Dolls Kill Bratty Kinks Lingerie Set

Dlaczego kocham kiczowatą bieliznę

Gdybym miała określić swój gust w bieliźnie, to byłaby to dziwna hybryda wpół dogotowanego minimalizmu operującego fakturą lub krojem (patrz ta recenzja), oraz radosnego, puszczonego luzem i rozrabiającego kiczu (patrz ta recenzja). Ten pierwszy jest mało dla kogokolwiek zajmujący – znajdźcie mi właścicielkę sklepu z bielizną, która nie zaopatruje się w bezszwową bazę w kolorach bazowych, ozdobioną ewentualnie wytłoczonym na miseczkach wzorkiem lub zawieszką na mostku.

Kicz natomiast ze swojej natury wywołuje tylko szczery zachwyt lub ból zębów. Ja należę zdecydowanie do tej pierwszej grupy, co nie dziwi biorąc pod uwagę, że wychowała mnie kobieta wzorująca się modowo na Jackie Onassis i Grace Kelly – mój mały mózg postanowił szukać mocniejszych doznań wizualnych i uciekł na drugi koniec skali. Od dziecka fascynują mnie przedmioty kiczowate, wzruszające w swojej nachalnej dominacji i zmuszaniu do jedynej słusznej interpretacji. Gdy widzę broszkę ze złotego metalu wysadzanego szklanymi kamyczkami, całość w formie feniksa lub szarotki, to czuję że jestem w domu. Ktoś bardzo chciał, żebym się tym zachwyciła, i wciska mi ten zachwyt w twarz. Różowe butelki na wodę święconą w kształcie Maryjki, jeleń na rykowisku z lampkami choinkowymi? Poproszę. Kicz jest moją wielką pasją i radością, i kolekcjonuję jego przejawy jak entomolog motyle na szpilkach. Jestem zresztą w dobrym towarzystwie – podobne hobby miała Wisława Szymborska:

Z kiczem jak z tygrysem – pisała w „Lekturach nadobowiązkowych”. – Póki żyw, przepędza się go bezlitośnie. Kiedy już martwy, jego wyprawiona skóra staje się ozdobą salonu, wszyscy cmokają, jaki wspaniały tygrys, i głaszczą go po głowie. Na tej zasadzie wydano niedawno „Trędowatą”, która natychmiast została rozkupiona przez miłośników Joyce’a. Kicz im gorszy tym lepszy, to znaczy zabawniejszy”. Przy okazji wspomina zapamiętaną w dzieciństwie książkę o mężu, który pochował żonę, a ta wydostała się z trumny i wróciła do domu, gdzie odbywała się stypa. Na tym opowieść się urywała. „Co było dalej, nigdy się nie dowiedziałam. Oprócz niezaspokojonej ciekawości pozostał mi na zawsze gust do tego rodzaju lektur. Podbudowany później przekonaniem, że między arcydziełem a kiczem istnieje mocny związek, dla obu zresztą życiodajny. Epoka, w której zlikwidowano by kicz byłaby epoką bez szans na arcydzieła”.

kiczowata bielizna Livia Corsetti - Spencer
Livia Corsetti – Spencer

Bielizna jest znakomitym polem do badań i prywatnego kolekcjonowania kiczu, ponieważ jest towarem stojącym na bardzo kruchym lodzie. Jak zakomunikować, że jest to obiekt nadający magiczne moce uwodzenia, jednocześnie dysponując niewielkim budżetem na materiały? Oto jest pytanie, które zadaje sobie cała rzesza producentów. Nie powiem, cieszy mnie to, bo odkrycie kolejnej kombinacji Barbie-różu, panterki (miłości mojego życia, Ty nad poziomy wylataj) i najlepiej dramatycznego stylu a’la Scarlett O’Hara budzi we mnie zawsze dziką radość. Kiczowata bielizna to dla Agu plac zabaw, na który gotowa jest wydawać biliony.

W Polsce w tej kwestii mamy urodzaj. Co prawda plony są już z roku na rok coraz mniejsze, bo branża wychodzi coraz sprawniej z modelu kamuflowania niedoróbek, ale nadal znalezienie rozkosznie kiczowatej bielizny (nie samoświadomie kiczowatej! ta aż tak nie cieszy) jest bajecznie proste.

kiczowata bielizna Konrad - majtki do modelu Włochatek
Konrad – majtki do modelu Włochatek

Zanim jednak dojdziemy do tego, czemu tak kocham kicz, warto sobie zadać pytanie, czym on jest. Definicji jest wiele, i żadna nie jest idealna, ponieważ próby zdefiniowania kiczu są tak daremne, jak próba zdefiniowania ulubionego koloru. Czyj jest ten ulubiony kolor? Czy mówimy o barwie podstawowej? A może o takiej spoza zasięgu widzenia ludzkiego oka?

Ja sama definiuję dla siebie kicz jako estetykę przemocy wizualnej – kiczowata bielizna wmusza mi łopatą przekonanie o tym, że jest jakaś (bogata, piękna, interesująca, nowatorska), ale przy bliższym zapoznaniu się widzę jej braki i niedoróbki. Kiczowaty jest dla mnie szlafrok satynowy, który na zdjęciu co prawda prezentuje dumne falbany w stylu podomek lat 50’, jednak wprawne oko zauważy, że ta satyna będzie drapać jak cholera, kolor wybrano z palety “seksowne odzienia nr. 23”, a całość w życiu nie widziała francuskiego szwu. Kiczowaty jest również erotyczny stanik obleczony bogatą, neonową, kwiatową koronką – udaje wyrób luksusowy, ale my wiemy, że ta koronka jest brana z rolki, i dokładnie taka sama wisi na oknie sąsiadki, siepiąc się na brzegach. Obydwa produkty krzyczą: “uznaj nas za piękne, chciej nas, noś nas, TY MUSISZ WIDZIEĆ JAK BARDZO CHCEMY BYĆ SYMBOLEM LUKSUSU”.

kiczowata bielizna Sawren - Watermelon
Sawren – Watermelon

To, co sprawia, że ta przemoc wizualna jest przyjemna w konsumpcji, jest dla mnie jej świadomość. Wiem dokładnie, czym kieruje się projektant, wybierając pomidorowo czerwony plen zamiast zielonego, i czemu idzie na gołym okiem widoczne skróty, zamiast zdecydować się na nowatorstwo. Posiadanie efektu końcowego sprawia mi niekłamaną frajdę. Mam przyjemność z obcowania z przedmiotami w złym guście, bo nie mam wątpliwości, że takie są – nie pomylę ich z produktami stworzonymi ze smakiem. Kiczowata bielizna krzyczy o miłość i traktowanie jej jak luksusu.

Gusta są różne, i daleka jestem od twierdzenia, że kiczem jest coś, co nie jest kierowane do mnie. Jest cała masa projektów, które do mnie nie przemawiają, ale kiczem nie są! Kicz to brzydota udająca piękno, a ja wobec brzydoty mam uczucia bardzo ciepłe. Nie mogę mieć innych, wychowana na podróbkach figurek Kaczora Donalda odlewanych pokątnie w domowych fabryczkach z plastiku szorstkiego jak kreda i w psychodeliczny melanż kolorów.

(Zdjęcie tytułowe: Dolls Kill, Bratty Kinks Lingerie Set)

Skomentuj