Nie wiem, co co chodzi z tą akceptacją swojego ciała.

Jem śniadanie i czytam artykuł, którzy wrzuciła moja szefowa  – “Bodypositive w mediach”. Co wejdę na fejsa, to widzę te posty i linki, “hej, zaakceptuj siebie, bądź modna”.

Nie rozumiem tego. Przecież się akceptuję. Nie tnę się ani nic. Nie głodzę. Dbam o siebie, nie, wczoraj nie zjadłam deseru, żeby dbać o linię. I ten, na pilates chodzę. A już mówienie, że nas społeczeństwo gania za to, że mamy nadwagę, to jest żenujące. To znaczy nie że my mamy, bo ja nie mam, ale inni mają. Nie gania. Nikt za mną nie wrzeszczy ‘ty spaślaku’, a przynajmniej nie od podstawówki. Zresztą, nie znam w ogóle innych lasek, które by siebie nie akceptowały. A znam ich trochę, zresztą po ostatnim obozie fitness dla mam robimy sobie regularne spotkania. Nawet ostatnio robiłyśmy sobie tabelkę, która z nas najwięcej schudła. I było fit ciasto, żeby to uczcić.

Julia to nawet mówiła, że swoją córkę wysyła na młodzieżowy. Bo mała chce być modelką. Mierzy się, waży, poprosiła niedawno, żeby jej kupić jakiś specyfik, bo będzie sobie piegi wywabiać. Ładna z niej dziewuszka. Taka z ikrą. Tylko Julia narzeka, że ma lodówkę zawaloną jakimiś jogurtami 0% i dietetycznym chlebem, że dziewucha obiady omija. Niby zajęta, bo na tańce chodzi, i na basen, i na coś tam jeszcze, to może nie ma faktycznie czasu.

No dobra, muszę wstać od kompa, czas iść po zakupy. Mariusz wykupił wczasy na Krecie, all inclusive. Chcę sobie kupić kostium kąpielowy. Niby mam to bikini sprzed ciąży, ale jakoś tak… no nie wiem, czy matce wypada w sznurkowym bikini iść na plażę? No. Więc idę kupić nowe, bo przecież trzeba jakoś wyglądać. Dbam o siebie. Chcę schudnąć przed wyjazdem, bo przecież jak all inclusive, to się nie oprę, zwłaszcza rybie z grilla. Jak schudnę, to w nagrodę nawet sobie może książkę kupię, tą nową, Michaliny Katarzyniak. Koleżanki z obozu mówiły, że fantastyczna historia, dziewczyna z prowincji przyjeżdża do wielkiego miasta, wygrywa konkurs, i robią jej metamorfozę: zęby, włosy, tyłek, liposukcja, i bum – poznaje tajemniczego biznesmena, i mamy ślub. Ciekawe, czy to jak Grey.

Tylko jeszcze nogi ogolę, bo tak gorąco, że w dżinsach nie wyjdę. A ostatnio goliłam dwa dni temu, nie pokażę się z takimi zarośniętymi. I pachy jeszcze. Muszę się sprężać.

Kurczę, wchodzę do sklepu, i oczywiście na progu już są wieszaki z tymi bikini. Obok plakat z modelką. Fajnie to wygląda, te paski tak równo leżą, trochę jak Agent Provocateur, seksowne. Które to, to to żółte? Dobra, biorę, chociaż w sumie nie wiem, który rozmiar – L czy M? Od Stycznia mi się trochę przybrało – przy wzroście 175 cm 68 kg to trochę dużo, a teraz ważę 73. No niech będzie, że L.  Dobrze mi mówiła mama, że dietę przed latem trzeba zacząć w lutym.

Wciągam na siebie majtki – jakoś leżą, chociaż już wiem, że stringi to ja wymienię na figi, bo mi widać cellulit na pośladkach. Rozmiar niby dobry. Niby. Trochę się wrzyna w uda. XL nie wezmę, bo nie ma. Nie produkują. Poza tym no, ja nie jestem XL. Może L.

Moment, jak to się zakłada, te paski? Na modelce szły na krzyż przez brzuch, ale jak ja tak zrobię, to wyglądam jak szynka w siatce. A może to puścić luzem? Nie, bo wtedy wiszą jak firanka. No dobra. Czyli nawet figi nie, bo przy nich też są te paski.

Góra weszła na cycki, i sam kostium fajny, ale ja w nim wyglądam źle. No bo biust mam jak uszy spaniela. W sumie czego ja się spodziewam, wiadomo, że po karmieniu będą takie. Nie sterczą. Może jak stanę bokiem, to będzie lepiej? No ale nie będę po plaży chodziła bokiem. Może jak wsadzę wkładki, to będą wyglądały ładniej? Takie puszapy?

Nie no, kurde, nie będę chodzić po plaży udając Natalię Siwiec. Świecić cyckami, kurde, dzieci mam, czasy szaleństw minęły. Jeszcze jak będę musiała Kasię nakarmić, to zaraz się znajdzie jakiś, co się będzie gapił.

Wezmę może inne. Tu jest jakieś takie coś, co ma majtki, to się mówi, że są z wysokim stanem. Jest metka: “wyszczuplają i ukrywają niechciany brzuszek”. No dobra, to te majty, one są w sumie czarne, to mogą być, bo do tego sobie mogę dobrać cokolwiek. I może nawet nie będzie widać rozstępów na pośladkach. Spytam ekspedientki, czy mają pasującą górę.

No tak, L albo XL, i na górę to, no nie wiem, duże C. Że przy moim rozmiarze i tuszy to tylko tankini? No dobra, w sumie ona się zna lepiej.

Idziemy do regału – tankini mają dwa; czarne, z tego samego materiału, co majtki, albo jakieś takie w kwiatki. Nie lubię kwiatków. Biorę czarne, będzie przynajmniej komplet. Mijam szafę z bikini, cała tęcza, jak w tych klockach mojego Jacusia. W sumie fajne, no ale w sumie jakby mieli uszyć mi tankini z takiego samego materiału, jak to co tam wisi, takie z cekinkami, to przecież kosztowałoby ze dwie stówy. No bo materiału więcej, to i muszą więcej kasy wziąć. Takie życie.

Okej, mierzę to tankini. W sumie jest okej, bo cycki na miejscu, i nie widać po nich, że wykarmiłam dwójkę. I brzuch jakby mniejszy. Chciałam się co prawda opalić, no ale przecież nie będę wystawiać na widok publiczny brzucha po ciąży i cellulitu. Wciągam brzuch – uu. Płaski się zrobił.

No dobra, niech będzie. Pareo sobie dokupię i będę mówić, że to taka moda. Wtedy nawet ten żylak pod lewym kolanem się schowa.

Zjadłabym coś. Mam ochotę na coś z mięsem. Niby gorąco, ale akurat z mięsem bym zjadła. Idę do foodcourtu. Po lewej jest stoisko z burgerami, po prawej sałatki. Mięso mi pachnie. Mhm. Taki burger z pomidorem, cebulką czerwoną, piklami, do tego może jakaś surówka.

Z głośników leci reklama jakiegoś leku: “wakacje tuż tuż, a figura nadal nieidealna? Wypróbuj SlimaVitin, pierwsze saszetki do rozrabiania w wodzie mineralnej. Zamień fryteczki na figurę laleczki!” Tim-ti-rim-tim.

Wezmę sałatkę. Bo dbam o siebie. Jem tą sałatkę patrząc na wyspę na środku alejki, między kioskiem a salonem obuwniczym. Jakaś młoda dziewczyna sprzedaje na niej suplementy diety.

Tej to dobrze. Szczupła taka. I pewnie tych supli ma trochę za darmo.

Dzwoni do mnie Karolina. Karolina to moja najlepsza przyjaciółka. Miała jechać z nami i swoimi dziećmi na tą Kretę, ale akurat jest po operacji i nie może. Zrobiła sobie biust. W sensie nawet by i mogła, ale mówi, że lekarz jej kazał nosić taki stanik specjalny, i że ona się na plaży w tym nie pokaże.

Nie po to te cycki robiła, żeby teraz się pokazywać w babcinym staniku. Przecież nawet mężowi nie dała zobaczyć, zanim wyjęli dren, to co dopiero innym. Bo te cycki to miał być prezent na jego czterdziestkę, się chłop narobił w życiu, to niech ma w sypialni fajne cycki. W sumie racja. Ja też bym chciała się pokazać w czymś sexy, ale nie robią sexy rzeczy na cycki karmieniowe. Takie życie. Może jak uzbieram, to też sobie zrobię biust. Ostatnio w Kobiecie i Stylu czytałam, że teraz robią je tak, że już dwa tygodnie po operacji można wracać do pracy.

W każdym razie Karolina jest w okolicy i chce, żebym poszła z nią na lody i ploty. Fajnie, dawno nie byłyśmy na babskim sabacie. Tu niedaleko jest taka fajna kawiarnia, pójdziemy tam. Wezmę dzieciaki.

Sprawnie wszystko poszło, siedzimy na tych lodach. Wzięłam sorbet, bo ponoć bardziej fit. Chciałam waniliowe, ale w nich jest śmietana. Karolina ma dwie porcje czekoladowych, bo ona ma metabolizm jak koliber. Dzieciaki wzięły truskawkowe. Jem połowę porcji, zjadłabym i drugie pół, ale niech Karola widzi, że się pilnuję. Taki niepisany pakt. Ja jej nie zwrócę uwagi, bo mi głupio.

Gadamy o Alicji – to nasza sąsiadka z piętra. Alicja ma pod sześćdziesiątkę, fajna babka. jest instruktorką tańca latino. Zapraszała mnie na zajęcia, ale odmówiłam, no gdzie się będę z tym tyłkiem pchać, niesmaczne to takie, machać tym. Wystarczy, że na pilates chodzę. Ale ona sama fajna, tylko dziwna. No bo w wieku mojej mamy, a chodzi bez stanika. I takie to trochę… nie na miejscu. Ja odwracam wzrok i nic nie mówię, ale widziałam, że sąsiedzi popatrują. Że też jej nie wstyd. W tym wieku szczuć cycem?

Nie wypada.

W każdym razie Karolina mówi, że Alicja robi dzisiaj grilla w ogródku. I jesteśmy zaproszone.

Nie wiem, czy chcę iść. Bo Alicja robi takie pyszne te rzeczy z grilla, karkówka taka, że ojej. I sałatki! Takie pyszne, zwłaszcza ta z jabłkiem i orzechami z winegretem. Tylko jak się najem, to mi brzuch wystaje. I wyglądam jak w trzeciej ciąży, a jak mam siedzieć i gryźć selera naciowego, to bez sensu.

Więc mówię, że jestem zajęta. A potem przypomina mi się, co czytałam do śniadania, i mówię Karolinie, że to bodypositive to jednak idzie za daleko. Bo jak to tak, promować otyłość?

Related Posts

by
Previous Post Next Post
37 shares