Hejt w necie jest kijowy – chyba, że chodzi o tłuścioszki, hehe.

krytyka kulinarna

No więc otóż przedstawcie sobie, drodzy Państwo, że w środku urlopu przeczytałam tekst na pewnym blogu, co się nazywa Wyrażanie Niepochlebnego Zdania o Gastronomii (nie będę linkować, po co kobicie statystyki nabijać). Tekst ów traktował o tym, że hejt w necie i próba diagnozowania na odległość cudzych problemów są kijowe.

 

Ze zgrabnym dopiskiem, że drobnym druczkiem możemy jednak wyśmiewać grubych, hehe, bo ciałopozytywność to rak internetów. A przemiła Ula z Galantej Lali popełniła nader słuszną polemikę. Ponieważ Ulę lubię i generalnie mam trochę w nosie, ile kto waży, to chciałabym dorzucić swoje trzy grosze w temacie.

 

Niezależnie, czy jest to post na blogu czy naprędce sklecona reklama bikini z podtekstem o gubieniu wagi,  bo wicie rozumicie – TRZA MIEĆ CIAŁO DOBRE DO PLAŻOWANIA – fatszejmerzy są zazwyczaj jednakowo i do porzygu nudni, chociaż wydaje im się, że są niedocenianymi geniuszami whistleblowingu formatu Spotlight co najmniej. Powodem, dla którego tak jest, jest fakt, że nikt tym nieodkrytym mędrcom nie pokazał, jak straszliwie przewidywalni są. Dajcie mi kogoś uważającego, że grubaski to walenie i można robić z nich memy, a dam Wam tysiąc innych, kompletnie wymiennych i doskonale siebie nawzajem zastępujących. Serio, ich wypowiedzi i komentarze można mieszkać jak przyciskiem shuffle na wieży, a te doniosłe stanowiska ani nie stracą, ani nie nabiorą sensu i oryginalności. Nie zauważysz nawet, kiedy Ci podmienię interlokutora. Teoretyczny Kolesiu i Kolesiowo Fatszejmerowie, przecież wy  w większości przypadków nawet nie przechodzicie testu Turinga i brzmicie jak bot zaprogramowany przez czternastolatka, żeby pluć wulgaryzmami i emotikonkami w reakcji na każdą wypowiedź.

 

Sama napisałam kiedyś straszny, straszny tekst o plus size. Że modelka to z definicji wieszak, że Grycanki głupie, że jak się ma taki rozmiar, to się nie nosi gorsetów. Kilka miesięcy wpadłam na ten tekst przypadkiem i w popłochu go kasowałam, bo mi głupio było, że wisi pod moim nazwiskiem. Bo zobaczyłam tam ludzi, których teraz z marszu blokuję, bo po co sobie nerwy psuć.

 

Koncepcja walki z ciałopozytywnością i akceptacją grubych ludzi jest masturbacją własnego ego, bo kaman – każdy wie, że bronienie statusu quo jest nieciekawe i nikt Cię za to nie pochwali. Ma być jak jest? Woohooo, trafisz na koszulki, na 100%. Wymyślono zatem fikcyjną opresję w rodzaju ‘tłuszcz tej pani mię obraża, ja żądam, ażeby schudła, amen’.  A lawina poszłaaaaaaaa. Grubi ludzie śmierdzą. Grubi ludzie nie powinni zakładać legginsów. Grubi ludzie nie powinni chodzić na baseny. Grubi na siłowni są śmieszni, bo im się dupy trzęsą. Grube dzieci są śmieszne, ale nie kop dziewczynki synku, bo się spocisz, pośmiejemy się z niej bez ruszania się. Seksowne ubrania powyżej 44 to idiotyzm. Seksowna bielizna dla grubych to głupota, i tak żaden tej krowy nie wyrucha.

 

I tak z prostej sugestii, że ludzie powyżej rozmiaru 42 też powinni być traktowani  jak … ludzie zrobiono problem na skalę segregacji rasowej. Fatszejmer tworzy sobie w największym możliwym skrócie mentalny kostium rebelianta, który wojuje z nieistniejącym problemem, bo dzięki temu ego takie nabrzmiałe krwią i prężne. Mmm. Tak dobrze jest by przedmiotem opresji, tak fajnie można się nad sobą użalać. I tacy są oryginalni, ciekawi, innowacyjni. Wcale nie widać, że pod powiewającą peleryną siedzi maleńki, nudny człowiek, który nie reprezentuje sobą nic poza umiejętnością szerokiego otwierania paszczy i szybkiego pisania komentarzy na fejsbuniu o tym, że spanksy to metoda gwałtu na facetach, bo doprowadza się nimi do współżycia pod fałszywym pretekstem. Przecież gdybym wiedział, że ma metr w talii, tobym kijem nie ruszył, c’nie.

 

Każdy kto ogarnia obsługę komputera i umie czytać jest w stanie napisać manifest o wsadzaniu grubych do pieców krematoryjnych, to nie wymaga głębokiej refleksji ani krzty oryginalności. Pisząc komentarz ‘lel, w ciąży jesteś że masz taki brzuch?’ jesteś jednym z miliona jednakowych palantów, których się ignoruje tak, jak ignoruje się brzydką tapetę w przychodni albo puszkę po piwie leżącą w krzakach koło przystanku PKS. Wydaje Ci się, że nikt nie akceptuje Twoich przełomowych epistoł, bo są tak boleśnie prawdziwe, że naruszą moją banieczkę szczęścia? Ewidentnie nie żyłeś nigdy jako kobieta w internetach. Wszystkie, niezależnie od rozmiaru jesteśmy grube, jeśli z profilu wystaje nam coś więcej niż cycki i tyłek, a powyżej 100cm w talii zaczyna się już sport ekstremalny w unikaniu ludzi, którym się wydaje, że obelga typu ‘waleń’ jest szczytem inwencji; medale przyznajemy sobie nawzajem bekując z co bardziej soczystych wiadomości z Instagrama o treści ‘ej piękna, pogadamy? O TY SZMATO NIE ODPISAŁAŚ PRZEZ 10 MINUT I TAK BYM TAKIEJ GRUBEJ NIE RUSZYŁ’. Nikt nie słucha Twoich tyrad, bo wszyscy słyszeli je milion razy. Są jak tyrada marki tyrada, jak piwo Fisher Price, którego nikt nie chciał pić. Jak Despacito, które pierwsze 4 przesłuchania w radiu irytowało, a teraz jest szumem w tle, który sobie automatycznie wyciszamy i w zasadzie nie jesteśmy świadomi, że nasze uszy go rejestrują. Jak maile o powiększaniu penisa, które niezależnie od kunsztu graficznego i tak trafiają od razu do folderu SPAM.

 

Teza, że grube kobiety są wstrętne, jest tak innowacyjna, jak koncepcja żeby wszystkich uczyć czytania. Nie no, spoko, jakieś 50 lat temu może spotkałoby się to z zaciekawieniem, ale teraz? W dobie powszechnego dostępu do netu, gdzie mam w zasadzie szambo a’la carte? Naprawdę nie możesz mieć pretensji, że nikt nie uznaje za oświeconego mesjasza typa, który wyjeżdża z propozycją, żeby maciory przymusowo odchudzać, kiedy trzy kliki dalej mogę sobie poczytać o tym na Wykopie, pogryzając czipsiki i pijąc winko. Nikt nie zostanie porwany opowieścią o tym, jak śmiałeś się na ulicy z grubej kobiety, która jadła lody, bo każdy słyszał to już co najmniej dwieście razy.

 

Oczywiście są tacy, którzy postrzegają bycie obraźliwymi za osiągnięcie, bo to rzekomo oznaka, że dobrali się nam do miękkiego, że uderzyli tam, gdzie boli, że są takimi odpowiednikami wojowników o równość społeczną, tylko à rebours. W sumie – trochę rozumiem, bycie toksycznym bucem jest jakimś cudownym zabiegiem, przy którym komunikat ‘ja bym się nawet z taką przespał’ ma być nowoczesnym odpowiednikiem kazania na górze, traktowanym jak cud i odpowiednio uświęconym, pokazem szarmanckiej elokwencji, dżentelmeńskim Everestem. Faktycznie, przy takiej amplitudzie komunikatów lekka tylko obraźliwość brzmi jak kurtuazja.

 

Ale weź takiemu uświadom, że pierdzieli jak potłuczony, ni cholery to nie jest komplement, i co mamy? Kobiety nie doceniają fajnych facetów i wolą bad guyi, bu, same jesteście sobie winne, że Was obrażają, bo nie doceniacie dobroci, i tak ad mortem defecatum. Nasze pokolenie jest ponoć roszczeniowe, rozpieszczone, oczekujemy nagród za sam fakt, że żyjemy, bo dostawaliśmy dyplomy w przedszkolu za pojawienie się na zawodach, i wszystkim mówiono, że mamy potencjał.

 

Jeśli tak Ci się też wydaje, to poczekaj, aż spotkasz na swojej drodze prawdziwego, żywego fatszejmera, który będzie chciał pogłaskania po główce za to, że nie pokazuje za grubą palcem, tylko śmieje się z niej w necie. To będzie dopiero wytwór komunikatu ‘zdolny, ale leniwy’.

Related Posts

by
Previous Post Next Post
71 shares