Kobiety w więzieniach nie mają staników, i tak, to jest problem

Ostatnio w polskim feministycznym necie szaleją dyskusje na temat “odkrycia”, że polskie osadzone nie noszą biustonoszy. Cytując za Dziennikiem Pomorskim, 

Podczas wizytacji jednego z aresztów eksperci Biura Rzecznika Praw Obywatelskich zwrócili uwagę na sytuację przebywającej tam kobiety. Z uwagi na to, że nie miała własnej odzieży, odpowiedniej do pory roku, otrzymała ją z magazynu aresztu. Wśród rzeczy, które dostała, nie było jednak biustonosza. Nie jest on bowiem ujęty w wykazie bielizny, jaką według rozporządzenia może od administracji więziennej otrzymać skazana lub aresztowana. Zgodnie z załącznikiem do ministerialnego rozporządzenia, do kategorii wydawanej bielizny należą: koszula nocna, majtki damskie oraz skarpety – informuje Rzecznik Praw Obywatelskich. Czytaj więcej: https://pomorska.pl/kobiety-w-wiezieniu-bez-stanikow-taki-przepis/ar/13838540

Powody, dla którego osadzone biustonoszy nie noszą, są trzy: po pierwsze fiszbiny w biustonoszach mogą służyć za broń przy odpowiednim przygotowaniu (kto ogląda/ł Orange is the New Black, ten wie), po wtóre – koszta, koszta, koszta, po trzecie – pozwoliliśmy jako społeczeństwo na traktowanie bielizny damskiej jako “kombinezonu do seksu”, że tak zacytuję dziecię jednej z koleżanek blogujących. Kobiety w więzieniu nie zasługują na cokolwiek do seksu.

Pisałam już wcześniej o tym, że taka postawa niesie ze sobą coraz więcej przykrych konsekwencji w rodzaju matek nie pozwalającym małym córkom na noszenie staników, bo “są na to za młode”, a rosnący biust boli i przeszkadza. Stanik to obecnie symbol dojrzałości seksualnej i gotowości do podjęcia aktywności erotycznej, a nie opakowanie na cycki, które może być mniej lub bardziej estetyczne – którym murwa kać w istocie jest. Skoro żyjemy w świecie, w którym matka karmiąca nie może nakarmić dziecka w sklepie z bielizną (jak mądrze zauważyła Rachel Maddow “nie daj Bóg żebyśmy sobie przypomnieli, po co mamy cycki”), to niestety nie ma co się dziwić, że idea dawania więźniarkom biustonoszy brzmi jak sugestia wybudowania im spa z masażami i maseczką błotną. Jeśli cenicie sobie swoje zdrowie psychiczne polecam odstąpić od czytania komentarzy pod artykułami na ten temat.

(W tym momencie przypomniał mi się slogan jednej z marek bielizny: “wiemy, czego pragną mężczyźni”. Tak, to była marka szyjąca produkty na ciała tradycyjnie kobiece.)

Można się żachnąć, że co mi tam, nigdy do więzienia nie pójdę, co mnie to obchodzi. Powinno Cię to obchodzić, bo to jest po prostu forma przemocy psychicznej i poniekąd fizycznej na osadzonych. Jasne, są kobiety, które całe życie przejdą bez staników i będą miały to, czy im dadzą biustonosz głęboko w nosie, ale niestety takich kobiet nie jest dużo. Jest natomiast cała rzesza takich, które bez stanika funkcjonują znacznie, znacznie gorzej niż normalnie. Przykład?

Ciężarne, którym biust rośnie, boli, bywa hiperwrażliwy.

Kobiety miesiączkujące, które doświadczają tkliwości piersi w górce hormonalnej.

Kobiety z bardzo dużym biustem, którym poruszanie się bez wsparcia sprawia ból, a ocierające się o skórę tułowia piersi powodują odparzenia i w konsekwencji rany.

Wymieniać dalej?

Kadr z Orange is the New Black

Mam cycki formatu pomarańczy i nie wyobrażam sobie chodzić cały dzień bez jakiejkolwiek formy wsparcia. Piersi bolą, gdy wbiegam na schody bez stanika, gdy się schylam, gdy wykonuję jakąkolwiek aktywność fizyczną. Nie dając osadzonym biustonoszy poniekąd zmuszamy je do zaniechania jakiegokolwiek ruchu, przez to dokładając się do zaburzeń psychicznych, których epidemia pożera polskie placówki karne: depresji, anhedonii, niekontrolowanej agresji. Więźniarka nie rozładuje tejże agresji ćwicząc, nie dotleni się, nie poprawi swojej wydolności, nie zadba o zdrowie, bo ważniejsze będzie to, żeby nie bolało. Efekt? To, co zaoszczędzono na stanikach, pójdzie w leczenie otyłości, zaburzeń kardiologicznych i psychicznych, w więzieniu i po wyjściu danej skazanej na wolność. Nie mówiąc już o takim drobnym fakcie, że brak możliwości zakrycia piersi jest dla niektórych po prostu wstydliwy.

Czy uważam, że osadzone kobiety powinny mieć dostęp do tych samych produktów, co my? Nie. Jest różnica między towarem luksusowym a pierwszej potrzeby, i jakkolwiek popatrzyłabym krzywym okiem na zamawianie przez więzienie tych samych staników, które my chociażby recenzujemy, to odkupywanie od firm niesprzedanych modeli (miękkich, rzecz jasna) po kosztach i wydzielanie ich więźniarkom brzmi już jak bardzo sensowny model postępowania, który byłby dodatkowo świetnym rozwiązaniem problemu nie dających się sprzedać zasobów magazynowych, za które firmy muszą w końcu roku płacić podatek. Dwie pieczenie na jednym ogniu, brzmi doskonale. A jeśli nie, to na bora szumiącego, jesteśmy w Polsce, gorseciarskim zagłębiu: podpisanie umowy z jedną szwalnią na szycie prostego, nieozdobnego modelu w sensownym zakresie rozmiarowym i jakimś zuniformizowanym kolorze nie powinno sprawić, że budżet państwa się nie domknie! Nie trzeba wymyślać nowych konstrukcji nawet, jest sporo takich, które wystarczy powielić w setkach egzemplarzy i wio. Podejrzewam, że przy dobraniu odpowiednio mało atrakcyjnych modowo materiałów moglibyśmy nawet osiągnąć koszta w wysokości 40 zł za sztukę.

Czy brak staników w więzieniach to palący priorytet? Nie, oczywiście, że są rzeczy ważniejsze. Ale jest to kolejny symptom seksualizowania czegoś, z czego korzystamy prawie wszystkie, i bolesne przypomnienie, że bez prób przeciwstawiania się temu kiedyś i nas dotknie jakiś objaw robienia ze staników artykułu erotycznego. Jeśli jako społeczeństwo ustaliliśmy, że nie będziemy stosować kar niezwykłych i okrutnych, i izolacja od osób nieskazanych wyrokiem pozbawienia wolności jest formą dyscyplinowania, to nie dodawajmy do tego zmuszania do cierpień fizycznych i psychicznych, których nie pochwalalibyśmy u siebie nawzajem. Odebranie kobiecie możliwości zakrycia i kontrolowania ciała jest po prostu wstrętne – niezależnie, czy ukradła żeby nakarmić dziecko, czy zabiła kogoś jadąc po pijanemu. Autonomia cielesności jest uniwersalnym prawem człowieka.

I jest mi tylko smutno, że komuś trzeba to tłumaczyć.

Related Posts

by
Aga to leniwa buła, której nie chce się kupić kotletów do wyrównywania asymetrii biustu, wielbicielka staników niezwykłch i szperaczka okazyjna. Z wykształcenia (już zaraz prawie) neuropsycholog kliniczny, co nie lubi NFZtu, z zawodu copywriter i social media specialist. 65F / 70E UK, 65G PL
Previous Post Next Post
0 shares