kostium seksownej uczennicy

Kostium seksownej uczennicy powinien zniknąć

Jestem daleka od bycia pruderyjną. Nie przeszkadzają mi dorośli przebierający się za konie, zakonnice, stewardessy, strażaków, lekarki, helikoptery bojowe, słoiki z dżemem czy cokolwiek innego. Natomiast jest jeden kostium, powszechnie dostępny w każdym sex shopie, który mi owszem bardzo przeszkadza, i powoduje zgrzytanie zębów i wszystkiego innego, co może w ciele ludzkim zgrzytać. Kostium seksownej uczennicy.

W naszej kulturze z jakiegoś powodu akceptowalne jest przebieranie się za dosłowne dziecko jako narzędzie wzbudzania podniecenia seksualnego. Powtórzę jeszcze raz: w świecie, w którym pedofilia jest powszechnie uważana za coś definitywnie złego, akceptujemy przebieranie się za dziecko w trakcie czynności seksualnych. Nie ma co się czarować; uczennice to dzieci. A prezentowane jako archetypiczna fantazja stroje wskazują, że chodzi raczej o dzieci młodsze niż starsze, nie pannice na progu dorosłości. Nie sugeruję tu, że panny w wieku późno nastoletnim są w jakikolwiek sposób dozwolone dorosłym, i mam w tym temacie bardzo osobiste i mocne zdanie… Ale o tym zaraz.

Stoje „seksownej uczennicy” – Obsessive, Andalea, Obsessive

Kiedy Britney Spears pojawiła się na ekranach telewizorów w teledysku do „Hit Me Baby One More Time” w zakolanówkach, mysich ogonkach i spódniczce w kratkę, świat oszalał. Wizerunek lolitki w niemal jeden dzień wrócił do zbiorowej świadomości jako jednoznacznie seksualny sygnał, niosący się echem od Melbourne do Oslo. Jej późniejsza sesja zdjęciowa dla Rolling Stone, w której w bieliźnie przytulała się do pluszaków, scementowała tylko obraz seksownego dziecka z dorosłym ciałem.

Kostium „seksownej uczennicy” tak mocno zakorzenił się w naszej kulturze, że po prostu nie ma już w nim już nic, co od razu przypominałoby nam o realnych dzieciach. Wyszukaj w Google słowo „spódniczka uczennicy”, a nie znajdziesz ani jednego zdjęcia prawdziwej uczennicy. Jednak w tych scenariuszach strój jest przedmiotem pożądania seksualnego. Gdyby idea dziewczynki w wieku szkolnym nie była ważna dla fantazji seksualnych, mundurek nie byłby potrzebny.

kostium seksownej uczennicy

Czy to naprawdę niewinna zabawa?

Można tu argumentować, że co robi dwoje zgadzających się dorosłych to ich sprawa – i tak, to jest ich sprawa. Ale nie mogę otrząsnąć się z wrażenia, że podsuwanie jako fantazji domyślnej i łatwo dostępnej jednej z najbardziej zagrożonej przemocą seksualną grup jest, delikatnie mówiąc, lekkomyślne.

Jako osoba, która chodziła do szkoły i stała się obiektem bardzo niezdrowej fascynacji nauczyciela, jestem głęboko przeciwna kojarzeniu mundurków szkolnych z seksem. Nie każdy mężczyzna rodzi się z pociągiem do dziewczynek… Ale życie w kulturze, w której klisza seksownej uczennicy wysuwa łebek z co drugiego filmu i książki bardzo łatwo wytresować się na fana spódniczek w kratkę. Stąd droga niedaleka do zagapiania się na prawdziwe dziewczynki w wieku szkolnym. Do wiary w to, że może naprawdę 'takie są’. Do rozumienia ich 'nie’ jako droczenia się.

Podobnie jak w przypadku każdej formy seksizmu, sytuacja często staje się jaśniejsza, gdy zastanowimy się, jak wyglądałoby to samo zjawisko postawione na głowie. Wystarczy wyobrazić sobie rządek dorosłych mężczyzn, pochylonych, wypinających pośladki w krótkich spodenkach. Z lekko poluzowanymi krawacikami i rozpiętymi koszulami wystającymi ze spodenek… albo lepiej – samych chłopców. Grupkę wczesnych nastolatków, bez kopru pod nosem, z poobdrapywanymi kolanami i brudnymi czubkami tenisówek. Czy czterdziestoletnie matki gwiżdżące na nich zza płotu wydają się być uroczym elementem krajobrazu…

Czy może obleśnym powodem do obawy o dzieciaki?

kostium seksownej uczennicy

Oferta Leg Avenue

Ci, którzy uważają, że kostium seksownej uczennicy jest niczym więcej niż odrobiną zabawy, powinni wziąć pod uwagę efekt domina, jaki ta seksualizacja powoduje, i jak odbija się to na prawdziwych uczennicach, które są rutynowo nękane w drodze do i ze szkoły. W Polsce od dawna już nie ma kultury mundurkowej, mimo starań pewnego dawnego ministra edukacji, więc ten problem nie dotyczy młodych Polek aż tak dosłownie. Nie zmienia to jednak faktu, że statystyki mówią jasno: 1 z 7 dziewczynek doświadczy w życiu molestowania seksualnego, ale tylko 1 z 25 chłopców podzieli ten sam los. Przypisywanie roli wabika seksualnego strojowi setek milionów dziewczynek na całym świecie jest rysowaniem na setkach milionów pleców czerwonych krzyżyków, znakomicie widocznych dla napastników szukających ofiar.

A teraz trochę konkretów:

Jako społeczeństwo mamy koszmarny problem z pogodzeniem idei dzieci jako istot z natury i od urodzenia seksualnych i jednocześnie ich prawa do tego, żeby nie być seksualizowane. Zwłaszcza małe dziewczynki widzimy albo jako „czyste”, nieskalane płciowością, a przez to wszelkie przejawy ich seksualności traktujemy jak patologię – albo postrzegamy je jako małe partnerki seksualne do „wytresowania” (po angielsku użyłabym tu słowa grooming). Szkoła Żon niestety to nie tylko tytuł sztuki. Codziennie dziewczęta są zaczepiane przez dorosłych mężczyzn, którzy mają głęboką nadzieję, że akurat ta dziewczynka potrzebuje potwierdzenia swojej wartości przez osobę trzecią. Czasami są to nauczyciele. Czasami nawet udaje im się z tym ujść na sucho. A czasami winę za ich czyn zwala się na dziewczynki… przecież albo jest to patologia że były zainteresowane (bo są „czyste”) albo najwyraźniej nic im się nie stało, przecież nastolatki to hormonalne zapiekanki.

Efektem takiego dylematu są potworki w rodzaju archetypu seksownej uczennicy, która jednocześnie ma na sobie atrybuty dziecka szkolnego i uśmiech femme fatale, biust dorosłej kobiety i twarzyczkę aniołka, spódniczkę w kratkę na dojrzałych pośladkach i kucyki koło pomalowanych szminką ust. Nie dokładajmy się jako dorosłe kobiety do seksualizacji idei dziewcząt, nie kupujmy tych strojów, nie nośmy ich.

Dziewczynki zasługują od nas na coś więcej niż kostium seksownej uczennicy.

Skomentuj