Kompleks prześladowczy, czyli grube mnie nie lubią, bo siebie wręcz nienawidzą.

Co jakiś czas ktoś gdzieś wrzuci zdjęcie umalowanej, ładnie ubranej grubej kobiety.

Nieodmiennie pod takim zdjęciem pojawia się komentarz Osoby, która wjeżdża, cała na biało, i oświadcza, niepoprawnie politycznie i z odwagą znudzonej urzędniczki polującej na snującą się sennie po monitorze muchę (przerwa na grzmot niebieski i fanfary), że otóż ponieważ co następuje: a) grube kobiety są grube (wołajcie CNN!), b) grube kobiety są brzydkie (oraz BBC!), c) i męczeństwo internetowe, jaki ww. Osobę dotyka niczym Chrześcijan zjadanych przez lwy w Quo Vadis, to efekt tego, że MA RACJĘ, i te wstrętne larwy TO CZUJO i dlatego ją/jego HEJTUJO.

Powtórz razy 1095347897586734807468947 i tak mniej więcej wygląda polski internet.

Jest taka rzecz, której o mnie nie wiecie; mianowcie drugą moją pasją po bieliźnie są analizy i dekonstruowanie świata na maleńkie kawałeczki. Takie hobby, które powoduje, że godzinami potrafię wynajdować w miarę logiczną drogę do źródła – chociażby – cudzej bucerii, żeby być na końcu w stanie wzruszyć ramionami, że przecież miałam rację i nikt nie rodzi się zły, tylko wszyscy żyjemy w społeczeństwie, które ma priorytety ustawione na głowie. Niektórzy nazywają to bycie social justice warrior / SJW, ale nie lubię tej etykietki. Ja po prostu lubię wiedzieć.

Częścią tej pasji jest słuchanie i oglądanie innych, którzy tę sztukę posiedli znacznie lepiej ode mnie i uczenie się nowych metod bycia sceptykiem i zadawania pytań oraz zbywania nielogicznych argumentów i rozpoznawania błędów poznawczych. Otóż jakiś czas temu słuchałam sobie podcastu na YouTube, którego autor (Mr Atheist, polecam wierzącym i niewierzącym) analizował propagandę serwowaną przez Świadków Jehowy (ja wiem, odpłynęłam, ale to naprawdę dokądś zmierza). W dużym skrócie to wyznanie bazuje głównie na koncepcji, że ich wiarę potwierdza brak akceptacji społecznej dla tego, co robią. Czemu? Bo tak napisano w Biblii: żeby daleko nie szukać,

(Mt, 5:10) Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.

To jest taki zgrabny wytrych myślowy, który w naukach społecznych nazywa się kompleksem prześladowań (persecution complex – tłum. własne, nie znalazłam polskiego odpowiednika), ładnie ilustrowany przez piękne polskie porzekadło “uderz w stół a nożyce się odezwą”. Schemat jest prosty: wybieramy negatywną cechę, przypisujemy ją grupie X, oskarżamy grupę X o ww. negatywną cechę, obserwujemy negatywną reakcję grupy X, przyjmujemy ją za świadectwo poczucia winy za swoje niedostatki, powtarzamy w pętli póki nie będziemy gotowi zginąć za przekonanie w to, że grupa X naprawdę ma tę cechę. Inni zarzucają nam, że głosimy propagandę i krzywdzimy ludzi? To znaczy, że mamy rację, inaczej by nas nie krytykowali.

Im dłużej obserwuję ciałopozytywny dyskurs w polskim internecie, tym bardziej mam wrażenie, że zaczął się on zamieniać koło zamachowe kompleksu prześladowań fatszejmerów, a my dajemy się wrabiać w udowadnianie, że nie jesteśmy jeleniami. Tłumaczymy, produkujemy się, wyciągamy łapki z chlebem i solą, a w zamian dostajemy nasze zdjęcia z instagrama przerobione w fotoszopie i puszczone na beka grupy. My mówimy “jesteście ładni jacy jesteście”, dostajemy w zamian komentarze o waleniach. Obruszamy się, prosimy o szacunek, otrzymujemy heheszek, że wańka-wstańka się chybocze ze złości.

Nie wiem jak Wam, ale mi to się trochę przejadło. Nie mam obowiązku jako osoba tłumaczyć się ze swojego istnienia. Nie mam obowiązku wynajdować teorii, wg. których moja egzystencja jest wartościowa i ma sens. Nie mam obowiązku wymyślać figur argumentacyjnych, dzięki którym moje doświadczenia przestaną być kwestionowane. No po prostu nie mam, bo sam fakt brania udziału w tego typu przepychankach jest formą potwierdzenia cudzego domysłu: gruba (ech, żebym ja jeszcze była gruba) wymyśla, bo fakty się nie bronią.

To jest ten sam model myślenia, przez który nadal osoby LGBTQ+/GSRM siedzą nadal w zbiorowej polskiej szafie, wdychając kurz i potykając się o kulki na mole: z jakiegoś powodu żąda się od nas, żebyśmy wymyślały i wymyślali powody, dla których nasze istnienie jest… no, faktem. Geje i lesbijki muszą wymyślać tezy, które udowadniają, że nie są tak naprawdę hetero, osoby biseksualne wymyślają tezy, które dowodzą, że nie są tak naprawdę niezdecydowane, a osoby trans i niebinarne kminią, jak tu wytłumaczyć, że tak naprawdę nie są cispłciowe i im się nie przywidziało. No i wymyślamy, całkowicie bez sensu, lejąc wodę na młyn tych, co to z bycia

niepoprawnymi politycznie( ͡° ͜ʖ ͡°) ®

zrobili sobie całą tożsamość.

Po co? Ja już nie chcę. I nie będę. Moje zdanie wystarczy do potwierdzenia, że jestem w porządku jaka jestem. Ja nie proszę innych, żeby mi udowadniali, że ich dieta nie doprowadzi ich do niedożywienia.

Related Posts

by
Aga to leniwa buła, której nie chce się kupić kotletów do wyrównywania asymetrii biustu, wielbicielka staników niezwykłch i szperaczka okazyjna. Z wykształcenia psycholog kliniczny, co nie lubi NFZtu, z zawodu copywriter i marketingowiec, jak 99% absolwentów psychologii. 65F / 70E UK, 65G PL
Previous Post Next Post
0 shares