Jak feniks z popiołów; Marlies Dekkers – The Firebird Balcony 70E

Firebird to kultowy model od Marlies Dekkers – holenderskiej projektantki bielizny, która przywróciła paski do mainstreamu razem z naszą rodaczką, Karoliną Laskowską, i Brytyjką Damaris Evans. Ten czerwony biustonosz, bogato zdobiony haftami, wstążkami, wisiorkami i łańcuszkami powoduje westchnięcia wielu osób, które bieliznę traktują jak sztukę użytkową. Jakby to powiedziała Kasia – OMATENCJO. Zapraszam zatem na bliższe spotkanie z Ptakiem Ognistym!

Marlies Dekkers – The Firebird Balcony 70E

Obwód rozciągniętyBand stretched77.8
Obwód w spoczynkuBand65.0
Szerokość miskiCup width14.0
Głębokość miskiCup depth22.5
Długość pojedynczej fiszbinyWire length27.5
Szerokość mostkaGore width1.5
Wysokość mostkaGore height7.8
Wysokość pasa koło miskiWing height10.0
Szerokość ramiączekStraps width1.5
Haftek w rzędzieHooks2

Ocena

Estetyka / Aesthetics: 10 / 10

Wygoda / Comfort: 7 / 10

Cena / Price: 6 / 10

Wytrzymałość / Longevity: 9 / 10

Kształt / Shape: 8 / 10

Firebid to w zasadzie kolekcja, a nie pojedynczy model. Chociaż ja posiadam balkonetkę, to dokupić można gdzieniegdzie jeszcze halkę modelującą, stringi (z jakiegoś powodu tylko stringi), oraz biustonosz push-up. Kolekcja wraca czasami na krótko do oficjalnego sklepu marki, więc jeśli pragniecie tej balkonetki, to warto mieć rękę na pulsie. Tylko uważajcie, bo dookoła będzie grozić co najmniej 5 innych musisztomieciów, które ogołocą Wam portfele.

Moja balkonetka jest w rozmiarze 70E, przeliczonym z 32DDD. Albo Marlies Dekkers ma bardzo nieprzewidywalną rozmiarówkę, albo rozmiary po prostu bardzo różnią się między krojami, bo w klasycznym czarnym push-upie potrzebowałam 70F/32E. Miseczki są dość płytkawe, powiedziałabym, że jestem na granicy za małości stanika, więc jeśli macie biust mało kompresowalny i jędrny, to odradzam krój balkonetkowy u Marlies. Push up dużo lepiej radzi sobie z moim biustem, i wydaje mi się być bardziej uniwersalny. Zbieram się od ponad roku, żeby zrobić recenzję push-upa, ale same rozumiecie – przy Firebirdzie czarny gładzioch nie miał szans w kolejce priorytetów.

Obwód absolutnie daje radę i nie jest za duży, natomiast kształtowanie pozostawia trochę do życzenia. Nie są to takie jabłka, jakich bym chciała od balkonika, ale i Firebird nie ma tych magicznych pionowych szwów ani dostatecznie niskich miseczek, żeby formować wzgórki a’la Vena. Miseczki są formowane termicznie, i tylko obszyte od zewnątrz materiałem. Nie jest to coś do skrytykowania, to tylko kształt odmienny od moich przyzwyczajeń i preferencji. Na pewno fiszbiny są dobrze dostosowane do kształtu moich piersi i ich korzenia, więc miseczka załamuje się niemal niezauważalnie. Profil jest naturalny, okrągły. Firebird zaskakująco dobrze radzi sobie z baunsem, nie spodziewałam się takiego trzymania na mur-beton.

Jeśli chodzi o samą estetykę…. mastko bosko pasmanteryjno, czego tu nie ma. Hafty, nadruk, kokardki, wstążeczki, łańcuszki, wisiorki, grawery, kryształowe serduszko. Wydawałoby się, że będzie to klasyczny fakap w stylu wybuch w hurtowni materiałów krawieckich, ale nie. Firebird jest absolutnym małym dziełem sztuki, dopieszczonym w najmniejszych detalach, i jestem zakochana w nim jak w nowonarodzonym dziecku.

Albo byłabym, gdyby nie metka z ceną opiewającą na, bagatela, 200 euro. Ceny Marlies Dekkers sprawiają że moja miłość do jej produktów jest bardzo, bardzo niespełniona. A przynajmniej niespełniona w porównaniu do tego jak bardzo chciałabym ją realizować, kupując prawie wszystko, co ma w sklepie. Szczerze powiedziawszy nie uważam, żeby kwota 200 euro była do końca uzasadniona – nic tu nie jest jedwabne, platerowane złotem, albo ręcznie haftowane.

Jednym z niewielu mankamentów jakie widzę to fakt, że niestety Firebird nie jest wygodniczkiem – po więcej niż 10h zaczyna mnie boleć kark ze względu na to, jak rozkładają ciężar biustu ramiączka, jednocześnie halterneckowe i klasyczne. Może nie jest to idealne rozwiązanie dla kogoś ze skoliozą, ale też nie traktuj tego, drogi Czytelniku / droga Czytelniczko jako ostrzeżenia uniwersalnego. Nie każdy ma przecież tak pokrzywiony kręgosłup jak ja.

Nie ma natomiast nic, co mogłabym skrytykować odnośnie jakości wykonania; metalowe elementy się nie wycierają, nic się nie pruje, ozdoby są świetnego gatunku. Drugim mankamentem jest to, że ozdobne wstążeczkowe i paskowe elementy się odrobinę skręcają i (jak widać na mich plecach) czasami walka z nimi jest daremna. Trzeba po prostu pokochać i nie oczekiwać, że sytuacja się zmieni.

Opinie końcowe

Firebird, inspirowany rosyjską baśnią (i baletem Strawińskiego) o Ptaku Ognistym to kolekcja bielizny dla osoby, która lubi mieć swój mały sekret, którego nikt nie zobaczy. Albo i zobaczy, zależnie do czego Firebirda założycie. Marlies Dekkers pozostaje mimo swoich kolosalnych i całkowicie uzasadnionych cen moją osobistą faworytką i będę wyczekiwać kolejnych kolekcji jak kania dżdżu.

Skomentuj