Szczucie Cycem czyli idź kobieto klęczeć na grochu

Ostatnio modne stało się znów korzystanie ze zwrotu “szczucie cycem” – pisałam o nim już jakiś czas temu. Rozpoznawalny stał się dzięki fotoblogowi zamieszczajacemu zdjęcia dość prostackich reklam z modelkami erotycznymi, które swoim biustem reklamowały nie tylko akcesoria BDSM, ale i cement, ziarno, burgery i trumny. Tak, trumny. Kto ciekawy, fanpejdż ma tu: klik

 

Inicjatywa jest bardzo słuszna, bo z jakiegoś powodu kobiecym ciałem da się sprzedać absolutnie wszystko. I to jest smutne, bo sprowadza damskie biusty i pupy do roli billboardu, ewentualnie rekwizytu w klipie. Problem zaczął się, kiedy zapomniano o pierwotnym znaczeniu tej frazy i zaczęto jej używać do asbolutnie każdej instancji zoczenia nagiego ciała w przestrzeni publicznej, a co gorsza – do krytykowania kobiet. Na grupie Dziewuchy Dziewuchom pojawił się ostatnio taki post:

 

(źródło)

 

Mam mocno mieszane uczucia – uważam, że szastanie zwrotem ‘szczucie cycem’ zaczyna być dyscyplinujące wobec kobiet. Jesteś modelką erotyczną? Szczujesz cycem. Karmisz dziecko? Szczujesz cycem. Robisz sobie foty w bikini na wakacjach i wrzucasz na Instagram? Szczujesz cycem. Nosisz bluzkę z dekoltem? Szczujesz cycem. Czym to się różni od pomysłów typu “zakryj się, jesteś nieskromna”?

 

Ech. Mało co podnosi mi ciśnienie tak, jak zinternalizowana mizoginia. Ale dobra, rozłóżmy temat na czynniki pierwsze.

 

Stosowanie narzędzi, które miały pierwotnie kobiety wyzwalać z paradygmatu “Kinder, Kuche, Kirche” (dzieci, kuchnia, kościół) do ich wtórnego dyscyplinowania i ponownego nałożenia obowiązków i oczekiwań to nic nowego, socjotechnika stara jak świat. Przykład? Pigułka antykoncepcyjna była bojkotowana przez wiele religii, konserwatywne społeczeństwa, ale najbardziej po prostu przez mężczyzn, bo kobiety nie dało się już ‘usadzić’ w domu za pomocą kolejnych ciąż. Pojawienie się antykoncepcji hormonalnej sprawiło, że możliwe stało się przedłużenie edukacji, rozwój kariery, wielkie zmiany społeczne.

 

50 lat później tabletka stała się pretekstem do odmawiania kobietom dostępu do opieki medycznej i braku respektowania praw reprodukcyjnych (“mogła się zabezpieczyć, a nie teraz skrobać”), podnoszona jest jako kolejna ‘kobieca sztuczka’ mająca na celu manipulację (“jeśli mówi że łyka to nie ufaj, na pewno kłamie żeby złapać na dziecko”) – także przez inne kobiety. Brzmi znajomo?

 

Z jednej strony można argumentować, że faktycznie pozowanie do zdjęć, które docelowo mają znaleźc się w kalendarzu erotycznym jest moralnie naganne, bo dokładamy cegiełkę do kultury gwałtu, pozwalając innym na uprzemiotowienie siebie. Z drugiej jednak to jest już wąska linia, którą łatwo przekroczyć, dopisując do listy ‘nagannych zajęć’ kolejne, i cofnąć się do lat 60′ – skoro naganne jest bycie seksowną modelką, to naganne jest też wrzucanie swoich roznegliżowanych zdjęć na insta, bo ktoś może się do nich masturbować (wbrew naszym zamierzeniom, podkreślmy).  A skoro to jest naganne, to i naganne jest wychodzenie w bikini, bo ktoś się podnieci. Skoro to jest naganne, to… i tak dalej, aż trafimy do Gileadu. Czy muszę dorzucać znany już powszechnie fakt, że praca ciałem to tylko praca i stygmatyzowanie jej ‘bo tak’ albo za pomocą argumentów pozbawiajacych kobiety możliwości decydowania o własnej seksualności (“żadna normalna kobieta nie zostaje prostytutką [of koz, praca ciałem automatycznie oznacza pracę seksualną], trzeba je ratować jak kobiety w hidżabach” – cytat z jednej z dyskusji na DD) jest faktycznym wspieraniem patriarchatu?

 

Niestety tą spiralę szaleństwa widać w internetach – same spotykamy się z tezami, że jesteśmy strażniczkami patriarchatu i szczujemy cycem, bo pokazujemy na naturalnych ciałach, jak wyglądają produkty firm prezentujących swoje wyroby na tradycyjnych lub mocno wyglansowanych photoshopem modelkach.

 

Wut.

 

Blogowanie powiązane z publikacją swoich zdjęć w bieliźnie to nie jest przymus przyżyciowy, ale jest całkiem spora grupa kobiet, które zarabiają ciałem – modelki chociażby – i stanowi to 90% ich budżetu domowego. To jest całkiem spora grupa ludzi, i naprawdę nie widzę powodu, dla którego powinien je spotykać ostracyzm społeczny i infamia za to, że ktoś inny wykorzystuje ich wizerunek w sposób  mniej lub bardziej obleśny. Modelka pozująca do aktu do kalendarza motoryzacyjnego i modelka pozująca do rzeźby mającej stanąć w parku różnią się tylko tym, jaki był zamysł twórcy. Jej ciało stanowi tworzywo, tak, jak farba stanowi tworzywo w martwej naturze olejnej. To, że odbiorcy takiego tekstu kultury postrzegają wizerunek modelki jako odzwierciedlenie jej osobowości i natury i na jej widok na ulicy zareagowaliby być może ślinotokiem bądź nieprzystojnym zachowaniem jest problemem odbiorcy, a nie tworzywa. Taki jest przynajmniej stan faktyczny, natomiast życie pokazuje, że to nie twórca, nie odbiorca, ale tworzywo jest oskarżane o obrazę moralności i szczucie cycem. Widzieliście kiedyś, żeby konserwatyści wybijali szyby sklepów dla artystów, bo obraz namalowano sjeną paloną dostępną w danym magazynie? Nie, bo farba jest przedmiotem realnym, natomiast kobieta jako tworzywo artystyczne jedynie metaforycznym. Dlatego też łatwo jest zarzucić osobie, która zarobiła na życie sprzedażą prawa do korzystania z fotografii swojego ciała, że szczuje cycem, bezmyślnie omijając fakt, że modelka jest całkowicie pozbawiona odpowiedzialności za reakcje cielesne odbiorcy. Wiecie, co mi to przypomina?

 

Dziś jesteśmy niestety świadkami, że kobieta coraz więcej zaczyna tracić swe wysokie stanowisko, jakie zajmowała w społeczeństwie. Coraz więcej się ją poniewiera w książkach, obrazach, przedstawieniach, coraz częściej dopuszcza się względem niej nadużyć, coraz mniej szanuje. A dlaczego? – Dlatego, że społeczeństwo, a z nim i kobieta obecna, coraz więcej poczyna zniżać się do tego poziomu, na jakim ją niegdyś zostawiło pogaństwo, coraz więcej zatraca chrześcijańską skromność i wstydliwość tak w zachowaniu się, jak w ubieraniu. […] Ubierając się w sposób niekiedy wprost rażący, daje ona wszystkim patrzącym na nią jawny dowód swej nędzy moralnej, a działając na zmysły, rozbudza tylko w drugich niezdrowe popędy, których ofiarą wcześniej czy później pada sama.

Ile zaś złego dzieje się przez to! – Kobieta podupada sama, demoralizuje mężczyznę i pociąga do złego, które na niej zemści się może najbardziej. […] Coraz częściej uderza nas na ulicy widok dziewcząt, większych nawet, ubranych tak niemożliwie krótko, że to w ogóle ubraniem nazwać trudno. Lecz czegóż będzie można w przyszłości spodziewać się od nich, jeżeli już dziś zabija się w duszach poczucie wstydliwości, uczy lekceważyć skromność, a myśleć o tym, by możliwie nago pokazywać się drugim? Czy to nie wyrodne matki, które takiej zbrodni dopuszczają się na własnej córce! Czy idąc dalej taką drogą nie wskrzesimy w obyczajach naszych na nowo tego pogaństwa, z którego niegdyś wybawił nas Chrystus Pan? (Źródło)

 

Reklamowanie betonu komórkowego roznegliżowaną modelką jest w izolacji od całej reszty moralnie równie obojętne, jak wybór smarowidła na poranną kanapkę. Żyjemy jednak w świecie, w którym do patriarchalnego sposobu patrzenia na kobiety dołącza się też zinternalizowana mizoginia innych kobiet, która ( w dobrej wierze) ma na celu uchronienie innych przez padnięciem ofiarą mizoginii męskiej. Cel jest słuszny, ale nie uświęca środków, i stosowanie tego typu teorii prowadzi do wiktymizacji ofiar, znanej z bonmotu “nie ubieraj się w mini, to Cię nie zgwałcą”. Tutaj występuje on w formie “nie bądź modelką pozującą do aktów, to kogoś innego nie złapią za tyłek w tramwaju”. Przerzuca to kompletnie winę z podmiotu aktywnego (odbiorcy) na przedmiot (modelkę), który jest w tym procesie kompletnie bierny, i prawdopodobnie oddalony od centrum wydarzeń o kilkaset kilometrów, mając serdecznie w dupie, co myślą panowie patrzący na jej zdjęcie. Swoją drogą kompletnie słusznie; modelka przestaje być podmiotem w całym teatrum odbioru, i znika jakakolwiek jej odpowiedzialność za rodzaj odbioru jej wizerunku w momencie, kiedy decyduje się na udostępnienie swojego obrazu jako tworzywa artystycznego, tak jak producent farby nie może być oskarżany o obrazę uczuć religijnych za to, że ktoś jego akrylami namalował Allaha w cekinowym trykocie. Mówiąc prościej – to ta sama sytuacja, jak kiedy pod Twoim zdjęciem na insta ktoś pisze ‘schudnij ty świnio’, a koleżanki całkowicie mając rację pocieszają Cię, że to nie Ty masz coś z deklem, tylko komentator.

 

Dlatego też, jak zwykle, jestem całkowicie za piętnowaniem reklamowania wszystkiego co się da biustem – zostawmy to dla produktów mających z nim bezpośrednie powiązanie. Ale wstrzymajmy koniom wodze i nie gubmy pierwotnego sensu “szczucia cycem”, szargając inne kobiety za włosy po ziemi. To nie jest fajne. To nie jest słuszne. To nie pomaga nikomu poza seksistom, patrzącym z uciechą, jak rzucamy się furią na siebie nawzajem, bo rzucili nam ochłapek w postaci kalendarza z modelkami wiszącym w barze. To jest bycie strażniczką patriarchatu.

 

Jeśli chcesz pomóc kobietom dookoła siebie, nie stawiaj im nowych wymagań odnośnie tego, kiedy i czemu mają się rozbierać ani z czego; wystarczająco często robią to faceci, nie musisz się dokładać. Zastanów się za to, czemu zdjęcie nagłówkowe dziwi Cię w kontekście tematu, i czemu czujesz potrzebę dokopania innej kobiecie przez wyznaczanie jej własnych granic i zrzucanie na nią odpowiedzialności za cudze czyny.

 

Related Posts

by
Previous Post Next Post
0 shares