Rougette by Tutti Rouge; Body koronkowe Madison M – recenzja

Ręka do góry, kto lubi mieć w szafie koronkowe body. Ja lubię, pasjami, mimo że lata zajęło mi dojście do faktu, że body to całkiem fajny ciuch. Wydawało mi się zawsze niewygodne i problematyczne, ale im dalej w las, tym bardziej okazywało się, że po prostu… nie trafiałam za dobrze.

Otóż jako osoba mająca szalone 173 cm wzrostu mam stały problem z kupnem body. Prawie każde, które kupię, jest na mnie za krótkie w kroku… poprawka: KAŻDE jest na mnie za krótkie w kroku, różnica jest tylko taka, jak bardzo i czy w praniu coś się z tym zadzieje czy nie. Widziałyście mnie w różnych body: holograficznym i aksamitnym od Killstar, koronkowym z Esmary, w Tom&Rose z Biedronki, a nawet w dwóch body z Gai – bez miseczek i z miseczkami. Większość po praniu rozciągnęła się na tyle, że przestała pić w newralgicznych miejscach, ale każde mogłoby być jeszcze odrobinę dłuższe bez dodawania centymetrów w różnych obwodach.


Tymczasem Madison od Rougette by Tutti Rouge postanowiła odwrócić ten porządek rzeczy i jest… za długa.


Ocena

Estetyka / Aesthetics: 10 / 10

Wygoda / Comfort: 8 / 10

Cena / Price: 7 / 10

Wytrzymałość / Longevity: 6 / 10

Kształt / Shape: 8 / 10

Ale tak porządnie za długa. Tak bardzo za długa, że bawełnianą wkładkę, która powinna być tam, gdzie moja wagina, mam gdzieś w połowie pośladków, co możecie zobaczyć na jednym ze zdjęć poniżej (trzymam palcami brzeg wkładki). Podejrzewam, że to body pasowałoby na kogoś, kto jest ode mnie dobre 6-7 cm wyższy. Efekt tego prześmiesznego kiksu jest taki, że jeśli mam się ochotę żwawiej poruszać po założeniu, to koronkowy pasek znika gdzieś w mojej anatomii, tworząc coś, co Kasia z Lolą nazwały (pardonnez moi) cipkowrzynką. I ciężko to w zasadzie nazwać inaczej, bo o ile nie przeszkadza mi to jakoś wybitnie (problemem jest nadmiar materiału, a nie niedobór, więc nic się nie wpija) to wygląda to jakby ktoś mnie szarpał za dół tego body od tyłu.


Szczerze mówiąc nie czuję się komfortowo robiąc sobie zdjęcia dołu tego body, bo dolna część mojego jestestwa wygląda na bardziej nagą i … wyeksponowaną w Madison niż gdybym miała sobie strzelić akt. Wyobraźcie sobie stringi założone na surowe ciasto drożdżowe a zrozumiecie mój dyskomfort. Na trzecim zdjęciu widzicie, jak body ma leżeć w założeniu… i leży, póki nie dasz kroku. Zdjęcie na stronie producenta sugeruje, że jednak nie powinno to tak wyglądać, albo że modelka ma body spięte za plecami (?).

Zaletą Madison jest natomiast fakt, że stanowi świetny strój na upały – zakładam do niej szorty z wysokim stanem i mam outfit! Biust jest podtrzymany, bauns trochę zmniejszony, kształt jest z profilu zupełnie akceptowalny. Nie mogę narzekać na wygodę i eksploatuję to body z dużą satysfakcją. Przeszkadza mi trochę jednak fakt, że gumowy obwód bardzo, bardzo podjeżdża z tyłu, ponieważ jest tak szeroki w rozmiarze M, że nie chce usiedzieć poziomo. To trochę psuje efekt, i jest wynikiem rozmiarówki, która poszerza każdy wymiar o tyle samo z każdym kolejnym oczkiem w tabelce.


Poza tym to body jest po prostu piękne! Kolor wg. strony producenta nazywa się garnet (czyli granat – kamień szlachetny, nie owoc i nie garantowy) i jest głęboki, nasycony, bardzo królewski. Wspaniale pasuje do mojego odcienia cery i chciałabym mieć więcej czerwonej bielizny w tym kolorze. Jest kilka tonów ciemniejszy niż Michelle od ROOM669, mój ulubiony czerwony stanik wszechczasów. Siateczka ma bardzo ciekawy wzór, geometryczny na korpusie i floralny na brzegach. Szkoda niestety, że producent nie ustrzegł się kilku kiksów – haftki po 2 praniach poodpryskiwały i gdzieniegdzie widać już wystające niteczki, natomiast poliestrowa koronka zaczyna się kulkować i siepać w okolicach największego tarcia materiału o materiał. Nie jest to więc jakościowe mistrzostwo świata, a cena w wysokości 24 funtów nie pomaga w akceptacji tego faktu.


Wracając do rozmiarówki… nie jest co prawda stanikowa, ale za to bardzo szeroka, bo od XS do 6XL – przy czym ja mam na sobie M, które jest więcej niż wystarczające w każdym obwodzie (a już na pewno dosłownie w obwodzie 😉 ). To oznacza, że tak naprawdę nawet dziewczyny większe niż to 6XL (europejskie 52, o ile się nie mylę) mogą sobie Madison sprawić! To model plus size friendly i na swoim Instagramie Tutti Rouge się tym chwali. Nie będę udawać, że jest to idealne body na co dzień, bo biusty dużo większe niż mój (w stosunku do reszty mojego jestestwa) mogą potrzebować więcej wsparcia, ale do miseczki H Madison powinna dać sobie radę. Zdjęcia sugerują, że są typy figury, na których Madison leży wspaniale, więc niech żywi nie tracą nadziei.



Opinie końcowe

Tutti Rouge wypuszcza się na szersze wody ze swoimi produktami, i chociaż Madison jest prześlicznym body, to niestety nie zachwyca jakością ani nie ustrzegła się problemów z dopasowaniem. Warto byłoby, żeby marka przy produkcie podawała info odnośnie tego, na jaką – bardzo specyficzną – figurę będzie pasowało. Nadal będę z przyjemnością to body nosić – chociażby do spania i zamiast topu w lato – ale póki co zachęcam do przyjrzenia się dużo bardziej dopracowanej ofercie stanikowej Tutti Rouge. Tam traficie na pewno na kilka perełek!


Madison to nie czerwone body Twoich marzeń? Sprawdź ofertę naszych partnerów – może oni spełnią Twoje życzenie!


Skomentuj