Wiosenny Salon Bielizny 2018 – Nowalijki Gonią Weteranów

marlies dekkers ab ovo

Gdybym miała podsumować swoją wizytę na Salonie Bielizny edycji wiosennej, byłby to niestety gorzki komentarz na temat braku weny twórczej. Dlatego tym razem zamiast dzielenia wpisu na kategorie tematyczne, podzielę go na marki, i co  nich ciekawego zauważyłam. W tym roku niestety innowacji i ciekawostek u weteranów było jak na lekarstwo, za to młode wilki weszły szturmem i pożarły konkurencję powiewem świeżości.

Najsampierw, przede wszystkim, a już na pewno przed wszystkimi – Room669. Rzadko mi się zdarza, żebym chciała dosłownie wszystko, co wisi na wieszaku na danym stoisku, a Magda, właścicielka marki udzieliła mi tak kompleksowej informacji i zajęła się mną tak, że chciałam zostać i zaprzyjaźnić się z nią na zawsze. Zakres rozmiarowy marki co prawda jeszcze nie rzuca na kolana, ale jakość wykonania, pokora twórczyni i  i samokrytyka ujmują za serce. Ozdobny hardware, który pojawia się w magdzinych projektach, jest platerowany złotem, więc bezpieczny dla alergików. Materiały pochodzą wyłącznie z Europy, więc nie ma oszustwa w postaci kupowania na kilometry chińskich koronek i chwalenia się, że są włoskie.

 

room669 lingerie

 

Estetykę Room669 określiłabym jako spotkanie bondage z tradycyjnym podziałem baza – fashion – ślub; na wieszaku wisiały zarówno komplety kolorowe, jak i czarne oraz biało-złote, jak dla panny młodej. Część modeli jest wielofunkcyjna i ozdoby można przesuwać lub regulować, co dla mnie, kobiety o niestandardowych krzywiznach ciała, brzmi jak spełniony sen.

 

 

W dotyku biustonosze Magdy są miłe, nie budzą zastrzeżeń jakością materiału ani szyciem. Nie miałam niestety wolnej chwili na mierzenie, ale ponieważ obydwie zgodziłyśmy się, że nie ma takiej możliwości, żeby Room669 nie pojawiło się u nas – czekajcie, będzie co oglądać na ciele 😉

 

 

Drugim przedstawicielem młodzieży stanikowej, który mnie uwiódł, jest linia Praline by Pigeon, marki kojarzonej głównie z uroczymi piżamkami. Ja się pytam, czemu nikt do tej pory nie wpadł na szycie staników z weluru z szortami do kompletu? Nie ma dramatu rozmiarowego – największa miseczka w kolekcji to według katalogu J, a więc już nawet całkiem sensowny zakres nam się wyłania. Jestem bardzo zaskoczona pozytywnie, nie spodziewałam się takiego wzornictwa ani zakresu rozmiarowego po (niemalże) nowicjuszu biustonoszowym, więc nadzieje mam wielkie. Moim zdaniem i Praline i Room669 zdeklasowały całą resztę obecnych, jeśli chodzi o propozycje czegoś świeżego – aczkolwiek Ava miałaby tu coś do powiedzenia, gdyby nie tajemnica handlowa, która owiewa pewne sample 😉

 

 

Dalej – Gorteks. Gorteksa każdy zna i pewnie miał, ale czy tylko ja pozytywnie odbieram pewien eklektyzm, który się wkrada coraz śmielej do nowych kolekcji? Tym razem na wieszaku poza klasycznymi czarnobeżami i kawiateczkami wisiał… stanik syrenka. Migocący brokacik w morskim odcieniu. Byłam tak podekscytowana, że aż zapomniałam zrobić zdjęcia na białym tle, za co serdecznie przepraszam. Ale no spójrzcie na to, kto by się nie zdekoncentrował?! (No i oczyiście nazywa się Ariel).

 

holographic bra

holo bra

 

BTW – nie, to nie jest holograficzny stanik. Prawidziwi #holosexuals wiedzą, że to nie jest holograficzna siateczka. Holografia pojawiła się u Kingi, ale o tym zaraz 😉 Tym, którzy tak jak ja lubią wiedzieć więcej, polecam filmik poniżej – dowiecie się, czym się różni brokat od syrenki, holo, i chromu 😉

 

 

Poza tym – neony i sportowa siatka. Czy to w jakiś sposób przystaje do kwiateczków i syrenek – zupełnie nie, ale za to przykuje uwagę klientek, które dość mają róży pudrowych i koronek. Cieszę się, że ktoś zauważa zmieniające się gusta Polek i otwiera się na do tej pory unikane w bieliźnie dziennej zestawienia.

 

 

Zieleniak musi być – tym razem kwiateczkowy właśnie, ale za to jaki kolor piękny; paramilitarny. Aż mi tu brakuje flecktarnu.

 

 

No i nowa odsłona sznurowanego balkonu, tym razem w szokującym różu. Już widzę ten hasztag #martvamahalfa 😉

 

 

 

Wracając do musisztomieciów – półgorset z różowego złota / miedzi, zależnie od światła. No ja przepraszam, ale chyba znow mamy bestseller. High-apex, delikatniejsza koronka, monetka na mostku.

 

 

Nowa wersja Cleo – był dżins i czerwień, będzie róż i hibiskusy. To chyba najbardziej udana jak do tej pory wersja moim skromnym zdaniem.

 

 

Tandem Anita – Rosa Faia jak zwykle stonowany, ale ciekawy. Muszę przyznać, że o ile lubię te wszystkie turbokolorowe cuda, to zaczynam coraz bardziej doceniać estetykę niemieckiej elegancji. Mam tu na myśli zwłaszcza wzorki i grę odcieni tych samych barw.

 

 

Kiedy tylko podeszłam się przywitać z Panem Robertem, prezesem Anity, ten podetknął mi powyższy model pod nos i spytał – “Co Pani myśli?”. Powiedziałam, zgodnie z prawdą, że bardzo mi się podoba, że wzorek jest zachwycający i elegancki. “No widzisz?” spytał triumfująco Pan Robert kolegi. A mi się nadal podoba 😉

 

 

Nowa wersja sportowca – miękkusek, podobny nieco w dotyku do mojego Momentum; na miseczkach mamy hawajski print w chłodnych, energetycznych kolorach, a boki uszyto z odprowadzającej wilgoć siatki.

 

 

Kratka, tartan i wariacje to jedne z moich ulubionych wzorów – tym razem na modelu Caroline; plandżyk w bardzo uroczym, niemal szkolnym stylu.

 

 

Nowa wersja Fleur, pudrowy róż i antracyt. Fleur to już kultowy model, który (mam nadzieję) pojawi się w jeszcze w tysiącu wersji kolorystycznych.

 

 

Nowy sporciak – Delta Pad: neonowo żółty stanik z wkładkami, które opasują pierś od dołu do góry, nie tylko z boku. Bardzo jestem ciekawa, jak się sprawdzi na większym biuście, bo sama kiedyś zastanawiałam się, czy stanik sportowy da się ‘ulepszyć’ wsparciem piersi w pionie.

 

 

Model dla Amazonek – barokowy wzór w pięknym, śliwkowym odcieniu. Cieszy mnie to, że Anita nie próbuje się tłumaczyć ze swojej estetyki, którą wiele osób nazywa ‘babciną’. Przepraszam, ale czy ktoś widział modelkę marki, Panią Barbarę, która jest w wieku idealnym na posiadanie wnuków? Taką ‘babciną’ energię i pewność siebie to ja poproszę z dostawą do domu, najlepiej w kilkutonowym pojemniku.

 

Relacja z targów? Pisze się, ale już ktoś zadał mi pytanie, co mi się najbardziej podobało. Najbardziej podobało mi się to, że między młodymi modelkami przechadzała się także starsza, między innymi w miękkim modelu @anita_since1886_official . Polowałam na panią dobre pół godziny, a kiedy w końcu udało mi się ją złapać i zrobić jej zdjęcie, pani powiedziała mi prostą, ale jednak rewolucyjną jak na naszą branżę rzecz: “Moje dziecko, bo to trzeba pokazywać. Starsi ludzie też mają piersi, a nie wszyscy wyglądamy jak szczapki.” Zero niezdrowego zainteresowania panią, zero wyśmiewania i wytykania palcami, żadnych głupich komentarzy – to mnie bardzo ucieszyło. Szkoda tylko, że pani nie poszła w głównym pokazie – a mogłoby to ustanowić zdrowy precedens.

Post udostępniony przez 👙MiskiDwie👙 (@miskidwie)

 

Wspomniana już wcześniej Kinga poszła w buduar prawie całkowicie. Paseczki, wzory, klejnociki, nadruki – to jest kolekcja dla kokietki. Przedstawicielki marki nosiły pod marynarkami koszulki satynowe z nowej serii marki, i to mi się bardzo, bardzo podoba. I ta głęboka zieleń! Och-ach.

 

kinga lingerie

 

Półgorset kojarzący mi się z jakiegoś powodu z prohibicją albo filmami Burtona – strojny tak, że balansuje na granicy przesady, nieprzekraczając jej jednak. Dla mnie to może działać.

 

 

Kropeczki, panterka z różem, longline w pudrowym różu i żakardzie. Zdecydowanie najbardziej przemawia do mnie panterka, ale pomierzymy – zobaczymy.

 

 

Miała być holografia – jest holografia, w postaci podwiązki. Niestety cekinki postanowiły zniknąć w świetle flesza, ale jeden nie zdążył na czas 😉 to ja teraz poproszę stanik do kopletu, najlepiej z cekinkami na mięcie.

 

 

Konrad nie zawiódł. Poza bazą odświeżoną kolorystycznie mamy kilka ciekawszych projektów, w tym kilka wersji bestsellerowego push-upa bez fiszbin. Byłam sceptyczna, ale prawie jednogłośnie zbiera dobre opinie, więc brawo, Konrad!

 

 

Sztywniaczek w wężowej skórze. Życzę mu i wróżę wielką karierę, bo będzie spokojnie spełniał założenia bielizny erotyczno-dziennej. Pojawi się także wersja całkowicie uwężowiona.

 

 

Równie usztywniany model koronkowy – jest plan, żeby górną część także opleść kabaretką. Moim zdaniem to zdecydowanie lepszy pomysł niż koronka!

 

 

Polne maki na bieli. Dawno żaden kwiatkowiec mi się nie spodobał, a to jest już bardzo, bardzo trafiony pomysł. Ileż można mieć róż na stanikach? Teraz Polska! (i polskie maki)

 

 

Maki w wersji rozbielonej. Subtelniejsze, ale chyba bardziej podobają mi się jednak mocno, soczyście czerwone.

 

 

Metaliczne dodatki to chyba jedyny trend, który pojawił się u większości – u Konrada w formie koronki na gładziochu w pięknym, eleganckim kolorze szarokawowym. Nosiłabym!

 

 

Ava w sezonie zimowym będzie raczej ostoją spokoju i klasyki niż wyskoków estetycznych, ale kilka bardzo ciekawych modeli się jak najbardziej znalazło na wieszakach – w tym sztywniaczek, który wygląda jak nowa wersja krojowa mojej Hailey.

 

 

To jest mój musisztomieć – morski plandżyk … z pasem gorsetowym! Wowowow! Pamiętacie, jak mówiłam, że Ava może zakasować Scantilly? Mam wrażenie, że możemy się w bliskiej przyszłości spodziewać bieliźnianego Blitzkriegu, bo szczerze mówiąc nie spodziewałam się aż takich śliczności w następnej kolekcji. No wiecie: beżowe miękkusy, kolorowe miękkusy, miękkusy z koronki i paseczków, BAM – gorsetowe pasy. Trzymaj dalej kurs, Avo.

 

 

Modna Bielizna

Bielizna i biżuteria idą w parze – coraz bardziej i bardziej. Tym razem brzękadełka trafiły na kostium kąpielowy. Zwróćcie uwagę na złote kropeczki na miseczkach!

 

 

A tą miękkuskę chyba już znacie – to Libi! Pojawi się w przyszłości także w beżu.

 

 

Zawsze, w każdej kolekcji, pojawia się jakiś motyw retro. Tym razem Ava nie sięgnęła aż do lat 50′ czy 40′, ale do 80′ – spójrzcie na ten kostium kąpielowy. Ten kostium Ania wyciągnęła z wieszaka jako pierwszy, i po prostu musiałam go zobaczyć na samym początku. No fakt, bardzo ciężko go nie zauważyć, a tym bardziej pominąć 😉

 

Poza tym trafiło się kilka rodzynków, rozsianych tu i ówdzie.

 

 

Kostium kąpielowy SeaFolly – te kolory! Ten wzór! Lubię takie chłodne turkusy.

 

 

Kwietny komplet Gossard – rzadko przemawia do mnie róż, zazwyczaj w wersji pudrowej, albo jak tu, fuksji zestawionej z chłodnym błękitem.

 

 

Dwa metaliczne miękkuski Samanty – chyba naprawdę metalik stał się trendem na jesień 2018 😉

 

 

Bralet White Rvbbit i komplet w kolorach niebiańsko-morskich. Jestem bardzo ciekawa, co WR zaproponuje nam w przyszłości, bo nadal bardzo chciałabym mieć coś w ich estetyce, ale nieco bardziej dostosowane do mojej anatomii (recenzję braletki przeczytasz tutaj).

 

 

Banana Moon, czyli nieznana mi do tej pory marka kostiumów kąpielowych, reprezentowaną przez Ab Ovo. Kolory tak soczyste, że miałam wrażenie, że jak się nachylę, poczuję zapach soku multiwitamina 😉

 

 

Felinę chyba kojarzy każdy, ale czy każdy ją mierzył? Ja nie, ale chciałabym. Te hafciki!

 

 

Shock Absorber wystąpi nam w kolorze, który określiłabym jako bardzo wesolutka guma balonowa. Czas się chyba z Shockami przeprosić i spróbować.

 

 

A tą zieloną piękność kto poznaje? To Everly – bardzo niski plandż od Panache, z którym wiążę wielkie nadzieje… pokaże się na blogu na jesieni, a tymczasem kilkajcie tutaj po przegląd kolekcji Panache na jesień!

 

 

Empreinte jak zwykle wychodzi na przeciw oczekiwaniom kobiet lubiących klasykę, jednak ta klasyka jest utrzymana w konwencji luksusowej. Tu nie ma miejsca na szaleństwa, ale na look na Królową Brytyjską. Bukmacherzy ponoć obstawiają, czy to właśnie Empreinte nie zastąpi Rigby&Peller jako oficjalnego królewskiego dostawcy biustonoszy na dwór brytyjski.

 

 

Moja miłość do Marlies Dekkers jest równie intensywna jak nienawiść wobec zakres rozmiarowego tej marki; jest dosłownie jeden rozmiar za mały, żebym mogła się cieszyć tymi projektami. Welurowy stanik z czarnymi perłami? Plandż z dżinsu? Inspirowany garniturami balkon? Proszę jeszcze.

 

 

Lupoline również postawiło na trend metaliczny i paskowy – ale nie zabrakło czegoś naprawdę odstającego od reszty: ten nadruczek nawiązujący do barokowych złoceń naprawdę nieźle sprawdziłby się na całej powierzchni biustonosza.

 

 

Ten Salon to było moje pierwsze zetknięcie z marką Alles – znana, lubiana, ale nie miałam nawet nigdy w rękach żadnego produktu Allesa. To bardzo urocza, przynajmniej w wydaniu obecnym na targach, bielizna w klimacie ciasteczkowo-słodkim. Ten klejnocik na mostku!

 

 

Bławatny model Allesa – dostępny także jako longline, ale na drobniejsze biusty.

 

 

Sans Complexe to także nowość na Salonie: ta francuska marka słynie głównie ze swojego flagowego modelu Arum (coś jak Tango II dla Panache); Arum wystąpił, według słów przedstawiciela handlowego, w setkach kolorów, w tym… metaliku 🙂

 

 

Sans Complexe to także linia młodzieżowa Oups!, czyli nie tylko budżetowe dwupaki, ale i ostre kolory i słodkie wzornictwo. Te gigantyczne czerwone grochy mogłyby spokojnie znaleźć się w panteonie modeli kultowych, jeśli tylko marka odważy się je wypuścić w innych wersjach kolorystycznych.

 

 

Kolejnym debiutantem jest Hamana – firma, o której istnieniu dowiedziałam się dopiero z zapowiedzi w Modnej Bieliźnie. Marka ma dość eklektyczny styl, ale moją uwagę zwróciły swojskie, kwiatowe wzory na paseczkach. Niecodzienne to połączenie, zwłaszcza z koronkowym elementem w ramach ozdoby na mostku.

 

 

Mediolano – i malinowy spód, wyzierający spod granatowej siateczki. Zwracam uwagę na wycięcie na figach!

 

 

Mandarynka od Cybele – młodzieżowej siostry marki Naturana. Ciekawiła mnie zawsze, a teraz prawdopodobnie będę miała okazję ją wypróbować.

 

 

Miękkus – minimizer od Naturany. Nie lubię minimizerów, ale prostota tego projektu mnie ujęła – retro, ale z pazurkiem.

 

 

Gaia pokaże się z dwoma zieleniami – głęboką morską, i bliską khaki. Wyjątkowo głosuję za khaki!

 

 

Mat proponuje dwa ciekawe modele: niebieski, w przypominający ceramikę wzór, i szaraczka. Ten drugi sprawia, że zastanawiam się, jak wyglądałby na staniku sportowym.

 

 

Przy okazji, tak jak u Room669, muszę pochwalić kilka marek i ich cudownych przedstawicieli za entuzjazm i zaangażowanie: pan Piotr z firmy Konrad, który zawsze zajmuje się nami jak klientkami VIP, jest gotowy ponieść uszczerbek na zdrowiu, żeby tylko pokazać wszystko, co najlepsze.  Odradzamy mu co prawda dźwiganie wieszaków w zębach, ale dziękujemy za ponowne gorące przyjęcie i wzorowe przygotowanie do odpowiedzi na najbardziej szczegółowe pytania ciekawskich.

Ava to już nasza zaprzyjaźniona marka – Kinga i Ania wiedzą wszystko o tym, co wisi na wieszaku, nazwy modeli znają lepiej niż my, pamiętają na wyrywki kilka kolekcji do tyłu, przyjmują sugestie i zawsze są gotowe do pomocy. Widać, że Ava zatrudnia tylko osoby równie entuzjastyczne i zakochane w swojej pracy, jak my, co przekłada się na niesamowitą energię na stoisku.

Pan Robert i Pani Ewa z Anity Polska to pasjonaci, którzy interesują się nie tylko opiniami o produktach, ale i nami jako ludźmi; gawędzimy sobie o wszystkim, przeglądając nowości i wspólnie robiąc im zdjęcia oraz planując przyszłe wspólne działania.

Jak pewnie się domyślacie, te miłe wspomnienia mają swój bardzo konkretny powód. Czasami w komentarzach pytacie ‘dziewczyny, czemu nie napiszecie o marce X, albo Y, albo czemu nie pokazujecie modeli z kolekcji Z’ – spieszę z wyjaśnieniem. Powody są dwa.

Po pierwsze – jest nas tylko dwie, a czasami nawet tylko jedna (nie ma to jak dobrać się w parę, w której jedna osoba ma czas w weekendy, druga w dni robocze) i obejście ponad dwudziestu stoisk w 8h jest prawie niewykonalne. Możemy albo pójść wszędzie i zrobić 2 zdjęcia rzeczom, o których nie wiemy nic, albo wybrać priorytety, i móc opowiedzieć więcej o kilku wybranych markach. Rozmowa z przedstawicielem handlowym, z którym spędza się dużo czasu w ciągu roku, też swoje zajmuje – a my zdecydowanie wolimy torować Wam drogę do nowych, lepszych kolekcji, i szerszej wiedzy o produktach przez bliskie relacje z firmami, niż przepisując treść katalogów. Tłum, który pojawia się na Salonie, w całości chce zobaczyć jak najwięcej, wskutek czego czasami trzeba wręcz czekać w kolejce do wieszaka czy manekina 🙂

Po wtóre – ą firmy, które już trzecią edycję nie umożliwiły mi nawet porozmawiania z przedstawicielem handlowym, bo Ci są po prostu niezainteresowani rozmową z kimkolwiek. Nigdy o tym nie wspominałam, bo zawsze wydawało mi się to kwestią tłoku i nadmiaru pracy dla przedstawicieli handlowych: ot, nie każdy ma obowiązek zauważyć każdą osobę, która podchodzi do wieszaka, ani roztroić się, kiedy do stoiska uderza tłum. Miałam również podejrzenia, że może to wynikać z tego, że nie prowadzę sklepu – przedstawiciel handlowy to zawodowiec, który nie ma obowiązku zajmować się pracą działu marketingu, co rozumiem i szanuję. Jednak im dłużej bloguję, tym więcej właścicielek sklepów i piszących koleżanek poznaję, i rozmowy toczące się w trakcie targów są jednoznaczne; niektóre marki po prostu nie chcą rozmawiać albo/i potrzebują szkoleń z komunikacji.

 

white rvbbit manekin

 

Stoisko White Rvbitt

 

Palcami nie będę wytykać, ale odpowiedź ‘nie wiem’ oraz ucieczka, kiedy pytamy razem z potencjalnym kupcem o to, czy marka prowadzi eksport, albo ‘nasz katalog to nasza strona’ i odganianie od stoiska, kiedy proszę o jakieś materiały marketingowe, to słabiutkie zagrania. Część targów spędziłam z Floor, która co pół roku przylatuje do Polski oglądać, co może sprowadzić do Holandii i czym ostanikowywać Holenderki; przykro mi stwierdzić, że ona również potwierdza moje obserwacje i ma bardzo podobne doświadczenia. A co dopiero nasze rodzime właścicielki sklepów i brafitterki…

Kochane firmy – dajcie ze sobą porozmawiać. Nie gryziemy! A w razie czego – zapraszamy do Avy, Konrada, i Room669 na korki.

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Related Posts

by
Previous Post Next Post
89 shares