breastflower kamroun farzan bielizna dla amazonek kobiet po mastektomii

Wywiad z Kamroun Farzan, założycielką Breastflower; gdy kwitniesz drugi raz w życiu

Jako córka i wnuczka Amazonek nie mogę nie zauważać tego, jak przygnębiająco funkcjonalna i „maskująca” jest większość bielizny dla osób po mastektomii. Coraz więcej marek próbuje temu zaradzić, jednak coś uwiera mnie w tym, jak te produkty wyglądają. Dopiero niedawno, w trakcie zapoznawania się z listą wystawców na Curve Expo, zrozumiałam, co takiego dźgało mnie w bieliźnie dla Amazonek.

Założenie, że każda kobieta chce mieć dwie piersi.

Biustonosze dla osób, które poddały się mastektomii, mają kieszonki na protezy piersi, które wymagają wyższych mostków i bardziej zabudowanych krojów. Co jednak, jeśli taka osoba nie chce protezy? Czy musi nosić biustonosz z jedną miseczką pustą? Istnieją specjalne staniki z jedną miseczką, które mi osobiście wydają się niezwykle badass – wyglądają trochę jak przepaski na oczy dla pirata. Na alternatywny pomysł, przeznaczony głównie dla osób z mniejszym biustem, wpadła Holenderka Kamroun Farzan. Kamroun jest założycielką marki Breastflower, producenta innowacyjnego produktu bieliźnianego o tej samej nazwie.

Breastflower to ozdoba na miejsce blizny mastektomijnej, podobna w formie do pasties / nasutników. Produkuje się je w dwóch wersjach; w kształcie kwiatu lub prostego, dyskretnego dysku. Kwiatowe Breastflower wyglądają jak satynowo-koronkowe rozetki, a płaskie są dyskretniejsze i bardziej nowoczesne.

Jak mówi sama Kamroun, wiele kobiet, które mastektomii nie przeszły, na widok jej Breastflower wzdycha, że chciałyby móc coś takiego założyć… mimo że oczywiście nie chciałyby stracić piersi. Jak pogodzić modę z nagłą asymetrią sylwetki, a mastektomię z kobiecością?

Wywiad z Kamroun Farzan, założycielką marki Breastflower

Agu: Kamroun, dziękuję Ci serdecznie za spotkanie. Masz zdecydowanie najciekawszy produkt na tegorocznym Curve Expo!

Kamroun Farzan: Mnie również jest bardzo miło, dostaję mnóstwo pozytywnego feedbacku i fakt, że mój produkt trafił na stronę główną jest niezwykle ekscytujący. Cieszę się, że odezwałaś się do mnie!

A: Powiedz, skąd wziął się pomysł na Breastflower i co skłoniło Cię do stworzenia tak unikatowego produktu?

KF: To bardzo osobista historia. W 2018 r. skończyłam 50 lat i dostałam telefon od lekarza, że czas na badanie piersi, obowiązkowe dla wszystkich pięćdziesięciolatek w Holandii. Poszłam na nie jak na każdy inny rutynowy przegląd. Nic nie mogło mnie przygotować na kolejny telefon, tym razem z informacją, że wyniki nie są dobre… dość rzec, że przeszłam mastektomię. Pojawiło się pytanie, co zrobić z moim ciałem – mogłam dokonać operacji plastycznej i wszczepić sobie pod skórę implant. Mój mąż poradził mi jednak, żebym najpierw zadbała o swoje zdrowie, bo nad wyglądem mojego ciała zawsze można się zastanowić później. Oczywiście miał rację! Gdy moje rany pooperacyjne się zabliźniły doszłam do wniosku, że absolutnie nie chcę implantu.

2018 r. był jednak dla mnie bardzo traumatyczny. Zdiagnozowano u mnie nowotwór, przeszłam mastektomię, niedługo potem zmarł mój ojciec… byłam w złym stanie. Nie miałam woli życia, nie cieszyło mnie nic, byłam wycofana. Nawet miłość i opieka, którą dostawałam od męża i personelu medycznego, nie poprawiały sytuacji. Moje nowe ciało nie pasowało do mojej dotychczasowej tożsamości, widziałam to zwłaszcza w chwilach intymnych, gdy kładłam się na łóżku.

Któregoś dnia leżąc właśnie sięgnęłam po kwietną przypinkę, która leżała na stoliku nocnym, i z głupia frant przyłożyłam ją w miejscu swojej blizny. Coś zaskoczyło! Wstałam i podeszłam do lustra… moja pierś „wróciła” na miejsce, wyglądając zupełnie inaczej! Przeszła transformację! To było tak, jakbym zakwitła na nowo. Zrobiłam pierwszy prototyp Breastflower, który nosiłam jak akcesorium modowe. Szybko jednak zdałam sobie sprawę, że mogę tym produktem zrobić wiele dobrego, więc postanowiłam porzucić swoje dotychczasowe zajęcie i stworzyć markę bielizny.

A: Bielizna to bardzo ciekawe określenie na Breastflower – z jednej strony pasuje idealnie, bo czym innym Twój produkt jest, z drugiej… kto tak naprawdę określa, co to jest bielizna?

KF: Prawda? Breastflower to produkt, którego po prostu wcześniej nie było. Bielizna dla Amazonek jest zawsze bardzo funkcjonalna, skupiona na swojej użyteczności i medycznych aspektach procesu rekonwalescencji po chorobie. Breastflower to coś więcej niż maskowanie faktu, że się pierś straciło. To jej symboliczne odzyskanie w formie, która pozwala krzyknąć „hej, jestem kobietą niezależnie od tego, czy i ile piersi mam”. W Breastflower możesz się ubrać i chodzić z rozpiętą marynarką, tak jak ja – nie złamiesz nawet prawa!

A: Czyli to też trochę narzędzie kobiecej rebelii! Nie możemy pokazywać piersi publicznie, media społecznościowe blokują konta za odsłonięte sutki, a Ty stworzyłaś coś, co pozwala pokazać tą odzyskaną pierś wszem i wobec.

KF: Ależ oczywiście! Nikt nie może mnie zganić ani powiedzieć mi nic na to, że spod mojego ubrania wychynęła satynowa rozetka. Kształt specjalnie jest sugestywny – kolisty, jak pierś, trochę kwietny, przypominający gruczoły mleczne, z kryształkiem na środku niczym sutek… Breastflower ma być piękny, ozdobny, modowy. To nie jest coś funkcjonalnego. Oczywiście może wypełnić miejsce w topie czy koszuli, ale przede wszystkim jest to narzędzie ekspresji gustu i osobowości, tak jak kolczyki czy szminka. To zmiana narracji z piersi chorej, chowanej, na pierś wyzwoloną, zredefiniowaną, piękną, artystyczną… symboliczną.

A: W pewien sposób jest to postawienie na głowie typowej narracji o raku piersi – strach, ból, niepewność, stres…

KF: Te uczucia towarzyszyły mi przez cały okres choroby. Nie ma co ukrywać, rak to straszna sprawa, która przetasowuje priorytety. Musiałam odnaleźć i zredefiniować swoją tożsamość po mastektomii, a Breastflower stał się niejako dzieckiem tego procesu. Nie mogłam poczuć się znów zmysłowa i seksowna, ale rozwiązaniem nie było wycofanie się z chęci do czucia się zmysłową i seksowną. Rozwiązaniem było znalezienie sposobu na to, by blizna i wspomnienia nie stały na przeszkodzie tym uczuciom.

Tego nie mogłam po prostu sama dla siebie osiągnąć za pomocą produktów już dostępnych na rynku.

A: Potrzeba matką wynalazku?

KF: Tak.

A: W jaki sposób powstają w ogóle Twoje produkty?

KF: Tak jak mówiłam, prototyp stworzyłam sama, ale wiedziałam, że żeby wystartować z produkcją na szerszą skalę muszę porozmawiać z fachowcami. Znalazłam atelier, w którym szyje się moje kwiaty Breastflower – ręcznie, zaznaczmy. Każde zamówienie odszywane jest dopiero po opłaceniu, więc trzeba chwilę zaczekać na swoją przesyłkę, ale w ten sposób również nie ryzykuję zaśmiecenia środowiska ani kurzenia się towaru w magazynie.

Breastflower przykleja się do ciała specjalną taśmą, którą również stworzyłam na potrzeby tego konkretnego produktu i materiałów, z których jest wykonany każdy model. Taśmę można dokupić, więc to absolutnie nie jest jednorazowy produkt. tak jak niektóre nasutniki.

A: To co mnie uderza w Breastflower to fakt, że jest to produkt stworzony przez kobietę dla kobiet i innych osób, które przeszły mastektomię i chcą bawić się modą. Nie ma w tym nic z sugestii, że pierś trzeba dosztukować, ona wraca w nowej formie. Nie widzę tu też żadnego sygnału, że chodzi o podobanie się innym. To wyraz swojej transformacji i ekspresji siebie. Niektóre osoby po amputacjach pokrywają swoje protezy „tatuażami”, inne wysadzają kamyczkami swoje wózki czy laski… czemu więc nie udekorować miejsca po mastektomii?

KF: Bo takie było założenie! W sklepach jest mnóstwo bielizny stworzonej po to, by podobać się innym. Kobiety po mastektomii potrzebują jednak pozwolenia, żeby podobać się samym sobie. W samolotach zawsze nam mówią „załóż maskę tlenową sobie, a potem dziecku” – i słusznie, nie jesteś w stanie pomóc innym czy przynieść światu cokolwiek dobrego, jeśli nie zadbasz najpierw o siebie. Rak piersi to traumatyczna, przesiąknięta zapachem szpitala i medycznym słownictwem sprawa. W takich warunkach trudno o powrót do psychicznego balansu, do poczucia kobiecości, gdy jeden z jej atrybutów znikł. Piersi możesz mieć dwie, jedną lub zero, i nadal być kobietą… ale możesz też przestrzeń pozostałą po jednej lub dwóch piersiach zamienić w pole swojej ekspresji.

Myślę też, że Breastflower może być alternatywą dla podejmowanych ze strachu decyzji o implantach. Wiele kobiet wybiera operację plastyczną z powodu lęku, że stracą siebie, swoją kobiecość, że ubrania będą źle leżały, a bielizna będzie paskudna. Jest jakiś wybór między płaską jedną stroną klatki piersiowej, protezą i implantem. Breastflower jest zdejmowany, więc możesz wybrać, czy i jak bardzon chcesz go eksponować, a nawet czy w ogóle chcesz go danego dnia założyć. To pozwolenie na użycie miejsca, gdzie nas bardzo zraniono, do czegoś dobrego i ekscytującego.

A: Innymi słowy dokonałaś niemożliwego – wymyśliłaś w modzie coś, czego jeszcze nie było.

KF: Mam nadzieję!

Produkty Breastflower można zobaczyć na oficjalnej stronie internetowej marki oraz na instagramie.

Jakie Wy macie zdanie o Breastflower? Czy marka ma szansę przyjąć się w Polsce?

Skomentuj