Biorę ślub, i nie, nie chcę schudnąć do lata.

Historie z życia wzięte: biorę ślub. W lecie. Przynajmniej teoretycznie, bo praktycznie równie dobrze może się okazać, że biorę ślub w lecie, ale za rok (witaj, trzecia falo zachorowań na COVID-19, bo przecież #plandemia #maseczkaOdbieraMiWolnościObywatelskie #włączMyślenie). W związku z tym nastąpił nieodzowny element w postaci szukania sukni ślubnej – Lola z Kasią pomagają mi w paraliżu decyzyjnym, zawężając pulę finalistek do tej Jednej Jedynej, ale zanim to nastąpi jeszcze chwila minie. Mam bardzo konkretny typ na myśli, a ponieważ ani mi się widzi zasuwanie po salonach w pandemii, to logistyka zagadnienia bywa uciążliwa.

Ponieważ ślub i wesele planujemy raczej nieduże w sensie organizacyjnym (urząd stanu cywilnego + garden party + bufet) i bez zbędnych dupereli, które tylko zaśmiecą świat, to odpada mi zastanawianie się nad całą masą rzeczy, o których ciągle widzę posty na grupach ślubnych:

  • sala
  • zespół
  • nocleg dla gości
  • prezenty dla świadków w intencji prośby o bycie świadkami
  • balony
  • wieszaki ślubne (??!)
  • ksiądz
  • przystrojenie kościoła
  • magnesiki dla gości
  • organista
  • limuzyna
  • i inne rzeczy, o których na pewno nie pamiętam albo nie wiem

Jest jednak pewna rzecz, której się zupełnie nie spodziewałam, a która co i rusz pojawia się w moim mózgu, zupełnie niechciana i nieproszona.

Otóż co chwilę słyszę głosik „a może byś tak schudła do wesela?”.

Nie chcę murwa kać chudnąć do wesela.

Nie sądziłam, że koncepcja jakoby mój mąż przyszły zasługiwał na mnie w wersji schudniętej w dniu swojego ożenku była tak głęboko zakotwiczona w moim mózgu. Lata czytania pism tzw. kobiecych i internetu zrobił swoje i trafia mnie co jakiś czas przekonanie, że przejmuję się swoim ślubem za mało, skoro nie biegam dookoła bloku i nie monitoruję swojej wagi jak oszalała. Bardzo celowo i z rozmysłem podchodzę do swojego ślubu na chillu, nie robiąc z niego osi, wokół której wiruje mój świat, bo nie chcę żeby każda jego rocznica kojarzyła mi się ze stresem i ogromem wysiłku. To ma być dzień radości i miłości.

Gabi Fresh Bianca Ivory Longline Bra (Tak, to jest zdjęcie ładnej bielizny ślubnej, na pocieszenie.)

Dlaczego zatem mam nawracające poczucie, że jestem Złą Panną Młodą, bo nie odchudzam się żeby do urzędu stanu cywilnego pójść w rozmiarze 40, a nie 42?

To jest właśnie ten moment, w którym kultura diety i fatshamingu robi mi bardzo konkretne kuku i dźga w bok jak niesforna agrafka. Zamiast cieszyć się, że zrobię sobie święto miłości (i będę mogła wygodniej się rozliczać ze skarbówką), zwalczam natrętne myśli, które wcale w niczym nie pomagają. Napisałam już tyle postów o tym, jak bardzo skomplikowaną mam relację z własnym ciałem i dietą, że nie będę się powtarzać… ale w zasadzie nie muszę. Bo oto doświadczam czegoś zupełnie nowego. Nigdy tak dosadnie nie czułam, że wbite mi do głowy przeświadczenie o tym, że z moim ciałem jest coś nie tak, jest bezsensowne.

Na plaży widać mnie sporo, w sypialni też. Powiedzmy, że moje obwody mogłyby mieć jakieś tam znaczenie. Ale na ślubie? Na weselu? Przecież 🎵 już mi niosą mi suknię z welonem🎵, a nie koronkowe bikini! To, jak wygląda mój brzuch, ma absolutnie zerowe znaczenie w kontekście mojego zamążpójścia! Urzędnik nie spyta mnie, ile ważę! Nie mówiąc już o tym, że mój przyszły ślubny też nie ma planu schudnąć tylko po to, żeby lepiej wyglądać w garniaku.

Jestem zła i sfrustrowana tym, że nadal muszę walczyć z wdrukowanymi mi tezami o własnej cielesności w każdym dobrym, szczęśliwym momencie swojego życia. Zła jednak jestem tym bardziej dlatego, że codziennie widzę przypominające mi o tym posty, które jasno mówią, że takich kobiet jak ja jest więcej. A co gorsza pod tymi postami nie ma festiwalu ciałopozytywności, znanej z bardziej przyjaznych przestrzeni internetowych (Ciałopozytywkę serdecznie polecam!).

Nie, zamiast tego jest przerzucanie się ziołami Klimuszki, cudownymi dietami kolorowymi (np. jedzenie tylko białych rzeczy), odstawianie glutenu, produkty z MLMów typu białko magiczne, drakońskie ćwiczenia do utraty przytomności i odwodnienia, łykanie jaj tasiemców, kłódka na lodówce… nic z miłości i czułości do siebie. Ale przecież modyfikowanie ciała tylko na jeden dzień wykracza poza chudnięcie. Mamy do zmiany jeszcze zęby, policzki, czoła, włosy, oczy, stopy, ręce…. szkoda, że nie można schudnąć z pięt.

Biały biustonosz półgorset Leia ze złotymi dodatkami od ROOM669

Movelle – Leia półgorset

W związku z tym co chwilę na grupkach weselnych mamy takie kwiatki: „Czy macie jakieś dobre sposoby na wybielenie choć odrobinę zębów? Poza oczywiście wybielaniem w gabinetach 🙂„, „Hej kochane. Potrzebna mi dawka motywacji by schudnąć do ślubu. Jeśli jesteście po jakiejś metamorfozie sylwetki będę wdzięczna za zdjęcia”, „polecicie tanio kosmetyczkę w krakowie? szukam kogoś kto zrobi mi lifting radiowy mam 23 lata i straszne zmarszczki a nie chcę chować zdjęć ślubnych do szuflady”, „My w czerwcu mamy ślub mam nadzieję że się odbędzie tak strasznie sie boję co to bd nie przełożymy już 2raz. Zaczelam biegać żeby się zmieścić w swoją wymarzoną suknię ślubną która wisi w magazynie sukien slubnych. 😁 A wy panny młodej jakie macie nastawienie?”, „Chce schudnąć do wesela tylko jak obliczyć, ile kalorii powinnam zjeść na deficycie kalorycznym? Mówiąc wprost: nie wiem, jak to obliczyć i nie wiem, ile czego powinnam jeść. Czarna magia. Wdrażanie się do aktywności fizycznej stopniowo. Może polecicie kogoś, kto zna sie na obliczenie tego? 🙂

Chcę być miła i czuła dla siebie. I staram się to sama sobie okazywać tym, że jem intuicyjnie, że rozmawiam o bieliźnie którą włożę pod suknię – projektantkę mam upatrzoną od lat i będzie gościnią na moim ślubie – że staram się omijać bolesne dla siebie treści. Ale jestem zła, że muszę to robić. Jestem zła, bo teraz nie tylko moje ciało jest nie takie, ale także moje emocje są nie takie. Nie przejmuję się swoim ślubem na tyle, żeby schudnąć. Nie kupuję za małej sukni, żeby się nią motywować do chudnięcia. Co jest ze mną nie tak.

Nic, nic nie jest ze mną nie tak. Mogę cieszyć się ze swojego ślubu bez okupowania tego dietą i zmianą rozmiaru na mniejszy. I będzie to mój mały akt rebelii.

(A jakbyście, drogie czytające Osoby, chciały mi w czymś pomóc, to możecie pomóc mi wybrać kieckę. Finalistki zamieszczam poniżej.)

Skomentuj