Undress Code My Superpower Body

My Superpower! Body Undress Code rozm. M

Jeszcze bielizna czy już ubranie? Lubię wyjaśniać niejasności i szukać odpowiedzi na pytania, więc dzisiaj taką właśnie mam dla Was zagadkę. Body-zagadkę wyprodukowane przez polską markę Undress Code, do której westchnęły najpierw Lola i Agu na Jesiennym Salonie Bielizny 2019, a potem ja w trakcie edycji zdjęć z tegoż wydarzenia. Przed Wami powrót do korzeni dobrego ubrania – prostoty, perfekcji, przemyślanych konstrukcji i dobranych tkanin. Undress Code My Superpower naprawdę ma tę moc!

Undress Code My Superpower rozm. M – wymiary

Długość przoduFront length65cm
Długość tyłuBack length85cm
Szerokość w ramionachShoulders36cm
Szerokość pod pachamiBust38cm
Szerokość w pasieWaist31cm
Szerokość w biodrach (przy wycięciach na nogi)Hips41cm
Długość rękawa od ramieniaSleeve length (top)58cm
Długość rękawa od pachySleeve length (bottom)45cm
Długość zamka na plecachZip length56cm

Ocena

Estetyka / Aesthetics: 10 / 10

Wygoda / Comfort: 9 / 10

Cena / Price: 8 / 10

Wytrzymałość / Longevity: 9 / 10

Kształt / Shape: 10 / 10

Undress Code My Superpower – pierwsze wrażenie

Moją recenzję Undress Code uważam za przeznaczenie. Po obejrzeniu zdjęć z targów nie miałam najmniejszych wątpliwości – wszystko w tej marce mówiło do mnie „mamo”. Oszczędna kolorystyka, proste fasony z mocnym akcentem geometrycznym, odejście od powszechnie promowanej w świecie bieliźniarskim wizji kobiecości delikatnej, ubranej w kwiaty, koronki i jedwabie. Same zdjęcia katalogowe UC intrygują i zapadają w pamięć – jest w nich dynamika, naturalność, zadziorność wręcz… Krótko mówiąc: sama lepiej bym tego nie wymyśliła!

Z drugiej strony nie dało się pominąć faktu, że fasony Undress Code nie na każdej sylwetce mogą się dobrze prezentować, co dotyczy zwłaszcza body – duża ilość przezroczystości nie sprzyja zakładaniu pod spód biustonosza, co u większych biustów może spowodować smutek i ból wywołany grawitacją. Choć mnie samej jeszcze te dolegliwości nie dopadły, chodzenie bez stanika kojarzyło mi się raczej z dyskomfortem i utratą kontroli niż upragnioną wolnością. Dlatego też z jeszcze większym zainteresowaniem podeszłam do modelu My Superpower, składającego się w większej proporcji z siateczki niż weluru.

Skąpy płaci dwa razy?

Jeszcze jedna nurtująca kwestia dotyczy czynnika ekonomicznego. Rzadko wspominamy o tym w naszych recenzjach wprost, przy czym łatwiej uzasadnić wysoką cenę dobrej konstrukcji biustonosza niż body, które balansuje na granicy mody i bielizny. Czy różnica w jakości między sieciówką a małą manufakturą faktycznie zrekompensuje różnicę w cenie? Czy może cena jest jedynie zabiegiem marketingowym dostosowanym do zagranicznej klienteli, która ma i grubszy portfel, i inne oczekiwania?

Wystarczy przejrzeć stronę internetową dowolnej sieciówki bieliźnianej, żeby znaleźć czarne siateczkowe body. Na wyprzedaży w większości przypadków da się je kupić za mniej niż 100zł. Czy w tej sytuacji płacenie ponad stu euro (ok. 460zł) za body Undress Code to fanaberia? Wystarczyła jedna przymiarka, abym zebrała materiał na niezłą rozprawkę pt. „Dlaczego My Superpower jest warte każdej wydanej złotówki”:

Tkaniny

Body zostało uszyte z bardzo drobnej, gęstej siateczki i stuprocentowo kryjącego czarnego weluru. Trochę się obawiałam, jak spodnia część weluru będzie współpracowała z moim mocno uwrażliwionym biustem, ale test zdał śpiewająco, bo bardzo szybko zapomniałam, że nie mam żadnej „bariery” tekstylnej między brodawkami a ubraniem. Siateczka z kolei nie pogrubiła mi optycznie ramion, zapewne dzięki gęstości, a walka z efektem Pudziana to podczas kupowania ubrań mój chleb powszedni… Mimo że oba materiały bazują na poliestrze, nie podrażniają skóry i są przyjemne w dotyku. Dodatkowy bonus należy się za utrzymywanie fasonu – z jednej strony tkaniny mocno się rozciągają i dopasują do różnych sylwetek w ramach jednego rozmiaru, a z drugiej – po praniu wracają idealnie do pierwotnego kształtu.

Konstrukcja

Jako osoba pracująca już ładnych kilka lat w branży IT mam bzika na punkcie user experience (doświadczenie użytkownika), intuicyjności i ergonomii produktów. Irytują mnie więc ubrania trudne w zakładaniu, stanowiące ryzyko zepsucia fryzury czy makijażu. Dlatego też wyjątkowo doceniłam pewne małe-wielkie szczegóły w My Superpower. Przede wszystkim długość suwaka, która pozwala bezpiecznie założyć body przez nogi jak spodnie, a nie przez głowę, a następnie samodzielnie je zapiąć, bez niczyjej pomocy (co przy niektórych ubraniach, biustonoszach i gorsetach może nastręczać trudności). Dzięki elastycznej siateczce zamek daje się naciągnąć zarówno do dołu, jak i od góry. Czy wspomniałam już, że został nienagannie wszyty i w ogóle nie odstaje? Dodatkowy bonus daję za maleńką stójkę pod szyją – gdyby była wyższa, drapałabym się maniakalnie.

Wspominałam już kiedyś w recenzji body Gaia, że mam problem z doborem tego typu bielizny ze względu na proporcje tułowia i biustu. Wysoko osadzone piersi i talia, ale dość długi odcinek od pasa do bioder nie ułatwiają życia w tej materii. W przypadku Undress Code istniało jeszcze dodatkowe wyzwanie w postaci konstrukcji z przodu, która powinna wypadać na odpowiedniej wysokości biustu i brzucha. Tu dobra wiadomość – body zostało uszyte w taki sposób, że dopasuje się do różnych proporcji sylwetek. Zapięłam je bez najmniejszego problemu (a nawet dałoby się naciągnąć jeszcze trochę), a ozdobne V ułożyło się dokładnie tam, gdzie powinno, wysmuklając sylwetkę zamiast ją poszerzać. Co za ulga!

Wykończenia

W dobie szybko zmieniającej się mody i masowej produkcji odzieży często nie zwracamy uwagi na coś tak pozornie błahego, jak wykończenia ubrań. W końcu komu to przeszkadza, czy szew jest gdzieś odrobinę za mocno w lewo czy w prawo? Albo że ścieg overlockiem wyszedł raz gęstszy, raz rzadszy? Dopóki nie weźmiecie do ręki ubrania czy bielizny z naprawdę starannym wykończeniem, możecie nawet nie wiedzieć, jak wpływa to na trwałość kreacji, komfort noszenia i ułożenie na sylwetce. Dzięki idealnie równym, drobnym szwom body układa się na sylwetce nienagannie, nic się nie marszczy ani nie ciągnie tam, gdzie nie powinno. Nad overlockiem wykańczającym wycięcia na nogi wzdychałyśmy wszystkie trzy – najpierw na płasko, a później oglądając efekt na mnie. Zero linii na pośladkach! Oto materiał dowodowy:

I do południa stanikom śmierć

Pora na rozstrzygnięcie kwestii dla mnie kluczowej, czyli jak wyjść z domu bez stanika i przeżyć ;). Nie wiem jak Wy, ale mi sprawia pewien dyskomfort chodzenie z sutkami przebijającymi spod ubrania. Tym bardziej na ważnych okazjach, a zamierzałam nosić My Superpower głównie na różnego rodzaju wydarzenia, gdzie staram się wyglądać szykowniej niż zwykle. Przetestowałam swoje body na pokazie kolekcji Samanta i zdało egzamin śpiewająco. Dzięki dyskretnym zaszewkom biust nie spłaszcza się, a sutki nie odstają. Dla jasności – body nie daje żadnego wsparcia dla piersi, ale dość jasno wynika to z samego kroju, a producent nie składa takich obietnic, więc nie odejmuję punktów. Mimo pierwszych obaw okazało się, że bez stanika też potrafię poczuć się jak milion dolarów, a My Superpower zostało oficjalnie ulubionym strojem dwóch panienek zamieszkujących moje plecy 🙂

Materiały do przytulania, nie skakania…

Może i moja recenzja wydaje się litanią zachwytów, ale nie udało mi się uciec od pewnego mankamentu, który z pewnością niejedna z Was odczuwa nosząc ubrania i bieliznę z włókien syntetycznych. Chodzi o potliwość. Poliester nie chce za bardzo współpracować z moją skórą pod tym względem, grzeję się dość szybko, a w konsekwencji pocę. Po jakichś dwóch godzinach czułam się wyraźnie bardziej spocona niż w tkaninie naturalnej, a nie podejmowałam żadnego większego wysiłku fizycznego. Dlatego też jeśli nie możecie żyć bez antyperspirantu, a wybieracie się np. na koncert do nieklimatyzowanego pomieszczenia – lepiej wybierzcie inną kreację, może bez rękawów.

Na sam koniec małe ostrzeżenie – nie bądźcie leniami jak ja i nie pierzcie tak delikatnych materiałów w pralce, nawet na programie do prania ręcznego! Niestety, w jednym miejscu na szwie puściło mi dosłownie jedno oczko siatki (uważne czytelniczki wypatrzą to na jednym zdjęciu) i musiałam je zabezpieczyć lakierem do paznokci. Jak pranie ręczne, to pranie ręczne, nie ma, że boli.

Opinie końcowe

Jest takie piękne angielskie określenie na stroje, które zwracają uwagę wszystkich naokoło: showstopper. Doskonale podsumowuje ono doświadczenie body My Superpower. Jeśli lubisz komplementy i dobrze się czujesz w tak wyrazistych stylizacjach, nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć udanego noszenia. Jedynym wyzwaniem będzie tutaj rezygnacja ze stanika, ale Undress Code ma w ofercie też fasony lepiej współgrające z bielizną – to już kwestia preferencji. Po pewnym namyśle dochodzę do wniosku, że mimo pewnego modowego zacięcia modele tej marki mają w sobie potencjał na ponadczasowy skarb w szafie, pasujący do wielu „dołów” i okazji, nadający się do noszenia przez lata. W dobie fast fashion, nowych kolekcji w sieciówkach co tydzień i masowej produkcji byle jakich ubrań z niszczejących po kilku praniach warto inwestować w coś, co będzie cieszyć oko o wiele dłużej.

UWAGA, SPECJALNY BONUS DLA WAS! Przy zakupach na undress-code.com użyjcie kodu MISKIDWIE, a otrzymacie 20% zniżki na swoje zakupy. Miłego buszowania 🙂

Skomentuj