Problemy biuściastych

Wiecie co? Czasami po prostu… trzeba ponarzekać na te problemy biuściastych. Czasami sama czynność narzekania – i świadomość tego, że nie jestem jedyną osobą, która się z tymi problemami boryka – trochę poprawia nastrój. A jak ostatnio jest, same i sami wiecie. Więc ja dzisiaj daję sobie pozwolenie na to żeby pożalić się na problemy biuściastych.

  1. Dużo mniejsza oferta biustonoszy (zarówno rozmiarów jak i modeli). Realia są takie, że wiele marek kończy rozmiarówkę na miseczce F, G, H. Albo mają moje rozmiary, ale tylko w wybranych modelach. Czy jest smutniejsze uczucie niż to, kiedy kupujesz stanik w największym możliwym rozmiarze (który ma szansę dobrze leżeć), ale okazuje się za mały, a większych już nie ma? 🙁
  2. Standardowa rozmiarówka? Zapomnij. Jako swój „bazowy” rozmiar uznaję 80L/36HH, ale w mojej szufladzie z bielizną znajdują się biustonosze w rozmiarach: 80I, 80J, 85H, 34J, 36GG. I wszystkie mniej-więcej pasują. Dopasowanie rozmiaru budzi u mnie skojarzenia z wróżeniem z kart.
  3. Dużo mniejsza oferta ubrań, które przewidują posiadanie biustu (a rzeczy z wbudowanym stanikiem w ogóle odpadają). Nie zliczę ilu sukienek nie kupiłam, bo ich krój nie zakładał miejsca na większy biust i ulegały zniekształceniu, albo w ogóle się nie zapinały. Talia empire na dużym biuście, która wypada w 2/3 piersi. Dekolt, który pod wpływem rozmiaru biustu za mocno rozchodzi się na boki. Ech 🙁
  4. Konieczność bycia bardziej asertywną wobec brafitterek przekonujących, że coś pasuje, kiedy nie pasuje. Dobrze dopasowane staniki istnieją, ale trzeba się ich naszukać.
  5. Profesjonalny look. Biuściaste osoby nie mogą sobie pozwolić na dekolt w pracy. W wielu miejscach w ogóle widoczny „przedziałek” między piersiami będzie uznany za nieprofesjonalny. Pracując niegdyś w biurze nie mogłam sobie pozwolić na noszenie dekoltów tej samej wielkości co moje mniej biuściaste koleżanki. Usłyszałam też uwagę dotyczącą tego, że noszę zbyt obcisłe rzeczy (bo widać było zarys biustu, doprawdy, nic na to nie poradzę, że bardziej wypycha bluzkę czy sweter). Osobnym, ale powiązanym tematem jest też kwestia kupna koszuli dopasowanej do biustu, co graniczy z cudem. W grę wchodzi tylko krój kopertowy, albo trzeba pogodzić się z rozchodzącymi się (a nawet i odpadającymi) guzikami.
  6. Fetyszyści są wśród nas. Dekolt automatycznie przyciąga (często kompletnie niechcianą) uwagę. Niestety wiele razy słyszałam uwagi na temat swojego biustu od kompletnie nieznajomych mężczyzn. W pamięć zapadła mi zwłaszcza sytuacja, kiedy latem spieszyłam się na spotkanie i dosłownie wyskoczyłam z autobusu. Wsiadający akurat pan czuł się w obowiązku skomentować „o boże, jakie piersi”, niby do siebie, ale tak, że to usłyszałam. A przecież nie będę chodzić w workowatych golfach tylko po to, żeby nie zwracać na siebie uwagi!
  7. Ludzie lubią dotykać. Ten punkt to trochę przedłużenie poprzedniego punktu. Znajomi (i to tacy dalsi niż bliżsi) czasem pozwalają sobie na dotykanie biustu, bo znowu, przykuwa on uwagę.
  8. Problemy z kręgosłupem. Warto pamiętać, że duży biust waży (nawet kilka kilogramów) i bez dobrze dobranego stanika to obciążenie może mieć bardzo zły wpływ na kręgosłup. W źle dobranym biustonoszu ciężar biustu opiera się na ramiączkach, powoduje garbienie się. A to z kolei prowadzi do kłopotów z kręgosłupem na odcinku szyjnym, piersiowym, a nawet lędźwiowym.
  9. Uprawianie sportu jest TRUDNE (ale nie niemożliwe). Ilu instruktorkom fitnessu na pytanie czemu nie biegam w miejscu podczas rozgrzewki odpowiadałam „bo mnie biust boli”! I ile razy ta odpowiedź spotykała się z niezrozumieniem!
  10. Trudno dopasować pas bezpieczeństwa w samochodzie. To już jest kwestia bezpieczeństwa, ale właściwe dopasowanie pasa przy dużym biuście wymaga więcej manewrowania, zmieniania wysokości pasa, itd. Nie jest to rzecz zaprojektowana z myślą o kobietach, jak wiele rzeczy niestety.

Pragnę oczywiście nadmienić, że w żadnym razie nie twierdzę, że osoby o mniejszym biuście nie mają problemów. Odnoszę jednak wrażenie, że problemy biuściastych są czasem bagatelizowane.

Pragnę także wyraźnie powiedzieć – lubię swoje piersi. Takie jakie są. Zalety też niewątpliwie mają 🙂

Na poprawę humoru na koniec chciałabym Wam polecić jeden z moich ulubionych komiksów dotyczących posiadania piersi. Czytając go wielokrotnie kiwałam głową i uśmiechałam się pod nosem. I myślę, że tego małego czegoś na poprawę nastroju nam teraz trzeba!

Busty Girl Comics

Skomentuj