Dlaczego jest mi smutno, gdy słyszę „spalić staniki”

Wczoraj na jednej z grup na Facebooku toczyła się dyskusja o przejmowaniu nazwiska męża. Jedna z osób, które komentowały temat wyraziła opinię, że powinno skończyć się raz na zawsze ze zmianą nazwiska po ślubie przez kobiety, włącznie z myślnikowaniem, bo to patriarchalny, seksistowski zwyczaj. Sporo osób jej zawtórowało i lajki sypały się jak świeże wiśnie z drzewa.

Odczułam wtedy deja vu po innej dyskusji, w której mówiono o tym, że biustonosze to zło wcielone, które powoduje milion problemów, jest symbolem opresji i dyktatury patriarchalnej, i że kolejne osoby z radością zdzierają z siebie staniki i wyrzucają je do śmieci, a nawet drą na strzępy w ramach rytuału katharsis.

Wolność polega na tym, że mamy realny wybór – nawet jeśli wybieramy coś, co stosowane pod przymusem szkodzi.

O ile nie bronię absolutnie nikomu nie nosić stanika i zawsze będę proponentką tezy, że biustonosze powinny być całkowicie opcjonalne (także w pracy, bo nie podoba mi się sankcjonowane „przyzwoitością” gapienie mi się w cycki), to nie mam szacunku do demonizowania rzeczy, która dla wielu kobiet jest narzędziem pomagającym w ogarnianiu życia. Noszę biustonosz nie dlatego, że ktoś mi kazał (a przynajmniej już nie dlatego), tylko dlatego, że to lubię. Sprawia mi przyjemność noszenie ładnego stanika i podnosi to mój komfort i jakość życia. Kocham moje staniki i ich nie oddam, bo dzięki nim moje życie jest lepsze.

Krzyki „spalmy staniki bo są niewygodne i opresyjne” brzmi dla mnie jak „spalmy smartfony bo mi się ręce pocą”. Pewnie, jeśli cały dzień nosisz iPhone’a w łapce bez żadnej oprawki, to ręce Ci się spocą. Czy to wina telefonu, że używasz go przez 24h cięgiem, i się zagrzał? Jeśli chcemy odrzucić biustonosze, to jak najbardziej, proszę bardzo, będę bronić prawa do nagich cycków pod bluzką do grobowej deski. Ale wypraszam sobie bronienie tej postawy argumentami z pompy wyssanymi, nawet jeśli wynika to z braku wiedzy.

Czemu mówię o braku wiedzy? Ano dlatego, że wiele kobiet, które na swojej drodze spotkałam, a serdecznie biustonoszy nienawidziło, po prostu nie miało pojęcia o brafittingu. Biustonosz z założenia jest narzędziem, które ma umożliwić kobiecie większą aktywność fizyczną, od mycia garów przez dłuższe spacery na pocztę do uprawiania sportów. Ma ograniczyć bujanie się cycków i ewentualnie ich potliwość przez oddzielenie ich dolnej partii od skóry tułowia, nic więcej. Cała reszta to ozdobniki i dekoracje.

Jak to założenie było realizowane, to rzecz zupełnie inna.

Biustonosze przez dekady konstruowało się nie dla osób, które je nosiły.

Stąd dokładnie wzięło się Lobby Biuściastych i rewolucja brafittingowa, która 20 lat temu wzięła szturmem Polskę. Zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie stanik na modelce na zdjęciu stockowym. Jeśli nie możecie sobie takowego wyobrazić, służę pomocą poniżej. Skupmy się na pani w czarnym komplecie.

Zdjęcie: Alex Azabache on Unsplash

To jest biustonosz-symbol, zbiorowe wyobrażenie stanika wyprodukowane pilnie przez lata w setkach tysięcy agencji marketingowych, małych i dużych, od San Francisco po Władywostok. Platoński ideał biustonosza. Jego głównym i zasadnicznym przymiotem jest fakt, że nie spełnia swojego założenia, bo biust pani ucieka z niego każdą stroną. Można wręcz powiedzieć, że ten stanik jest jak przerasowiony mopsik, który co prawda spełnia wymagania rasy, ale za to nie może samodzielnie oddychać – nie spełnia założeń biologicznych organizmu żywego.

Czy to oznacza, że mamy uśpić wszystkie psy, bo ludzkość wyhodowała sobie zwierzę niezdolne do samodzielnej egzystencji? Tą logiką zdają się iść osoby proponujące masowe palenie staników, bo (zgodnie z metaforą) w życiu spotkały tylko przerasowione mopsy.

Stanik na zdjęciu powyżej ma być wabikiem na heteroseksualnego pana, do którego niestety nadal mówią reklamy bielizny na całym świecie. To jego uciesze dosypuje się paliwa, nie jej komfortowi. Że tak zacytuję samą siebie z innego tekstu,

Reklama, która służy jako komunikat “nasz produkt służy do tego, żeby ktoś Cię brał pod uwagę jako partnerkę seksualną” siłą rzeczy komunikuje też, że jak tego czegoś nie użyjemy, to umrzemy samotnie, niedotknięte ręką mężczyzny, który się po nas schylił jak po produkt w supermarkecie, a potem zje nas owczarek alzacki, że tak zacytuję Helen Fielding. Więc jeśli chcesz sprzedać nam szminkę, to powiedz o niej, że będziemy dzięki niej jeszcze ładniejsze, a nie, że dzięki niej zdobędziemy męża. […] Niech Cię jednak ręka borska broni prezentować towar jako nakładkę albo dekorację wybranki adresata reklamy, dzięki której to dekoracji będzie ona mu się bardziej podobać. Kobieta to nie samochód, żeby mu kupować nowe felgi (to jest swoją drogą najczęstsze przewinienie twórców reklam bielizny.) 

Więcej tutaj

Nie dziwię się więc absolutnie kobietom, które nawołują do bojkotu stanikowego – co nie znaczy, że im przyklaskuję. Każdy okrzyk „spalić staniki!” to minimum jedna osoba, która dostaje kamyczek na szalkę „kurde, jednak faktycznie biustonosze to zło wcielone”. W pewnym momencie waga opada na jedną stronę i osoba, która być może w dobrze dobranym biustonoszu czułaby się wspaniale, wybiera mniejsze zło; brak stanika zamiast noszenia chomąta. Wiem, bo dziesiątki takich osób do nas piszą z prośbą o pomoc, bo już nie wiedzą co dalej.

Pracujmy wspólnie nad edukowaniem osób biuściastych, jak wygląda i zachowuje się dobrze dobrany biustonosz, jakie zasługi może nam oddać. Nie wciskajmy tym, które tego nie chcą, prawd objawionych – każdy ma prawo do noszenia tego, czego chce. Możemy jednak sprzeciwiać się opiniom typu „stanik=patriarchat”. Od kiedy rzecz, dzięki której biegaczki olimpijskie mogą trenować bez bólu, a ja wygodnie wejść po schodach do biura, to patriarchalna opresja?

Biustonosz to, obok być może tylko spodni i podpasek jednorazowych, jeden z najbardziej historycznie oddających osobom AFAB wolność przedmiotów, które się nosi na sobie.

Taka jest moja opinia, można mieć oczywiście własną, przeciwną lub zbliżoną. Sęk w tym, że ja ze swojej opinii nie robię obligatoryjnego elementu życia innej osoby.

Nie jest winą osób, które wyklinają staniki, że nie wiedzą, skąd bierze się ich niechęć do tego artykułu bieliźnianego. Mam nadzieję, że trafią tutaj i dowiedzą się kilku fajnych rzeczy. Ale jeśli widzisz taką dyskusję w internecie i ktoś zaczyna namawiać do bojkotu – zaproponuj opcję alternatywną. Zalinkuj ten wpis. Pokaż, że są opcje inne niż niewygodny stanik i brak stanika w ogóle.

A potem uszanuj decyzję osoby, której pokażesz te możliwości. Efekt motyla zadzieje się sam.

Edit: czytelniczka Marta podesłała nam cudowny cytat, który postanowiłam dodać do posta. Trochę historii nie zawadzi!

„Burn up the corsets! … No, nor do you save the whalebones, you will never need whalebones again. Make a bonfire of the cruel steels that have lorded it over your thorax and abdomens for so many years and heave a sigh of relief, for your emancipation I assure you, from this moment has begun.”

Elizabeth Stuart Phelps Ward

Zgadzam się w zupełności – zidentyfikuj, co jest tą okrutną stalą, która Cię miażdży, a potem możesz ją palić do woli. Podam Ci pierwsza zapałki!

Skomentuj