Wiosenny Salon Bielizny 2019 1/2; Wielki Gatsby w Tropikach

Kolejny Salon Bielizny za nami, a z nim feeria nowości i zmęczone od wytuptywania kilometrów między stoiskami nogi. Jak zwykle jednak warto było! Tegoroczna edycja wiosenna była chyba największą do tej pory i miałam okazję spotkać się z przedstawicielami firm, które do tej pory albo nie wpadły nam w oko, albo nie pasowały nam do formuły bloga. Takimi markami są chociażby Amullette, Sensis, Ysabel Mora czy Marko – ale do nich przejdziemy za chwilę!

Lata 20′, lata 30′

Gdybym miała wskazać jakiś jeden trend, który zawojował tegoroczne standy, to byłby to Wielki Gatsby i pochwała złota. Bardzo wiele modeli wydawało mi się zainspirowanych światem prohibicyjnych fet, a jedna z marek uczyniła nawet z tego pomysłu swój temat przewodni… ale o tym będzie cały live 😉

ROOM669 zdecydowało się ten znak rozpoznawczy, jakim jest połączenie złota z czernią, przekuć (nomen omen) w bardziej geometryczne formy. Zapinana z przodu na klik-klak braletka z paskami będzie się świetnie nadawała na mniejsze biusty, których właścicielki narzekają na odstawanie górnej części miseczek. Dzięki trójkątnej części tylniej efekt ten zostanie znacznie zniwelowany.

Do kompletu koszulka nocna typu slip dress z delikatnym opaskowaniem i rozcięciem na udzie.

Vena proponuje balkonik usztywniany na pięknym, złotobeżowym podbiciu z koronkowym wykończeniem. Jeśli wolicie miękkusy, to nie traćcie nadziei – będzie i wersja miękka!

Jeśli bardziej natomiast preferujecie nawiązania do szalonych lat bootleggerów w formie prążków, to do wyboru mamy dwa modele, które wyglądają jak uszyte z garnituru rasowego gangstera. Pierwszy z dodatkiem beżowej wierzchniej części miseczki – usztywniany – i jeden semisofcik z nieco subtelniejszym akcentem kolorystycznym.

Czarno-złoto jest także u Kingi – te groszki wyglądają na lekko, lekko sprane, jak gdyby sam stanik był już vintage… satyna jest w dotyku mięsista i taka, jak tygryski lubią najbardziej. Kto widzi kokardkę na koronce miseczki?

Longline / półgorset też się znajdzie! Konstrukcyjnie podobny do recenzowanej u nas Allison, jednak tym razem z lekko przezroczystym obwodem i uroczą kulą dyskotekową na mostku.

Na drobny biust poleca się debiutujące Amullette – twórczyni marki zapowiada skupienie się ekskluzywnie na biustach małych i mikro, więc czekamy z niecierpliwością na pierwsze efekty jej pracy (foreshadowing; być może nawet na nowej członkini zespołu miskowego… 😉 )

Ten bogato haftowany miękkusek z perłowym kaboszonem na mostku to produkt łotewskiej marki Larezza. To firma dla średniobiustnych – szyje w obwodach od 70 do 95 i miseczkach od B do H.

Czy to bąbelki z szampana? Czy to konfetti? Nie! to miękkusek od Freyi wzbogacony o złoty, czarny, platynowy i srebrny hafcik na miseczkach i przednim panelu majtek.

Ten złotomiedziany sztywniaczek to dzieło Barbara Lingerie i jakkolwiek szyty jet na małe biusty, to i tak przykuł moją uwagę. Miedź to jednak nadal rzadki kolor w bieliźnie!


Plastry pomarańczy to czy koła? W każdym razie jest to uroczy hafcik na semisofcie! Nieco orientalny, nieco floralny, ale bardzo elegancki… jak większość kolekcji Gaia 😉

Równie elegancki jest nadruk kwiatów lotosu na satynie – mam szczerą nadzieję, że projektantka Gai, pani Swietłana, posłucha moich modłów i dorobi do kompletu wysokie majtki <3

Ostatnim przestawicielem trendu u Gai jest beżowozłoty semisoft (coś nam w nie obrodziło) z niby flokowanymi czarnymi wzorami i siatkowanym dołem. W tę sieć Gaia złapie niejedną miłośniczkę stylu retro 😉

W tym roku można było (w końcu!) robić zdjęcia na stanowisku Kris Line, więc możecie nacieszyć oczy floralnym modelem w sofcie. Koronka jest w dotyku niemal taka, jak sztywniejsza część drukowanych Jasmine od Panache; lekko mnąca się, jakby laminowana.

Nowa konstrukcja u Wies-mann? Dokłądnie tak; mostek został rozszczepiony i zamiast świecić okienkiem podkreśla rozdzielenie piersi. Na pewno najlepiej leżeć będzie na naturalnie szeroko osadzonych biustach 🙂 tak, ten stanik jest całkowicie miękki!

Jeśli szaty, w których pomykał Leonardo di Caprio w Wielkim Gatsbym przypadły Ci do gustu (mi owszem, mam teraz już takie) to możesz chcieć zajrzeć do Endorfinelli. Gdyby Gatsby żył dziś zapewne kupowałby tam Daisy wszystko i jeszcze więcej 😉 W Endrorfinelli kupicie wiele innych, limitowanych wzorów takich szlafroków.

To co prawda kolekcja wiosenna, ale model jakże wpasowujący się w temat! Gorset Dallas od Gorteks z flokowanym, floralnym wzorem i podwójnymi paskami z tyłu. Nigdy nie miałam gorsetu od tej marki, więc może czas przewalczyć swoją niechęć do overbustów i spróbować?

Róża nie miała póki co dobrej passy na Miskach Dwóch, ale dajemy jej szansę – zwłaszcza że nowe modele wydają się budzić trochę większe zaufanie. Ten urokliwiec to Kena; koronkowy miękkus (lub push-up) z błyszczącymi szmaragdowo groszkami.

Bedeesemy i paski, paski, paski

Wieszczyłam już jakiś czas temu, że paski będą się robiły coraz bardziej wymyślne. I sprawdziło się! Na pierwszy ogień bierzemy małobiustnego debiutanta, Amulette. Projektantka objawiła się na targach we własnym projekcie, dzięki czemu miałam okazję zaobserwować jej biustonosz w środowisku naturalnym 😉

Tej marki zapewne nie znacie – my też nie, ale niedługo zapewne poznamy się bardzo blisko. To Revoi Me, czyli nowy gracz w naszych rankingach! Poniższe dwa miękkusy to opalizujące, haftowane biustonosze z paskami, jednak w ciekawym wydaniu; czarna wersja ma regulowany obwód!

Majtkom również nie poskąpiono hafciku i pasków.

To wielka nadzieja zwłaszcza dla tych z nas, które w tej okolicy mają, nazwijmy to, nieregularnie zbudowany kościec *maha ręką aż ta jej odpada* i oby się to okazało zbawiennym wyjściem!

Przywołana wcześniej Róża oferuje także coś paskowego – bardzo, bardzo, BARDZO skąpe stringi z ‘klatką’ na biodrach.

Skoro jesteśmy przy paskach, to nie sposób nie wspomnieć o ROOM669. W kolekcji marki pojawiły się bowiem dwa karmniki! Nie tak dawno robiłyśmy zestawienie karmnikowe, a teraz boom, pojawił się nam nowy konkurent!

Obydwa są miękkie i koronkowe, a jednak bardzo różne; pierwszy szkarłatny jak krew wrogów (no co, ROOM669 nosiłyby kobiety Wikingów!) i z równie szkarłatnymi, kwietnymi aplikacjami na ramiączkach.

Jeden i drugi karmnik zapinany jest na klasyczne zapięcie tylko klik klak i haftki z tyłu. Czarny ma jednak jeszcze seksownego iksa na dekolcie 😉

Nie mogę zapomnieć o udawanej wężowej skórce na obwodzie – widziałyście ją już na czarnej Michelle. Jak zwykle materiały są na piątkę i budzą zaufanie.

Gdyby ktoś mi kiedyś powiedział, że Esprit robi bieliznę, to bym nie uwierzyła. A jednak! Nie zaskakuje rozmiarówką (zoczyłam modele do miseczki F), ale mniejsze biusty zdecydowanie znajdą coś dla siebie – na przykład tego bladoróżowego, sztywnego koronkowca.

Coachella, Sundance i wiatr we włosach

Ta kategoria – modele boho – zazwyczaj jest zapełniona wyłącznie kostiumami kąpielowymi, ale tym razem pojawiło się nam kilku pretendentów z działów stanikowo-majtkowych! Zaskakująco na pierwszym miejscu mamy Gorteksa, który ukradł tkaninę na staniki dziewczynom z Woodstocku 😉

Ten chwościk szczególnie mnie urzekł.

Banana Moon, czyli producent najładniejszych chyba kostiumów kąpielowych jakie moje oczy widziały, po raz kolejny nie zawodzi. W kolekcji mamy modele obrębione ściegiem kocykowym, wisiorki, oraz pseudoszydełkowe wykończenia.

Kolejny debiutant to Lama, czyli producent ozdobnych fig i braletek – trend aztecki nadal ma się jak widać znakomicie i żyje własnym życiem 🙂 Gdyby jeszcze do kompletu był biustonosz…

Marko to marka mi bliżej nieznana i raczej małobiustna, ale również inspirująca się południowoamerykańskimi motywami. Kolory są tak nasycone, że nie da się przejść zupełnie obojętnie 😉

A tu znane już nam bliżej La Belle Epoque, tym razem na folkowo w wersji czarna dama i biała dama. Zwróćcie uwagę na pomponikową lamówkę! Marzy mi się coraz bardziej recenzja… ale co się odwlecze to nie uciecze, w tym roku i tak pojawi się gorsetowa recka 😉

Kolejną małobiuściastą marką jest Ysabel Moran, czyli spece od kostiumów kąpielowych. Poniższy, cytrusowy model został uszyty z ciekawej, podobnej w dotyku do grubo tkanego płótna. Tutaj także pojawia się niby to szydełkowe wykończenie!

Ciężko było mi zdecydować, czy to już bardziej kwiatki niż boho, ale ostatecznie komplet peniuar + koszulka od Vamp trafił do sekcji boho. Kolorystyka trochę jak z Bajek z Mchu i Paproci.

Kolejny migrant z sekcji kwiatowo-roślinnej to kostium kąpielowy od Dalii z pięknymi, mieniącymi się liśćmi palmy. Co cieszy dodatkowo dostępna jest wersja usztywniana, miękka, a także kostium jednoczęściowy!

Wiewiórki i rude zołzy

Dla rudości, miedzi i oranży wydzieliłam osobną kategorię ponieważ pierwszy raz od bardzo dawna serce zabiło mi mocniej w kierunku tej barwy. Wszystko za sprawą Endorfinelli, której kolekcja koszulek nocnych, piżamek i szlafroków w kolorze nasyconej miedzi zawróciła mi w głowie. Nigdy nie sądziłam, że będę się tak zachwycała pomarańczem – to zdecydowanie domena Madź 😉

Równie rude i przyciągające uwagę jest miękkie cudo od Empreinte, czyli dość ekskluzywnej, francuskiej marki. Zwłaszcza bardzo przestrzenna, bogata kokardka jest tutaj elementem kuszącym oko!

To był jeden z tych przypadków, w których musiałam zdecydować, do jakiej kategorii dany model zaliczyć. Czy to jest bardziej kwiatkowe czy bardziej rude? Postawiłam na rudość, ponieważ kolor jest tak intensywny, że aż wypala tęczówki. Umówmy się jednak – ten hafcik na półsztywniaku od Gai wygląda absolutnie jak dziewanna.

Ten kasztanowaty rudzielec natomiast to sztywniaczek od Konrada z uroczym, floralnym wzorem. Bardzo szkoda, że nie miękkus 🙁

Fuksja!

Mówiąc o Konradzie nie sposób nie wspomnieć o różowym bestsellerze marki, czyli kuszącej Joelle trojga krojów; push-upku, miękkusowi, i sztywniakowi. Tak, kolor naprawdę tak wygląda na żywo!

A tu już Lupoline i miękki, bezfiszbinowy topik do spania (lub chodzenia, jak kto woli) i karmienia. Aż chciałabym ponosić, mimo że do ciąży mi póki co daleko! Jest bezimienny, ale ma za to numer: 3069.

Jeśli lubicie w luks i klimaty księżniczkowe, to bardziej buduarowe, aż kiczowate projekty Kingi będą dokładnie tym, czego pragniecie. No ja przepraszam bardzo, ale ten trójwymiarowy kwiat? I to z kryształkami? Idealny balans na granicy między musisztomieciem i WTF.

Miałam kiedyś czarnoczerwony i fioletowobeżowy komplet dokładnie z tej samej tkaniny i niezwykle mile je wspominam, toteż ten model ma u mnie punkty za sentyment na starcie.

Jeśli wolicie coś mniej abstrakcyjnego w swojej estradowości, ale nie spokojniejszego, to poniższy sztywniaczek o wdzięcznym imieniu Grace spełni te wymagania.

Czy to ukwiał? Czy to peonia? Czy to egzotyczny owad?

Nie, to rozbrajająco niepraktyczna ozdoba na koszulce nocnej od Hamany – ten model jest na drugim końcu mojej skali estetycznej, ale doceniam odwagę twórcy.

Róża i w różach (sic) ma coś do powiedzenia; oto Fifi, czyli miękkusek i push-up w oszałamiająco intensywnej fuksji. Niestety, nadal tylko do miseczki E 🙁

Tak kończy się część I relacji z Wiosennego Salonu Bielizny, a piszę te słowa o 3:00 rano, zamiatając nosem klawiaturę i pojąc się prosecco, ażeby nie ustało motywacji. Nie spodziewałam się, że kiedyś nadejdzie dzień, w którym nie będę w stanie zmontować reportażu z targów w jeden wieczór, jak udawało mi się to zrobić jeszcze 2 lata temu, rok temu, czy w 2018 na wiosnę.

Ponieważ tym razem ponownie wystawiało się mnóstwo firm, które do tej pory nie zaszczyciły Łodzi swoją obecnością, powstanie (tak jak w zeszłym roku na jesieni) II. część relacji, w której przyjrzymy się pastelom, szkarłatom i błękitom, aczkolwiek zaczynam przeczuwać, że będę zmuszona opublikować także część III – i prawdopodobnie będzie ona w całości poświęcona motywom floralno-roślinnym, które jak zwykle szturmują o tej porze roku butiki i salony. Zaczynam się naprawdę bać, jak sytuacja będzie wyglądała w 2020 – czy czeka mnie dzielenie relacji na sezony niczym serial na HBO? Czy odpadną mi od stukania w klawiaturę palce? Kim jestem, dokąd zmierzam?

Serdecznie dziękuję wszystkim brafitterkom, właścicielkom sklepów i przedstawicielkom handlowym, które do mnie na targach podeszły i podziękowały za moją i Madź (i Miska Trzeciego, który został w końcu rozpoznany publicznie!) pracę. Naprawdę serce rośnie, kiedy można usłyszeć, że nasze godziny spędzone na robieniu zdjęć i pisaniu recenzji mają realne przełożenie na cudzy biznes 🙂 Dziękuję także wszystkim firmom, które wykazały się profesjonalizmem i anielską cierpliwością do mojego okupowania wieszaków oraz pytaniom o drobiazgi (ale na pewno to wejdzie do kolekcji?), jednak najszczególniej dwóm; Avie, wielkiej nieobecnej, której kolekcja jesienna pojawi się u nas w formie live’a (będzie co oglądać, obiecuję!) a która stała się jedną z naszych zaprzyjaźnionych marek i gościła mnie z M3 na imprezie z okazji 20.lecia firmy, i ROOM669, którego stand jest już naszą nieoficjalną bazą wypadową na Salonach (Magda, dziękujemy Ci za ugoszczenie nas winem w wersji alkoholowej i nie, nie dałąbym rady bez tej formy wsparcia). Nie sądziłam, że praca profesjonalnej marudy (recenzentki znaczy się) sprawi, że w krótkim czasie niektóre z zespołów marketingowych marek staną się nie tylko partnerami biznesowymi, ale i mile widzianymi znajomymi.

Dobrze, koniec tych podlanych prosecco wyznań. Dziękuję raz jeszcze za lekturę… iiii widzimy się w piątek na następnej recenzji, czyli miękkuskowi od Lupoline na madzinym biuście. II. część relacji niebawem, a poniżej – sneak peek!

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Related Posts

by
Aga to leniwa buła, której nie chce się kupić kotletów do wyrównywania asymetrii biustu, wielbicielka staników niezwykłch i szperaczka okazyjna. Z wykształcenia (już zaraz prawie) neuropsycholog kliniczny, co nie lubi NFZtu, z zawodu copywriter i social media specialist. 65F / 70E UK, 65G PL
Previous Post Next Post
0 shares