Jak Zmienić Miskę C na F Bez Chirurga? | Historia Agi

Ja jakoś 6-5 lat temu. Nabiustnie – coś z Tesco w rozmiarze 40.
Jestem i zawsze byłam kobietą typu skinny fat – chuda w żebrach, chuda w ramionach, wydaję się szczupła, talia jest en face, ale z profilu mam tu i ówdzie bułeczki. Będąc podlotkiem natomiast nosiłam przezwisko kościotrup, ew. paszczur, ponieważ ważyłam w wieku 13 lat 35 kg. Mając przy tym zawrotne 160 cm wzrostu nie miałam na klatce piersiowej, ani w okolicach, w których plecy tracą swą szlachetną nazwę, absolutnie nic. ‘Coś’ dziać się zaczęło w okolicach 14 r.ż., kiedy mama przyniosła do domu Mój Pierwszy Stanik. Tak, przyniosła, albowiem chyba nie uznała za ważne dopasowanie stanika do mnie, tylko mnie do stanika – chciała dobrze, ale stanik ów nie bardzo chciał pasować. Głównie dlatego, że był dwiema połówkami gąbkowej piłeczki z doszytym obwodem i miał za zadanie maskować moje sutki pod t-shirtami. Miało toto nieśmiertelny rozmiar 75B i prawdopodobnie (tak mniemam, bo nie pamiętam) jeździło po moich chudych plecach jak rączy rumak.
Drugim moim stanikiem był zielonopaseczkowy, bawełniany plandżyk ze Snoopym z H&M. Zakładam, że teraz nosiłabym go chętnie, bo już nie muszę lawiną koronek i hafcików sobie niczego kompensować, ale wtedy nie znosiłam go szczerze. Wtedy też pojawiła się pierwsza jaskółka stanikomaniactwa i niejasne poczucie, że coś jest nie tak. Po długich deliberacjach zszyłam mostek tak, że piersi wybułkowywały mi się na środku. Dalej było coś nie tak, ale przynajmniej wyglądało, jakbym miała biust.
Wtem biust faktycznie się pojawił, a z nim magiczne poczucie, że trzeba go ubrać w coś, czego nie zakupi mi rodzicielka, która chętnie mi rozmaite dessous kupowała, ale były to drukowane w cukierki bawełniaki (i znów – chlip, teraz bym ponosiła) z H&M, Reserved i Tesco. Pojawiały się one w domu głównie dlatego, że byłam podówczas stałym gościem w gabinetach ortopedów, i mama chciała, abym nie świeciła zmarnowanymi barchanami przed medykiem. Albowiem byłam dziewczynką mało społecznie nastawioną chłopaka nie posiadałam, a uroda bielizny mojej mnie mało obchodziła, to niewiele było powodów, żeby kupować cokolwiek nowego. Nagle jednak w wieku lat 18 wkroczyłam w świat zakochań, randek i innych takic cymesów. Trzeba było zacząć działać.

Pozwolę sobie na westchnięcie nostalgii; ile z nas może wejść na Allegro, kliknąć 6 razy Kup Teraz i zaopatrzyć się w ten sposób w 6 kompletów bielizny? Obstawiam, że niewiele. Ja, wyposażona w młodzieżowe konto w banku i maleńkie kieszonkowe plus finanse z fuszek ‘polowałam’ na okazje. Wklepywałam magiczne hasło ’80C komplet’ i buszowałam. Wszystko powyżej 40 zł za komplet było dla mnie fanaberią, a szuflada z bielizną szybko zapełniła się mnóstwem koronek, tiulów, przejrzystości i innych cudów. Pamiętam też awanturę, którą zrobiłam sprzedawcy na allegro, że jego komplet w rozmiarze 80C ‘pasuje najwyżej na małe B’. Tak, ja też stosowałam tego typu określenia. Do tej pory pamiętam przerażony wzrok Madź, która wyjąkała ‘chyba musisz sobie dobrać nowy stanik’ widząc moje 75DD (o którym jeszcze nie wiedziałam) wepchnięte w 80C z gigantycznym push upem. Moja matula, która już nieco orientowała się w rozmiarach, również próbowała mi wytłumaczyć, że obwodu nie wiąże się na szyi, ale trafiało to do mnie mniej więcej jak Szturmowcy Imperium w dowolny cel. Czyli wcale. Niejasno kojarząc, że Madź nosi markę Curvy Kate (którą potem nasz wspólny znajomy nazwał ‘bielizną dla grubych kobiet‘), zakupiłam na Allegro czerwoną Tease Me w rozmiarze 80D, wyliczając sobie, że pewnie będzie pasował. Zachwyciłam się krojem i jakością, ale uznałam, że jest arcyniewygodny. Taki duży jakiś. Na pewno źle ometkowali, bo jest taaaaaaaki wielki, dużo większy niż moje 80C. Nic to! Nosiłam. Nawet mam zdjęcie, które pokazuje potworny tego efekt, ale chyba nie dojrzałam do pokazywania go.(Tu swoją drogą kłania się relatywizm, bo nosząc swoje 80C / 85C spoglądałam na biust Miski Drugiej jako na abnormalnie, acz kusząco obifty. Miał on ówcześnie rozmiar 70F.)

Z pewnym rozrzewnieniem stwierdzam, że część bielizny, którą kupowałam sobie lata temu dalej jest na Allegro. Z poniższego cuda miałam 4 kolory: róż, czarny, biały i szary. Uważałam, że to najlepszy stanik ever.
Toto miałam w kolorze kakaowym.
A to półbiustonosz marki Unikat, polskiej zresztą. Tu ‘wystarczyło’ mi 75B.
Znalazłam też swoje zdjęcie z czasów, kiedy ućwiekowany stanik w rozmiarze 80C wydawał mi się szczytem elegancji, zwłaszcza noszony na wierzchu. Osoby wrażliwsze proszone są o odwrócenie wzroku (tak, byłam punkiem, będę punkiem, tylko źle widziane jest w szpitalu bieganie z pieszczochą). To było również jakieś 20 cm włosów temu.
Pewnego pięknego dnia trafiłam do ortopedy, ponieważ zaczęła mnie boleć szyja. Mam duże skrzywienie kręgosłupa (28′) w odcinku lędźwiowym i stwierdziłam, że pewnie nadeszło to, czym mi wszyscy grozili od pierwszej kontuzji w szkole baletowej – ‘nie będziesz chodziła na korektywę to będzie Cię kręgosłup bolał!’. Pani ortopeda obejrzała mnie i… wysłała do brafitterki. Było to historycznego dnia 2. lipca 2013 r.
Kiedy wreszcie zbrafitowałam się za kosmiczną jak dla mnie kwotę 160 zł (Cleo Juna) postanowiłam wywalić wszystkie swoje 80C, 75C i inne potworki. Boże, cóż za łzy wtedy leciały. Lata zbieractwa szły w odstawkę. Miałam piękny, miętowy stanik we flokowane czarne kokardki, którego się z wielkim bólem pozbyłam po zidentyfikowaniu swojego właściwego rozmiaru za namową Madź i pani ortopedy. Żarówiasty, neonowy koronkowiec z Reserved – do kosza. Trzy komplety balkonetek ze stringami w kolorze śliwkowo-złotym, srebrno-czarnym i czerwono-czarnym – wywalone. Sztywny, szmaragdowy plandżyk z kilogramem pushupa, kupiony za ‘astronomiczną’ kwotę 50 Polskich Nowych Złotych w H&M – w śmieciach.
Nie obyło się też bez początkowych fakapów w postaci kupienia na Allegro Tease Me w rozmiarze 70D (‘No bo to chyba będzie sistersize 75DD…‘), ani zupełnego zdumienia, kiedy odkryłam, że w polskich markach nie ma DD i noszę w nich zupełnie inny rozmiar. Nic to jednak: miałam wtedy wrażenie, że odkryłam zupełnie nowy, magiczny sposób na powiększenie piersi bez operacji plastycznej. Najlepsze miało dopiero nadejść.
Po kilku miesiącach 75DD zmieniłam na 75E, bo tkanka wypychana latami na plecy zaczęła wracać do przodu, na należne swoje miejsce. Gdy wymigrowały takie fragmenty piersi upchane na żebrach, przesiadłam się na 70F, które równie szybko zmieniło się na 65FF (lub 65F, zależnie od marki). Tajemnicze chomiki spod pach znikły, plecy przestały boleć, a ja patrzę na siebie i nie myślę ‘deska’, ale ‘whoah, cycki, i to niezłe cycki’. Oto małe porównanie (darujcie jakość zdjęć robionych kalkulatorem), jak zmieniał się mój biust w trakcie podróży migracyjnej: daty są orientacyjne.
Ewa Bien – Amelia Soft 75D, Sierpień 2013
 Katie Price – Balkonik 34DD, Październik 2013
Push Up od Marks & Spencer – 32DD, Maj 2014
Curvy Kate  – Flaunt 32E, Listopad 2014
 Curvy Kate – Love Struck 32 F, Grudzień 2014
Curvy Kate – Thrill Me 30FF, Luty 2015
Ulga, którą odczuła jednak moja szyja z całą resztą pleców wynagrodziła mi kwoty, które zaczęłam płacić za biustonosze. Z gorliwością neofity czytałam, edukowałam się, brwi wędrowały mi na potylicę i marszczyły się jak gąsienice, kiedy próbowałam ogarnąć cały ten nowy dla siebie świat. Szybko też nauczyłam się, że kupowanie staników przez internet to znakomita oszczędność czasu i pieniędzy, toteż poza tym jednym razem przy brafittingu zaczęłam je kupować na Brastopie czy Allegro, a kiedy odkryłam Bratabase – wsiąkłam na zawsze i tylko Misek Trzeci (jako prawdopodobnie jedyny facet świata) narzeka ‘Oesu, znowu masz nową bieliznę? Przecież masz już tyle!’.
Z rozrzewnieniem wracam do swoich dawnych staników w formie zapisków na profilu w Bratabase i zdjęć, na których widać progres przemieszczających się bułeczek. Jakie są Wasze stanikowe historie? Kto kupił Wam pierwszy stanik?
Odcinek z historią Madź – niedługo!

Related Posts

by
Previous Post Next Post
0 shares