Burzowa Fantazja, czyli Lipiec z Minnie od Cleo (70HH)

cleo minnie navy multi

Ten lipiec jest straszny – zamiast lata mamy kwiecień. Burze przeplatane promieniami słońca, kwiaty, które albo pylą, albo mokną. Miesiąc pełen kontrastów. I kontrastowa jest też Minnie, o której wam dzisiaj opowiem. A jednak tworzy zgrabną całość.

 

Wymiary/Measurements:
Obwód rozciągnięty/Band streched:  82.6
Obwód w spoczynku/Band:  67.5
Szerokość pojedynczej fiszbiny/Cup width:  16.7
Głębokość miski/Cup depth:   34.1
Długość pojedynczej fiszbiny/Wire length: 35.3
Szerokość mostka/Gore width:  1.8
Wysokość mostka/Gore heigth:  10.2
Wysokość pasa koło miski/Wing heigth:  12.7
Szerokość ramiączek/Straps width:  2.1
Haftek w rzędzie/Hooks: 2
Ocena: / Rating:

Estetyka / Aesthetics

Wygoda / Comfort
Cena / Price
Wytrzymałość / Longevity
Kształt / Shape

 

Przyznam się, że kiedy dostałam paczkę od dystrybutora i zobaczyłam w niej Minnie, byłam zaskoczona. Nie była ona moim wyborem – miałam ochotę na jeden z bardziej wyrazistych kolorystycznie modeli. Później przymierzyłam ten stanik i stwierdziłam, że nadaje mi dziwnego kształtu. Dziobowatego. Trochę burzowo to brzmi, prawda? Dzioby to niestety zdarzający się nader często w tak szytych miskach (trzy szwy) fenomen.

 

Sukces Cleo! Minnie dosięga mi do klatki piersiowej! Jeśli nas uważnie czytacie, to wiecie, że mam z tym permanentny problem. Minnie daje radę, za co dostaje ode mnie specjalne serduszko z plusem. Minnie nosi się wygodnie. Nie uciska, nie sprawia dyskomfortu. Materiał w trakcie użytkowania dostosowuje się do ciała, przez co dziwny kształt trochę zanika. Spokojnie można nazwać Minnie wygodniczkiem 🙂

Siateczkowa góra miseczki z obszywanymi dziurkami jest przepiękna, a do tego nie napina się na piersi, nie wpija w nią. Za to rozmiarowo jest na styk – jak widzicie pojawia się minimalna czworopierś w pełniejsze dni cyklu. Przód stanika jest nierozciągliwy, obwód za to rozciąga się jak należy i nie mamy efektu sznurka na szynce. Ramiączka to standardowe cleowskie pseudożakardowe elastyki – nie wpijają się nigdzie.

 

 

 

Tylko dwie haftki na zapięciu, nie wiem w sumie, czemu, zazwyczaj w moim zakresie rozmiarowym standardem są trzy. Ot, ktoś mi zaoszczędził wygibasów z rana 😉

 

 

Estetycznie Minnie to spełniony sen hippisa: wygląda to tak, jakby ktoś nasypał farby do tkanin w proszku na mokry materiał, zostawił na trochę i przypomniał sobie, że coś miał z tym zrobić. Innymi słowy – ktoś tu inspirował się ice dye 😉

 

Różowa kokardka na mostku wtóruje kolorystycznie tkaninie miseczek. Wszystko jest dopięte ze sobą bez przekroczenia granicy szaleństwa projektanckiego, na które to schorzenie zdarza się niektórym brytyjskim dizajnerom cierpieć. Na kanalikach fiszbin ponownie znajdują się te mało romantyczne napisy – czy tylko mi kojarzą się z trendem nazw marek na gumach od bokserek?

 

Majty to typowe figi – rozmiarowo wychodzi jak zawsze w rodzinie Panache, 40 pasuje na L i nie ma zmiłuj. Szkoda tylko, że tył gładki; mógłby być we wzorek… albo przezroczysty 😉

Cena biustonosza to ok. 180 zł – jak za ten poziom wygody i wytrzymałości konstrukcji, jest ona akceptowalna.

Wydaje się, że kolejne wcielenia Minnie to naprawdę evergreen Cleo –  jaką wersję lubicie najbardziej lub jakiej Wam najbardziej brakuje?

*Post sponsorowany; autorka otrzymała produkt od dystrybutora lub/i wynagrodzenie.

Tagi: , , , , , , , , ,

Related Posts

by
Previous Post Next Post
1 share