Obowiązkowy narcystyczny montaż i czemu selfie są dobre

Jestem wielką fanką Christine Rotenberg z kanału SimplyNailogical – youtuberki, która swoją karierę zaczęła od malowania paznokci na instagramie, oswajając ludzi z myślą, że kobiety z turbodługimi pazurkami, zdobnymi w brokaty i holograficzny pyłek nie zawsze noszą się jak do klubu. Sama Christine preferuje dresy, a samą siebie nazywa skarpetką.

W niektórych filmikach występuje segment, który sama zainteresowana nazywa mandatory narcissistic montage – obowiązkowy narcystyczny montaż.


Miałam bardzo podobne skojarzenia, aż do momentu, w którym Ben, partner życiowy Cristine, został przez nią poddany metamorfozie w drag queen i spytał, czy w ramach montażu ma po prostu wyglądać jakby siebie kochał.

Nie powiem, oglądanie tego bardzo stereotypowo męskiego faceta w peruce i ostrym makijażu, wdzięczącego się nieśmiało do kamery było przeżyciem, które wydusiło ze mnie salwę śmiechu. Nie dlatego, że bawi mnie facet w makijażu – bawiła mnie jego bardzo niekomfortowa mina, gdy miał po prostu zachwycać się sam sobą. Polecam obejrzeć! Przewinęłam pomocnie do właściwego momentu.


Im dłużej oglądam kanał Simplynailogical, tym bardziej mam wrażenie, że Cristine prezentuje chyba najzdrowszy możliwy model miłości do siebie – czyli jestem jaka jestem, a jeśli Wam się to nie podoba, to rozchodzimy się w pokoju do domów. Chodzi w dresie, ma włosy do bioder, robi sobie bardzo, bardzo wyrazisty makijaż, i ma niesamowity talent do robienia manicure, a to wszystko opakowała humorem i sensownymi lekcjami nt. samej siebie. Nie robi sobie nic ze standardów damskiego ubioru, a jej normalna praca to analityk w departamencie kryminalnym kanadyjskiego rządu, co nie przeszkadza jej chodzić do biura z brokatowymi paznokciami. Kontestuje normy wszędzie – w pracy kombinacją dresu i manikiuru gwiazdy czerwonego dywanu, a na YouTube promowaniem własnej wersji kobiecości i zachęcaniem swojej stosunkowo młodej widowni do pozostania w szkole i do dalszej edukacji. 

Jak w to wszystko wpisuje się robienie zmysłowych min do skocznej piosenki ze stocku?

Jej obowiązkowy narcystyczny montaż to z jednej strony parodia tego, co robią tzw. beauty guru i vlogerki modowe, a z drugiej dosyć wierne odwzorowanie tego, co same czasem robimy w samotności. Tańczymy przed lustrem, wciągając majtki, śpiewamy malując oczy, posyłamy same sobie całusy do lustra i mrużymy oczy. 

Ile jednak z nas robi to w towarzystwie?

Umarłabym kiedyś z zażenowania, gdyby ktoś to zobaczył. Wdzięczenie się do lustra nie przystoi dziewczynie, to niezdrowy narcyzm.

Teraz robię to dość regularnie w towarzystwie nie tylko Miska Trzeciego, ale i innych ludzi – przestałam w ogóle postrzegać to jako problem. Dlaczego? 

Ponieważ zdałam sobie sprawę, że poszukiwanie walidacji – potwierdzenia swojej wartości, swoich przeżyć – w cudzych oczach jest jednak mniej warte i ostatecznie mniej skuteczne, niż poszukiwanie go we własnych oczach. Skoro wypatruję zachwytu swoim wyglądem w oczach partnera i przyjaciółek, to czemu miałabym go nie szukać we własnych? Czemu w porządku jest chcieć akceptacji i radosnego entuzjazmu ze strony osób, które kiedyś nas zostawią – przez starość, naturalne rozejście się ścieżek życiowych czy konflikt – ale nie ze strony jedynej osoby, które będzie z nami do absolutnego końca?


Każda albo prawie każda z nas ma swój obowiązkowy narcystyczny montaż. To te serie selfie robionych dziesiątkami, by wybrać najlepszego kandydata na post na Instagrama. Wstydliwy objaw bycia rzekomo próżną.

Bullshit.

Uwielbiam selfie. Uwielbiam robić zdjęcia, na których podobam się sama sobie. Mój dzień staje się konkretnie lepszy, kiedy spojrzę na siebie i czuję, że sama dla siebie jestem żyletą. Ilość zrobionych przeze mnie selfików jest całkiem dobrym barometrem tego, jak się czuję aktualnie ze sobą. Im jest mi gorzej, tym mniej mam ochotę widzieć swoją buzię.

Narcyzm to nie miłość własna. Narcyzm to bardzo konkretne zaburzenie, które poddane psychoterapii może zelżeć. Podobanie się samej sobie to nie narcyzm. Chęć ubrania się tak, żeby czuć się dobrze, to nie narcyzm. Selfie to nie narcyzm.

Selfie może być za to świetnym narzędziem autoterapii pewnego niedoboru egoizmu. Nie rodzimy się ze wstydem wynikającym z tego, że lubimy swój widok. Małe dzieci przeglądają się w lustrach z upodobaniem, aż do momentu, w którym ktoś powie chłopcu, że wdzięczy się jak baba – a dziewczynce, że jest próżna. Tak jakby w próżności było coś złego.

Jestem próżna. Lata zajęło mi pozwolenie sobie samej na to, ale jestem próżna, mam wiele frajdy z bycia próżną. Próżna, próżna, próżna, próżna, próżna. Powtarzaj to słowo, aż przestanie mieć znaczenie i zacznie brzmieć jak dziwny, obcy dźwięk.

“Próżny” znaczy tyle, co (za Słownikiem Języka Polskiego) «mający o sobie bardzo dobre zdanie i lubiący, żeby go podziwiać i pochlebiać mu». Cóż złego jest w tym, że ktoś ma o sobie dobre zdanie i lubi pochwały?

Ręka w górę, kto nie lubi pochwał. Ręka w górę, kto ma o sobie dobre zdanie.

Bardzo źle, że to drugie polecenie sprawia, że zdecydowanie mniej osób podnosi łapki w górę.

Wyświetl ten post na Instagramie.

Gwiazdka w lecie? Pewnie, czemu nie. To różowe, aksamitne body @killstarco to prezent od @lesalondefrivolites z okazji bieliźnianego swapa na facebookowej grupie The Lingerie Addicts 💖 zajrzyjcie na jej bloga, to fantastyczna osoba. Pentagram i odcień gumy balonowej? Jak dla mnie must have 🛍 chcecie kolejne tego typu wymianki własnym, polskim gronie? W zeszłym roku podczas mikołajek bawiłyśmy się w międzynarodowym zespole 🇨🇦🇧🇬🇩🇪🇷🇺🇵🇱🇬🇧 #miskidwie #killstar #body #lingerieblogger #bielizna #różowabielizna #pentagram #dessous #bieliznamodowa #playsuit #bieliznanablogu #aksamit #ootd #seksownabielizna #lubiesiebienaokraglo #pastelgoth #lingeriegirls

Post udostępniony przez 👙MiskiDwie👙 (@miskidwie)


Selfie daje nam możliwość sportretowania siebie tak, jakimi się widzimy bądź chcemy widzieć. Nie jestem fanką FaceTune i innych narzędzi służących do nadmiernego retuszu swoich zdjęć, bo na dłuższym dystansie powodują skrzywienie własnego obrazu, ale szczęśliwie retusz nie jest obowiązkowy. Równie modne jak FaceTune są teksty typu “jestem taka płytka, robię selfie w łazience”. Robisz selfie, bo się sobie podobasz – tak samo, jak kiedy robisz zdjęcie ładnemu pieskowi na ulicy albo ciastku w cukierni. Nie ma nic płytkiego w robieniu zdjęcia psu, i nie ma nic płytkiego w robieniu zdjęcia sobie.

Bądź próżna, bądź zakochana w sobie. Wyjdzie Ci to tylko na dobre, bo świat nie robi nic ku temu, żebyś lubiła kim jesteś.

Related Posts

by
Aga to leniwa buła, której nie chce się kupić kotletów do wyrównywania asymetrii biustu, wielbicielka staników niezwykłch i szperaczka okazyjna. Z wykształcenia psycholog kliniczny, co nie lubi NFZtu, z zawodu copywriter i marketingowiec, jak 99% absolwentów psychologii. 65F / 70E UK, 65G PL
Previous Post Next Post
0 shares