyt pełne jak na potrzeby konsumentów. Kupując przedmiot z drugiej ręki po pierwsze nie przykładasz ręki do utwierdzania producentów w przekonaniu, że trzeba produkować więcej, po drugie chronisz daną rzecz przed trafieniem na śmietnik. Ziemia jest dostatecznie brudna i zaśmiecona.

 

Zakończmy więc małym poradnikiem poszukiwacza:

 

Wybij sobie z głowy, że to wstrętne. Większość rzeczy, które kupisz, da się domowym sposobem doprowadzić do stanu idealnej czystości bez niszczenia przedmiotu. To, czego nie możesz wrzucić do pralki (bo na przykład boisz się, że się rozpadnie lub może wyjść z niej uszkodzone / uszkodzić pralkę), możesz wymoczyć w płynach specjalistycznych typu Soak albo środku do prania dla niemowląt. Jeśli jesteś zdania, że noszenie bielizny, na której mogą być resztki cudzych śladów biologicznych, jest cokolwiek fujkowe – rozumiem to, ale zapewniam Cię: rzeczy kupione nawet w folii w sklepie są pełne okruszków naskórka osób, które je szyły. Rzeczy skórzane możesz oddać do profesjonalnego czyszczenia, wełniane upierzesz w szamponie dziecięcym, bawełnę ciśnij do pralki, nylon i poliester (tak kochane przez narody Wysp Brytyjskich w latach 70′-80′) również.

 

Nie licz na cudowne znaleziska w każdym sklepie – nie wszędzie trafiają po równo paczki nieotwartych pończoch z koronką Chantilly. Cierpliwość i gotowość do przejścia się po kilku sklepach jest kluczowa. Nie poddawaj się po pierwszym kwadransie!

 

Weź ze sobą kilka bawełnianych toreb. Nie wszystkie lumpeksy mają na stanie plastikowe torby, a i nie ma potrzeby zaśmiecać nimi świata. Warto też zaopatrzyć się w centymetr, bo nie w każdym second handzie jest przebieralnia, i niestety tylko Brytyjczycy wpadli na pomysł umieszczania na metce informacji, na jakie wymiary w centymetrach i calach pasuje dany ciuch.

 

Jeśli masz alergie, warto jest wziąć ze sobą parę gumowych rękawic.

 

Patrz na metki. One powiedzą Ci o danym przedmiocie najwięcej, nawet jeśli nie kojarzysz marki. Jeśli przedmiot wygląda na stary (ale niezniszczony), a metka nadal jest czytelna i niesprana – sukces, znalazłaś autentyczne cudeńko vintage. Starsze rzeczy, zwłaszcza brytyjskie i niemieckie, mają metki, które z wiekiem zwijają się w trąbki (w dotyku przypominają jutę). Skład jest równie istotny – jeśli znajdziesz coś z domieszką jedwabiu, to prawdopodobnie masz przed sobą coś, czym się będziesz cieszyć lata. Przykłady takich autentycznych metek vintage:

 

 

 

 

 

Fakt, że przedmiot jest używany, ma jedną zasadniczą zaletę – wiesz, jak będzie wyglądał po praniu, i jak będzie wyglądał po 10 praniach. Rozważ to.

 

UPIERZ wszystko, co przyniesiesz (chyba, że było oryginalnie zapakowane i nie miało kontaktu z innymi rzeczami, jak wyroby pończosznicze). Second handy używają środków odgrzybiających i antybakteryjnych, które jednak nie są tym samym, co żele do dezynfekcji rąk, i nie powinny mieć zbyt intensywnego kontaktu ze skórą. Grzebanie w nich łapkami to jedno, ale zakładanie tego na skórę ciała to już zupełnie inna para kaloszy.

 

Czasami słyszy się opowieści z horroru w typie ‘znalazłam majtki po okresie’ – zaglądam do lumpków od 15 lat i nigdy czegoś takiego nie odkryłam: pracownicy naprawdę takie rzeczy w większości wychwytują i wyrzucają z odzieży innej niż wierzchnia kupowanej hurtowo na wagę, w której plączą się zarówno maskotki jak i stare łyżwy. Skłaniam się ku tezie, że majty z plamami krwi to urban legend, albo naprawdę bardzo rzadko się zdarzają, bo już z samego prawa wielkich liczb powinnam na coś takiego trafić przy 1000+ wizytach w second handach – najbrudniejszą rzeczą, jaką znalazłam, był śliniaczek z resztką czegoś, co wyglądało jak zaschnięta marchewka. Jeśli się tego boisz, weź ze sobą rękawiczki.

 

Sprawdzaj wieszaki z sukienkami – trafia tam sporo koszul nocnych i halek.

 

Sprawdzaj sklepy z niskimi cenami za kilogram; bielizna trafia do sklepów kupujących raczej niesort (tańsze pakiety odzieży) niż cream (najdroższe i najlepsze pakiety), więc i ostateczna cena detaliczna będzie raczej niska.

 

Nie bierz czegoś tylko dlatego, że jest w dobrym stanie i stare – stanik w rozmiarze trzy razy na Ciebie za małym nadal będzie trzy razy za mały w domu. No chyba, że tak jak ja lubisz chomikować i kolekcjonować dla samej frajdy posiadania lub planujesz otwarcie muzeum.

 

Jeśli nie masz wokół siebie dobrego second handu, poszukaj lumpka internetowego: na Allegro chociażby jest ich sporo. Łatwiej będzie znaleźć coś fajnego, ale ceny będą zdecydowanie mniej atrakcyjne. Pamiętaj, żeby prosić o konkretne wymiary, i nie daj się zbyć odpowiedzią ‘typowe M’.

 

Zaprzyjaźnij się z obsługą. Te wszystkie proszę-dziękuję-przepraszam i autentyczna uprzejmość zaowocują większą chęcią do targowania się, dania Ci rabatu, a nawet odkładania na bok rzeczy, które mogą Ci się spodobać.

 

Czy macie swoje rady, triki, tipy? Dajcie znać, bo sama też się chętnie dowiem 😉

Related Posts

by
Previous Post Next Post
92 shares