Co to jest intymność?

Czasami jestem pytana, czy nie czuję się dziwnie z tym, że eksponuję swoją intymność i pozwalam ludziom w internecie wchodzić w nią z butami, jakbym zapraszała obcych do swojego życia.

Sęk w tym, że niezależnie od tego, co mogliby myśleć postronni, ja sobie swoją prywatność i intymność bardzo cenię i absolutnie nikomu nie pozwalam na inwazję tych sfer mojego życia. Żeby jednak tę tezę obronić, musimy najpierw zadać sobie pytanie, czym intymność w ogóle jest.

Ciężko jest ją zdefiniować; słownik języka polskiego mówi o intymności jako o cesze przypisywanej czynnościom natury erotycznej i miłosnej, oraz o synonimie zażyłości, bliskości, spoufalenia się. To znaczenie odzwierciedla język, którym się posługujemy – mówimy o miejscach intymnych (genitalia, piersi), kupujemy płyny do higieny intymnej, bielizna jest określana w angielskim amerykańskim często jako intimates (jeśli chcecie poczytać czemu – zapraszam tutaj).

Psychologowie społeczni opisują ją jednak jako zestaw zachowań, które świadczą o tym, że jesteśmy z kimś w bliskim kontakcie, dopuszczamy tą osobę blisko do siebie w sensie psychicznym lub/i fizycznym, umożliwiamy jej zetknięcie się z tymi częściami swojego doświadczenia ludzkiego, które są dla nas cenne, delikatne. Ich naruszenie wiązać się będzie z jakąś konkretną szkodą dla nas jako ludzi.

Z tą definicją jest mi chyba najbardziej po drodze, ponieważ zostawia mi ona pole do własnego określenia, co jest dla mnie intymne, a co nie.

Nie są dla mnie intymne rzeczy, którymi dzielę się z Wami w internecie. To, co publikuję, zawsze jest przeze mnie kilka-kilkanaście razy przemyślane pod kątem tego, czy będę w stanie wziąć na klatę konsekwencje przeczytania danej treści przez osoby trzecie. Moje granice intymności przesunęły się bardzo na przestrzeni lat, i mogłyście to obserwować na przestrzeni rozwoju bloga; do pewnego momentu na przykład nie można było w żadnych moich social mediach znaleźć mojego zdjęcia w bieliźnie, na którym dałoby się mnie zidentyfikować. Musiałam dojrzeć do tego i poczuć się pewnie ze sobą, przy czym nie mam tu na myśli pewności siebie – pewna siebie nie jestem, nigdy nie byłam, i pewnie jeszcze długo nie będę.

Musiałam poczuć się pewnie z tym, że granice tego, co dla mnie intymne, mogą być inne niż ludzi dookoła mnie. Im dalej w las tym bardziej miałam wrażenie, że moje ciało nie jest dla mnie czymś osobistym – nie stanowi mnie jako osoby. Jest zaledwie statkiem kosmicznym z mięsa nanizanego na kości, który dekoruję tak, jak inni dokładają spojlery i naklejki na swoje samochody. Ja jako ja to moja głowa i to, co w środku.

Dlatego kiedy kilkadziesiąt tysięcy ludzi widzi mnie w majtkach nie czuję absolutnie żadnego dyskomfortu.

Wyświetl ten post na Instagramie.

💧Co mówi Twój głos-wróg? 💧 Pierwszy raz zrobiłam sobie pierwsze w ogóle zdjęcie tego typu na moim instagramie około rok temu, w tym zresztą komplecie. Niby nic, ale jednak coś dla mnie personalnie dużego. Nasz blog to miejsce szczerości, nas wobec Was, i Was wobec nas. Pogadajmy jak przyjaciółki. [trigger warning; przekleństwa i przemoc psychiczna] To był dzień, w którym ostatecznie zamknęłam w pudełku i wyrzuciłam na śmietnik historii uparcie odzywający się w mojej głowie za każdym razem, gdy nastawałam na oczekiwania społeczne głos mojego byłego partnera, który był o mnie i moje ciało patologicznie zazdrosny; 'puszczalska, k*rwa, nienormalna'. Tamtego dnia odzyskałam pełną kontrolę nad sobą, którą tak nierozważnie oddałam, zastępując ją cudzym zestawem szkodzących mi zasad. Postanowiłam nie pozwalać już nikomu wyznaczać swoich granic, nikomu nie umożliwiać hamowania swoich instynktów. Patrzę na zdjęcie z tamtego dnia i widzę nieśmiałe dopiero cieszenie się swoją kobiecością, zgarbione i wycofane jeszcze poczucie siły płynącej z piękna wymykającego się standardowi; a nuż ktoś tak jak on skomentuje w ten sposób moje zdjęcie? Dziś to już nie ma znaczenia. Dziś już nie muszę w ogóle przyjmować tego do wiadomości, bo to nie wpływa na stan faktyczny. Dziś taki głos to frajer, nad którym nie warto się pochylać. I życzę tego każdej z Was; życzę Wam, żebyście patrząc w lustro widziały tylko siebie – piękne istoty, bez grona osób wyskakujących Wam zza pleców jak marionetki z komentarzami typu 'jak Ty się ubrałaś?', 'co ludzie pomyślą?', 'zakryj te cycki', 'weź się przebierz', 'wyglądasz jak idiotka'. Mój trzymający mnie za kołnierz i blokujący mi możliwość czerpania pewności siebie ze swojego wspaniałego ciała obcy głos zamilkł na zawsze. Może razem zakneblujmy Twojego nieprzyjaciela? Co mówi Twój głos-wróg? 👙 – Clara by Panache 65F/L . . . . . #ciałopozytywne #bodypositive #bielizna #bodypositivity #miskidwie #effyourbeautystandards #bodyimage #biustysąróżne #lingerieblog #polishgirl #👙 #cialopozytywne #honoryourcurves #cialogotowenaplaze #madeinpoland #polskadziewczyna #motywacja #ciałopozytywność #bodypositvity #celebratemysize #youareenough

Post udostępniony przez 👙MiskiDwie👙 (@miskidwie)

Możecie swobodnie założyć, że wszystko to, czego o mnie nie wiecie, czego nie widzicie jest intymne, bo tym się nie dzielę. Moja granica stoi tam, gdzie kończy się moja otwartość wobec ludzi, których nie poznałam twarzą w twarz.

Stopień mojego obnażenia się psychicznego jest nieznacznie większy niż fizycznego – opowiedziałam o mojej walce z zaburzeniami odżywiania, która kiedyś była dla mnie źródłem strasznego wstydu. Ale przestała. Nie jest już prywatna, oddałam ją światu.

Zdarzają się głosy, że skoro pokazuję tyłek, to co może w ogóle być dla mnie intymne? Cała masa rzeczy. Moje emocje, gdy umierają bliscy, są dla mnie intymne. Mimo, że wspominam o śmierci mojej mamy na blogu, to nie rozwodzę się nad tym, jak to przeżywałam, jaki efekt miało to na moją rodzinę. Staram się ładunek emocjonalny, jaki to dla mnie przynosi, kanalizować i transformować w energię do działania i aktywizm. Ale piekło zamarznie, zanim zacznę uprawiać publiczną psychoterapię z tym związaną. Gdyby zmarła z powodu całkowicie niezwiązanego z tym co robię, nikt nigdy w internecie by o tym nie usłyszał.

Nie oznacza to jednak, że nie szanuję cudzych granic intymności. Cudza prywatność jest dla mnie święta i wyznacza mi linie, za którą przejść nie wolno.

Chciałabym, żeby świat tak traktował mnie i mój kojec intymności; jest jaki jest, może kiedyś się poszerzy. Ale wara komukolwiek od mówienia mi, że mam go zwężyć.

Zdjęcie-miniaturka wpisu, które zrobiłam w trakcie testowania Foggy, jest dla mnie idealną ilustracją tego, co jest intymne. Moje ciało nie jest, fakt, że jestem w związku, i z kim, nie jest. Moja miłość i jej otwarte okazywanie nie jest. Dla mojego partnera nie jest intymne to, z kim jest. Intymne jest dla niego za to jego ciało – więc jest ubrany. I nigdy się nie rozbierze przed aparatem. Jest to w porządku.

Nigdy również nie przyszłoby mu głowy mówić mu, że muszę iść jego śladem, ani w drugą stronę. Moja intymność nie jest sklejona z jego intymnością i vice versa.

Czym więc jest intymność? Czymkolwiek do cholery chcesz, póki decydujesz tylko sobie i nie narzucasz jej innym.

Related Posts

by
Aga to leniwa buła, której nie chce się kupić kotletów do wyrównywania asymetrii biustu, wielbicielka staników niezwykłch i szperaczka okazyjna. Z wykształcenia psycholog kliniczny, co nie lubi NFZtu, z zawodu copywriter i marketingowiec, jak 99% absolwentów psychologii. 65F / 70E UK, 65G PL
Previous Post Next Post
0 shares