Czy ja umrę na żylaki?

W związku z tym, jak działa nasza fizjologia, przeżywamy sporo pierwszych razów, z których mnóstwo pamiętają co najwyżej nasi rodzice – pierwszy krzyk, pierwszy krok, pierwszy ząb. Potem pojawiają się pierwsze razy, które już znamy i pamiętamy; pierwszy pryszcz, pierwsze włosy w dziwnych miejscach, pierwsza miesiączka. [TW: śmierć]

Chyba najbardziej przełomowym dla mnie pierwszym razem było odkrycie pierwszego rozstępu. Pamiętam tą sytuację z takimi szczegółami, jakby ktoś mi ją wyrył na korze mózgowej widelcem. Leżałam w łóżku z laptopem na brzuchu i czytałam coś, aż postanowiłam obrócić się i postawić laptopa obok siebie. Zmieniając pozycję zauważyłam coś dziwnego, jakiś odbłysk światła… na rozstępie. Perłowym rozstępie na biodrze.

Poczułam się tak, jakby świat postanowił się pokruszyć jak kiepskiej jakości wafelek. Oto przestałam mieć ładne, lolitkowate ciało. Na ładnych ciałach nie ma rozstępów. Rozstępy mają tylko otyłe kobiety, które o siebie nie dbają. Rzuciłam się do netu robić research odnośnie tego, co z rozstępami można zrobić. Ogarnęła mnie prawdziwa panika. Co robić? Tatuaż? Maskować fluidem? Nosić tylko bikini z nogawkami? Używać pasów do odchudzania z Telezakupów Mango?

Ostatnie 7 lat wspominałam ten moment z rozbawieniem, bo dzisiejsza ja swoje rozstępy wręcz hołubi – ładnie wyglądają w świetle, jak blizna po walce z tygrysem, zdarza mi się je głaskać, a nawet szukać nowych. Tak, ja naprawdę lubię moje rozstępy. Jednak czas chyba przestać patronizować samą siebie sprzed lat, bo w zeszłym tygodniu przeżyłam kolejny pierwszy raz, tym razem taki, który na kilka godzin zanurzył mnie po ciemię w swojej własnej śmiertelności.

Otóż wyginając się, żeby dojrzeć wziętego znikąd sińca na łydce, dojrzałam pod kolanem swojego pierwszego żylaka. Usiadłam zszokowana na łóżku, gapiąc się w to sinawe coś, i zadałam sobie pytanie, czy ja umrę na żylaki.

Pomyśleć można – phi, żylak. Czym jest żylak w obliczu nieskończoności.

Otóż żylak jest moim własnym osobistym memento mori, ponieważ przez całe moje świadome życie żylaki wisiały mi nad głową jak miecz Damoklesa. A to przez osobę mojej mamy, która z nieposłusznymi żyłami toczyła nierówną walkę. Nie pamiętam jej inaczej niż w rajstopach lub pończochach uciskowych, z nogami na poduszkach, wysoko nad głową, narzekającą na ból nóg, na plaży zawsze w cienkich spodniach z lnu lub w pareo. Od kiedy pamiętam przygotowywała się do operacji tychże żylaków, która w końcu nigdy się nie zdarzyła.

Zawsze mi przepowiadano, że też je będę miała, i zawsze machałam na to ręką, jak macha się na natrętną muchę. Teraz jednak nagle pojawiła się ta mała skręcona żyłka, a ja się zastanawiam, czy tak jak mamie w moim obecnym wieku, zostało mi jeszcze niecałe 30 lat życia. Czy muszę żyć na zapas?

Mając taką perspektywę chyba łatwiej zrozumieć, czemu mam w nosie uwagi na temat mojego cellulitu, i czemu gorączkowo namawiam innych, żeby też swój cellulit w nosie mieli (metaforycznie – dosłowny cellulit w nosie musi być bardzo przykrym przeżyciem). Za mało mam prawdopodobnie czasu na to, żeby się przejmować skórką pomarańczową.

Jest spora szansa, że ja, która dopiero się wydarzy, będzie się śmiała z obecnej mnie z równym rozbawieniem, z którym ja obecnie wspominam swoją panikę związaną z rozstępem. Być może będę w wieku 45 lat strzelać oczami, umalowana czerwoną pomadką, z żylakami od ud do kostek, i nie dawać faka.

Ale dziś przeżywam to, że mimo mojej ciałopozytywności ciężko mi się kocha ciało, które się psuje. I chciałabym powiedzieć, że to też jest okej.

Related Posts

by
Aga to leniwa buła, której nie chce się kupić kotletów do wyrównywania asymetrii biustu, wielbicielka staników niezwykłch i szperaczka okazyjna. Z wykształcenia (już zaraz prawie) neuropsycholog kliniczny, co nie lubi NFZtu, z zawodu copywriter i social media specialist. 65F / 70E UK, 65G PL
Previous Post Next Post
0 shares