Stanik na mały biust to bardzo niewdzięczny zakup. Dlaczego?

Regularnie rozmawiamy z Lolą i Agu o tym, jak producenci bielizny wykluczają pewne biusty (a w zasadzie ich rozmiary) ze swoich kolekcji, zapewne z przyczyn ekonomicznych. Wobec takiej niesprawiedliwości dość długo było mi głupio zwierzyć się, że ze swoim prawie wszędzie dostępnym 70D też czasem mam ochotę krzyczeć z bezsilności. Nie zliczę już, ile razy odsyłałam bieliznę kupioną w internecie, mimo uważnego czytania tabelek rozmiarowych i oględzin zdjęć. Dlaczego? Pozwólcie, że wyjaśnię, dlaczego stanik na mały biust bywa równie upierdliwym zakupem co idealnie leżąca para jeansów.

Małe biusty też mają różne kształty!

Wydawałoby się to oczywiste jak śmierć i podatki, ale rzeczywistość rynkowa mówi co innego. Każdy biust się zmienia, choćby pod wpływem wahań masy ciała, karmienia, wieku (tak, na nas grawitacja też działa!). Nie wszystkie małe cycki to idealnie foremne zaokrąglęnie zwieńczone sutkiem z brodawką o średnicy dwuzłotówki.

Dla biustu, którego „kumulacja masy” przypada na niższe rejony, znalezienie miękkiej balkonetki nierobiącej efektu hulającego po dekolcie wiatru to niezłe wyzwanie (mnie się udało, bo Diamond od Ewy Bien rządzi, ale jedna jaskółka wiosny nie czyni). W niejednej braletce, czyli fasonie teoretycznie najkorzystniejszym w mniejszej rozmiarówce, mój biust odkrywał swoje nowe oblicza w postaci kopców Kościuszki, jajek sadzonych czy uwodzicielskiego spojrzenia kameleona (zez rozbieżny z jednym okiem w górę, a drugim w dół). Tymczasem chcę kulki bądź foremne elipsy.

Czy wybór rzeczywiście jest większy?

W dowolnym sklepie, czy to stacjonarnym, czy online, staników w moim rozmiarze znajdziecie na pęczki, w najróżniejszych modelach. Mówię tu nie tylko o sklepach typowo bieliźniarskich, ale także odzieżowych i kompleksowo zaopatrzonych, jak Zalando czy ASOS. Push-up, semisoft, sportowy – co tylko klientka życzy! Jednak kiedy przychodzi do przyjrzenia się poszczególnym egzemplarzom, nie pamiętam nawet, ile razy miałam ochotę zakląć siarczyście nad bylejakością:

  • tandetnymi, drapiącymi materiałami,
  • obwodami tak rozciągliwymi, że mogę owinąć się nimi dwa razy,
  • źle wymierzonymi proporcjami miseczek, w których sensownie wyglądają chyba tylko biusty z implantami,
  • krojami powodującymi pomarańczę w szklance na dowolnym ciele (tyle że na mniejszym widać ją dobitniej i zajmuje większą proporcję całości).

Być może przeciętna konsumentka nie dostrzega tych wszystkich mankamentów. Może zatrzymuje wzrok na przyjemnej dla oka koronce, cieszy się, kiedy obwód jej nie ciśnie, pomarańczę w szklance przyjmuje z dobrodziejstwem inwentarza. Jeśli faktycznie ponad 80% kobiet nosi źle dobrane biustonosze, zaryzykuję stwierdzenie, że niskie oczekiwania klientek nakręcają spiralę bylejakości produktów. Marki dedykujące swoją ofertę kobietom o dużych biustach przynajmniej zdają sobie sprawę z wyzwania, jakie przed sobą stawiają. Na małych ujdzie wszystko.

Stanik na mały biust (jakikolwiek biust!) w rozmiarówce odzieżowej to w 99% pomyłka

Na Bora szumiącego, mamy rok 2020. Wydawałoby się, że rozmiarówka włoska, czyli im większa miska, tym większy obwód, powinna stać się legendą brafitterską. Tymczasem biustonosze w rozmiarach cyferkowych od 1 do 5, wszelakie warianty od XS do XL, a nawet rozmiar UNIWERSALNY nadal trzymają się mocno. Bez jakiegokolwiek wyboru obwodu czy wielkości miseczki. Bór jeden wie, ile razy zaświeciły mi się oczy do modelu idealnie odpowiadającego moim upodobaniom estetycznym, ale po przejściu do wyboru rozmiaru entuzjazm znikał z hukiem przekłutego balonika.

Firm produkujących na moje gabaryty jest mnóóóóstwo i codziennie powstają nowe, ale nie poszerza to mojego wyboru. Pozostaje taki sam, a gdybym się bardzo uparła, uznałabym, że maleje, ponieważ marek z wartościową ofertą przybywa wolniej niż miałkiej reszty. Nasuwa mi się wniosek, że niewystarczająca rozmiarówka nawet na małe biusty bezpośrednio łączy się z tematem bylejakości, bo skoro klientka i tak nie zna rozmiaru, to po co ją męczyć paradoksem wyboru – im więcej, tym trudniej?

Otóż męczcie nas, drodzy producenci, bo dzięki temu poznajemy, w czym się czujemy najlepiej i podobamy sobie najbardziej. Co służy naszym piersiom, a co im szkodzi i w jakim kierunku podążać podczas zakupów. Oczywiście, że innowacja wiąże się z ryzykiem, ale pora zamknąć rozdział historii, kiedy mianem innowacji nazywamy przemyślaną konstrukcję małych biustonoszy, staranne wykonanie i wybór obwodów poniżej 65. Nie wystarczy „przeskalować” większego stanika na mniejszy format (i odwrotnie!).

Mój biust nie potrzebuje protezy, czyli ekstremalne push-upy

Lubię różnorodność w najróżniejszych wymiarach życia, a wizerunek niewątpliwie do nich należy. Uwielbiam korzystać z efektów wizualnych, jakie dają różne modele biustonoszy. Z jakiegoś powodu do jednych strojów bardziej „pasuje” mi większy i mocno zaokrąglony, a do innych coś, co określiłabym jako „mój biust, tylko lepszy” (za „my lips but better” w odniesieniu do pomadek). Jednak uważam, że produkty ekstremalnie modyfikujące kształt sylwetki mają w sobie coś karzącego, coś, co mówi Twojemu ciału: „Potrzebujesz protezy, czegoś Ci brakuje”.

Mamy w życiu zdecydowanie za dużo sytuacji, kiedy świat mówi nam coś tak przykrego. Obojętnie, czy są to inni ludzie raniący nasze uczucia, szkodliwy przekaz medialny czy rynek konsumencki żerujący na ludzkim dążeniu do doskonałości poprzez uprzednią próbę odebrania Ci poczucia własnej wartości. Sytuacja, kiedy w internecie znajdziesz specjalne artykuły i zestawienia pomagające znaleźć marki bieliźniarskie nieprodukujące małych staników z push-upami mówi sama za siebie. Jeśli chcecie, aby pojawiło się ono również na Miskach, podejmuję rękawicę!

Droga marko, pora odrobić lekcję fizyki i geometrii!

Stanik na mały biust zawiera w sobie podobny paradoks jak krótkie włosy. Dba się o nie łatwiej niż o długie, niewątpliwie. Jednak aby ta łatwiejsza pielęgnacja przynosiła widoczne rezultaty, a efekt końcowy był estetyczny, strzyżenie, czyli oprawa włosów, wymaga nie lada biegłości w rzemiośle (jako posiadaczka bardzo prostych, a jednocześnie miękkich włosów usłyszałam to od niejednego fryzjera). Mniejsza skala powoduje większą widoczność błędu. Na podstawie swojego nabiustnego doświadczenia stwierdzam, że ze stanikami jest podobnie – sam mały rozmiar nie sprawia jeszcze, że dbałość i „stylizacja” to bułka z masłem. Jestem ciekawa, jak wyglądają Wasze małobiuściaste zakupy…

Gdzie kupujecie staniki na mały biust? Jakie marki wybieracie?

Skomentuj