Internet wypowiedział wojnę kobietom i czemu powinno Cię to obejść

W ubiegłym tygodniu świat obiegła informacja, że serwis Tumblr (społeczność mikroblogów) zamyka się na treści nacechowane seksualnie – od pornografii po akty przez eseje i artykuły o tematyce erotycznej. Nie zdążyłam się zastanowić, co konkretnie to oznacza, a koleżanka już podesłała mi screen z informacją, że Facebook zmienił standardy społeczności.

“Standardy społeczności” to chyba dwa najbardziej znienawidzone przez ludzi robiących internety słowa. Dlaczego? Już lecę pędzę przytaczać przykłady z praktyki własnej:

  • Przez standardy społeczności Facebooka, największej na świecie platformy społecznościowej, nie możemy efektywnie docierać do Was ze swoimi postami, ponieważ “są nacechowane seksualnie”, innymi słowy są w nich obrazy przedstawiające nagie ciała. 
  • Nie możemy również zapłacić Facebookowi za obejście tych standardów w formie płatnych wyświetleń posta, gdyż miniaturka, na której jest zdjęcie modelki w staniku, narusza punkt o niepromowaniu treści erotycznych (fun fact: odrzucono nam kiedyś reklamę z modelką w stringach – kiedy na miniaturce pojawiła się pani w wysokich figach, reklama przeszła).
  • Cały nasz fanpejdż może zostać w zasadzie w dowolnym momencie zamknięty / zablokowany, ponieważ puszczane przez nas treści mogą zostać uznane za pornograficzne. Ot tak, po prostu.

Generalnie rzecz biorąc, jeśli prowadzisz profil, na którym są kobiety w bikini albo bieliźnie, to już masz pod górkę, bo według oceny (zwłaszcza systemu reklamowego) Facebooka każda kobieta nieco roznegliżowana = pornografia.

Ale chwila moment, bo zabawa dopiero się zaczyna.

Aktualne standardy społeczności Facebooka brzmią następująco (podkreślenia własne):

Ograniczamy wyświetlanie materiałów przedstawiających nagość lub aktywność związaną z seksem, ponieważ niektórzy członkowie naszej społeczności mogą być wrażliwi na takie treści. Ponadto domyślnie usuwamy materiały przedstawiające nagość i treści pornograficzne, aby uniemożliwić rozpowszechnianie treści bez zgody przedstawionych w nich osób oraz aby chronić osoby małoletnie. Ograniczenia w zakresie udostępniania materiałów przedstawiających treści pornograficzne dotyczą również form cyfrowych, chyba że są publikowane w celach edukacyjnych, humorystycznych lub satyrycznych.Nasze zasady dotyczące nagości stały się bardziej zróżnicowane w miarę upływu czasu. Zdajemy sobie sprawę, że przyczyny publikowania treści przedstawiających nagość mogą być różne – może to być na przykład forma protestu, chęć zwiększenia świadomości społecznej w związku z jakąś kwestią lub cele edukacyjne bądź medyczne. Jeśli takie intencje autorów są jasne, zezwalamy na publikowanie takich treści. Na przykład pomimo że ograniczamy publikowanie niektórych zdjęć kobiecych piersi z widocznymi sutkami, dopuszczamy te udostępnione w kontekście akcji protestacyjnych i karmienia piersią lub w celu pokazania blizn po mastektomii. 

Brzmi póki co sensownie, prawda? Prawda, tylko, że jak zaświadczy Wam każdy, kto kiedykolwiek coś zgłaszał albo postował na Facebooku, czekanie na usunięcie zdjęcia nagiego dziecka może trwać tygodniami, za to bardzo szybciutko usuwane są nawet świadomie i całkowicie za zgodą wrzucone zdjęcia modelek na grupach dla modelek. Ponieważ powody. Jedźmy dalej: Facebook pozwala na publikowanie następujących treści zawierających nagość:


Treści, w których czynności seksualne (stosunek płciowy lub inne czynności seksualne) nie są bezpośrednio widoczne.

Treści zostały opublikowane w kontekście satyrycznym lub humorystycznym.

Treści zostały opublikowane w kontekście edukacyjnym lub naukowym.

Materiały wizualne nie są wystarczająco szczegółowe i widoczne są tylko kształty lub kontury postaci.

Czy się w to wliczamy? Jak najbardziej. Póki co brzmi niewinnie i całkowicie w dobrej wierze? Owszem. Ale teraz przechodzimy do najnowszych zmian…

Nie wolno publikować następujących treści: […] 

Treści związane z niejawnym nagabywaniem seksualnym, które można rozpoznać na podstawie wzmiankowania o stosunku płciowym lub innych sugestywnych elementów, takich jak:

ogólne sugestywne stwierdzenia, np. „mam ochotę na dobrą zabawę dziś wieczorem”;

język potoczny nacechowany seksualnie;

aluzje o podtekście seksualnym, np. mówienie o rolach seksualnych, pozycjach, fetyszach, preferencjach seksualnych i dotyczących partnerów seksualnych, podnieceniu, stosunku płciowym lub czynności seksualnej (penetracji seksualnej lub masturbacji), częściach ciała powszechnie kojarzących się z czynnościami seksualnymi, takich jak piersi, genitalia lub pośladki, czy też o mówienie o higienie miejsc intymnych;

materiały (rysunki odręczne, sztuka cyfrowa lub materialna), które mogą wyraźnie przedstawiać czynności seksualne lub osoby w sugestywnych pozach.

Tak, dobrze zrozumiałyście i zrozumieliście. Mówienie i pisanie o częściach ciała takich jak piersi = treści związane z nagabywaniem seksualnym. Zgodnie z nowymi standardami społeczności Facebooka cały nasz blog jest w gruncie rzeczy portalem pornograficznym, a jeśli wrzucasz recenzję płynu do higieny intymnej, to musisz liczyć się z ryzykiem skasowania linka do posta i 30-dniowego bana (z którego ostatnio wróciłam, nie polecam, moderowanie własnego fanpejdża z nowego konta to męka). Oczywiście wszyscy wiemy, że ciało jest tylko tak seksualne jak kontekst, w którym się znajduje, ale i odbiorca ma tu wpływ – kto oglądał American Pie, ten wie, że nawet szarlotka potrafi być rozseksualizowana, więc damski biust ma w starciu z cudzą wyobraźnią takie szanse, jak płatek śniegu w hucie.

Co to konkretnie oznacza dla Ciebie, czytająca to osobo, jeśli nie robisz internetów, ale je czytasz?

Oznacza to ni mniej, ni więcej, że na największym na świecie portalu społecznościowym może praktycznie z dnia na dzień zabraknąć bezpiecznych przestrzeni dla kobiet, w których będą mogły dyskutować o sobie i swoim ciele. Oczywiście nie tylko kobiety zostaną tym dotknięte, bo jestem w stanie sobie wyobrazić, że rozmowy o operacjach korekty płci na grupach dla osób trans też podpadają od grzeszne kuszenie i nagabywanie, ale skupmy się tymczasowo na kobietach dowolnej identyfikacji (cis, trans, genderfluid z żeńską prezentacją itd.). Oto lista tematów, których poruszanie na Facebooku jest niezgodne ze standardami społeczności, i może skończyć się banem:

  • jaki mam rozmiar biustonosza
  • mam problem z karmieniem / laktacją
  • czy ktoś wie, czy włoski rosnące wokół sutków są normalne
  • mam asymetryczny biust
  • spójrzcie, czy to jest dobrze dobrany stanik
  • czy to wina kroju, czy rozmiaru
  • rozstępy na piersiach; co z nimi zrobić
  • chcę powiększyć piersi
  • gdzie zmniejszę piersi na NFZ
  • biust mnie boli, co z tym zrobić

A to tylko czubek góry lodowej. Kobiece piersi, choćby nie wiem jak istotne były (kaman, bez nich ludzkość by nie istniała, literalnie na własnej piersi hodujemy społeczeństwo) i jak bardzo aseksualnymi (czy jest bardziej aseksualna czynność, niż karmienie niemowlęcia?) stworzyła je natura, są po prostu pod ostrzałem. To kolejny objaw postępującej konserwatyzacji internetu, przez którą giną kolejne bezpieczne strefy, w których można porozmawiać z kimś, kto ma podobne problemy… tym bardziej, jeśli z tymi problemami nie masz dokąd iść. Pal licho staniki! Wolę, żeby dziewczyna, której wstyd pokazać biust mamie wrzuciła zdjęcie zmiany skórnej na grupę i spytała, co to jest, niż obserwowała ją z rosnącym przerażeniem w lustrze w łazience, bo boi się iść do lekarza sama. Wolę, żeby młoda transetka mogła pogadać na Facebooku z kimś o tym, że nienawidzi swojego penisa, zamiast gryźć się tym w samotności, bo wszyscy dookoła mówią do niej per Tomek. Wolę, żeby kobiety mogły swobodnie dyskutować o seksie i swoich potrzebach na przeznaczonym do tego fanpejdżu, niż żeby milczały w imię poglądu, że seksem interesują się tylko dziwki i kobiety rozwiązłe.

Zaraz ktoś krzyknie, że są od tego odpowiednie portale – jasne, powiedz mi tylko, spostrzegawczy czytelniku, co jest łatwiej usprawiedliwić, gdy mama/tata/rodzeństwo/ktokolwiek bądź inny wejdzie do pokoju: przeglądanie Facebooka czy forum dla osób trans lub z fetyszem? Otwarte okno z Facebookiem, czy ze stroną dla kobiet zmagających się z dysforią? Nie oszukujmy się: jest cała masa osób, która swoje potrzeby musi realizować w ukryciu pod groźbą wyrzucenia z domu lub utraty bezpieczeństwa. Zaostrzanie standardów spowoduje, że zmniejszy się liczba tych, którzy mogą dostać odpowiednie wsparcie i pomoc w bezpiecznym środowisku, bez ryzyka, że mama czy tata nakryją i wyślą na egzorcyzmy albo wyrzucą z domu, bo nie chcą w domu lesby czy transwestyty.

Po wtóre: obecność w internecie wyspecjalizowanych stron dla osób poszukujących informacji lub wsparcia nie usprawiedliwia arbitralnego usuwania i symbolicznego wymazania pewnej grupy osób z mainstreamu. Na Facebooku bez większego problemu można napisać komentarz, ba – całego posta – o tym, że kary fizyczne to spoko metoda wychowawcza, i że od tego jeszcze nikomu nic się nie stało (moje osobiste zdanie jest takie, że każdy kto to pisze, zaświadcza, że jednak się stało – zdrowi i nieskrzywdzeni ludzie nie uważają, że bicie jest okej), i bronimy prawa do pisania krzywdzących andronów niczym Częstochowy, ale żeby kobiety w związkach lesbijskich miały swoje fanpejdże i grupy dyskusyjne? A po co, a na co, a komu to potrzebne? Ktoś po prostu zadecydował, że jest pewna grupa cech, według których nie można się gromadzić w społeczności… bo tak. Niestety wśród tych cech dominuje żeńskość.

Tertio: stanowcze nie w każdej sytuacji mówię seksualizowaniu rzeczy nieseksualnych wbrew mojej woli. Niezależnie, czy ktoś próbuje mi wmówić, że dwulatka jest seksowna, czy że mój biust jest grzesznie sprośny, stawiam temu tak samo mocne basta. Jeden z niewielu cytatów z Biblii, które lubię przytaczać, nie mówi “jeśli oko Twoje powoduje, że grzeszysz, to podejdź do kobiety i ubierz ją w worek na kartofle” tylko “wyłup je”. Już Jezus wiedział, że to Twoim, nie moim problemem jest, że moje ciało postrzegasz jak zabawkę erotyczną, i nadal nie dotarło? No nie, nie dotarło, przez 2 tysiące lat nie dotarło, a pomysł ubierania kobiet w worki zgrabnie przeflancowany został z Chrześcijaństwa, nazwałabym to, interpretacyjnego, i innych religii na grunt ogólnie pojętej kultury zachodniej. Rezultaty jak widać.

Może się więc niestety zdarzyć tak, drogie czytelniczki i czytelnicy, że znikniemy z mapy polskiego Facebooka (z Tumblra już zniknęłyśmy) i stanie się bieda. Jeśli więc macie swoje ulubione blogerki, które – o zgrozo – piszą o piersiach, to starajcie się być aktywne na ich fanpejdżach. Dawajcie im energię do walki z wiatrakami, do obchodzenia kolejnych idiotycznych obostrzeń. Pozwolę sobie Was nakierować na dwa zaprzyjaźnione – Stanikomanii i GalantejLali. Lajkujcie, komentujcie, ustawiajcie ich i nasze posty jako pojawiające się pierwsze na Waszej tablicy.

I smutno zachęcam do refleksji.

Update 12.12.2018 – Google wyłączyło wyświetlanie reklam na stronie z tym postem, ponieważ… treści erotyczne. Kwiaty na pogrzeb logiki i zdrowego rozsądku można wysłać pocztą.

Related Posts

by
Previous Post Next Post
476 shares