Scantilly – Peek-A-Boo 65F ; Toksyczno-Zielony Potencjał

scantilly peek a boo chartreuse

Scantilly to młodsza siostra Curvy Kate i Flirtelle – młodsza i niegrzeczniejsza, dodajmy. Linia ta ma być odpowiedzią na, z jednej strony, Panache Black, a z drugiej na westchnienia tych z nas, które tęsknią za Showgirls. O ile jednak Showgirls były marką kabaretową, która stawiała na zabawną seksualność w stylu burleskowym, to Scantilly jest linią dla tych z nas, które szukają bielizny buduarowej, kusicielskiej i nawet nieco retro. Ja od początku najbardziej zapatrzyłam się na All Wrapped Up, czyli plandża z paseczkami, ale niestety okazał się niekompatybilny z moim biustem. Firma zaproponowała mi za to Peek-A-Boo, które dostać można w kolorach, od nazw których już może się zrobić gorąco: chartreuse (zielonkawy, nazwany tak od sławnego likieru), crimson (piękna czerwień w odcieniu ‘szminka z lat 50’), black (po prostu czarny 😉 i dostępną od następnego sezonu wersję w fiołkowym fiolecie. Szaleństwo! 

Scantilly Peek-A-Boo – 65F
Obwód rozciągnięty / Band stretched   75.8
Obwód w spoczynku / Band  61.9
Szerokość pojedynczej fiszbiny / Cup width  14.0
Głębokość miski  / Cup depth  19.5
Długość pojedynczej fiszbiny  / Wire length  26.0
Szerokość mostka  / Gore width  2.0
Wysokość mostka  / Gore heigth  8.3
Wysokość pasa koło miski  /  Wing heigth  9.0
Szerokość ramiączek   / Straps width 1.5
Haftek w rzędzie   /  Hooks 2
Ocena: / Rating:
 
Estetyka / Aesthetics
Wygoda / Comfort
Cena / Price
Wytrzymałość / Longevity
Kształt / Shaping

 

 

 

Porównanie – 65F po lewej, 65FF (mój zwyczajny rozmiar w Curvy Kate) po prawej
Obawiałam się efektów, jakie może mi dać Peek-A-Boo (dla skrótu Boo ;), ponieważ dotychczasowe moje doświadczenia z balkonami Curvy Kate nie były zbyt pozytywne. Pierwsze podejście było mało trafione – moje zwykłe 30FF wyglądało nawet nieco przymało, kiedy miałam je w ręku, natomiast po założeniu zmarszczyło się u góry misek. Ki diabeł, pomyślałam, przecież wymiary ma jak małe 30F! Zagadka wyjaśniła się, kiedy bliżej przyjrzałam się siateczce, z której uszyte są miski; jest ona bardzo rozciągliwa, przez co FF po wypchnięciu dołu miski biustem zmarszczyło się w górnej części, bo nie jestem zbyt pełna w górze. F natomiast dalej pasowało u dołu miseczki, a górę udało mi się wypełnić piersiami. Kształt pasuje mi – kulkowaty, ale nieprzesadny. Brzeg miseczki czasami potrafi zrobić lekki quadboob, ale na to niestety silnych w tym modelu nie ma.
Basilic firmy Axami i Peek-A-Boo. Koncepcja dość podobna z nieco inną konstrukcją; Basilic ma jeden szew, Peek-A-Boo trzy. Zakładam, że różnica w kształcie biustu może być oszałamiająca, chociaż zdjęcia na modelce pokazują zgrabne kulki silikonu.
Jeśli chodzi o estetykę, to mam kilka zastrzeżeń; po pierwsze keyhole na mostku jest krzywy, co szkodzi mocno urodzie stanika. Po drugie tak samo krzywy i nie na środku jest szew na satynowej, dolnej części misek. Kiedy przyjrzycie się zbliżeniom na Boo zobaczycie, że niestety szwy także nie są jakoś zachwycająco ładne i staranne. Satynowy pas też jakoś do mnie bardzo nie przemawia; wydaje się niedopracowany, jakby ze szwalni wypuszczono stanik z luźnym, niedoszytym elementem. Moim zdaniem Boo lepiej wyglądałaby, gdyby satynę przyszyto do mostka lub całkowicie z niej zrezygnowano. Jest to zresztą coś, co firma faktycznie zrobiła; wiosenny Vamp będzie właśnie do pewnego stopnia czarną wersją Boo bez pasa, ale z … paseczkami 😉
(źródło / source : Comics Girls Need Bras)
Teraz kilka fotek samej Boo – kolor zdecydowanie odpowiada realiom na moim monitorze, mam nadzieję, że i na Waszych 🙂

 

 

 

 

Ramiączka to standardowe 1.5cm, co mnie nieco smuci.

 

 

Mam wątpliwości odnośnie tych elementów z różowego złota – moim zdaniem pasowałyby genialnie do wersji czarnej, ale do tej toksyczno-zielonej lepsze byłyby srebrne albo gunmetal.

Zapięcie tylko dwuhaftkowe z racji faktu, że przesiadłam się z 30FF na 30F. Trzyma dość dobrze, nie odkształca się, aczkolwiek zdecydowanie czuję różnicę między szerokością pasa w 30FF i 30F. Wolę jednak szersze pasy.

 

Fiszbina boczna jest niestety najsłabszym punktem wygody – dźga bowiem razem z końcówką fiszbiny U w okolice mojej pachy. Nie jest to wina szerokości fiszbin, bo i tak są na granicy dozwolonej wąskości, ale raczej zbyt wysokiego pasa przy misce. Ten nadmiar wysokości powinien się przenieść w okolice zapięcia 🙂
Stringi to typowe kusidełka, ale uwaga z wyborem rozmiaru – przy pierwszej próbie poprosiłam o M (12), które miały wymiary jak moje niegdyś pasujące XL (16) od Wilda. S pasuje już lepiej, aczkolwiek nadal jest ciut szerokie w pasie, i krótkie w kroku. To raczej majtki dla niskich biodrzastych 😉

 

 

Pas do pończoch to typowy bieliźniany evergreen – satyna, siateczka, cztery żabki, więc raczej sprzęt do kuszenia niż trzymania pończoch na nogach cały dzień. Pierze się tak jak cała reszta, 50 stopni w pralce mu niestraszne.

 

 

 

 

I tu przechodzimy do mojego głównego zastrzeżenia odnośnie Boo: za taką kwotę (40 funtów, czyli ok 200 zł) może nie ma co oczekiwać jedwabnych satyn, aczkolwiek znamy marki, które potrafiły i za mniejsze pieniądze dać nam lukśne tkaniny, ale Boo to stanik uszyty z materiałów, które niczym nie różnią się od kolekcji głównej Curvy Kate. Rozumiem, że Scantilly ma być marką premium, ale póki co najbardziej moim zdaniem premium jest tutaj kampania reklamowa i cudne zdjęcia, bo staniki w dotyku jednak nie bardzo. Miałam w ręce także kropkowanego Showtime, i gdybym nie wiedziała, co dostałam, zakwalifikowałabym go razem z Boo do grupy tych modeli, które stanowią musisztomiecie w danej kolekcji marki. Wyróżniają się designersko, to prawda, zwłaszcza, że do wyboru mamy w ramach kompletów majtki otwarte i paseczkowce, ale to trochę mało. Słaby kurs funta byłby w stanie usprawiedliwić dla mnie taką cenę stanika, ale pamiętajmy, że była ona ustalana, kiedy w złotówkach wynosiłaby jeszcze ok. 250 zł, na którą to kwotę już zupełnie nie mam wyjaśnień. Nie zrozumcie mnie źle, Boo to ładny stanik, ale nie widzę dla niego miejsca w linii premium, bo nie jest premium. Fajnie znalazłby się w głównej kolekcji marki jako Kusidełko.
Majtki pełne do kompletu z Boo. Nie było mojego rozmiaru 🙁
Mam też mały problem z tymi nie do końca ładnymi szwami i nitkami, które tu i ówdzie się plątają – to naprawdę można było usunąć i ogarnąć zanim wypuściło się produkt ze szwalni.
Nowa kolekcja marki na wiosnę / lato 17′ ma jednak kilka nowości, które już bardziej kierują się w stronę prawdziwych lukśności (aż mi się zrymowało, ha). Nie sądzę co prawda, żeby pojawić się miały znikąd jedwabne satyny i francuskie gipiury, ale ta nowsza kolekcja już bardziej odpowiada moim wyobrażeniem marki premium.
Mam też nadzieję, że Boo pojawi się w większej liczbie kolorów – marzą mi się barwy rodem z Masquerade, które nas kusiło swoimi malachitami, ametystami i onyksami, a konstrukcje miało takie sobie.

Jakie są Wasze wrażenia z obcowania z Boo? 🙂*Post sponsorowany; autorka otrzymała produkt od dystrybutora lub/i wynagrodzenie. 

Tagi: , , , , , , , ,

Related Posts

by
Previous Post Next Post
1 share