Sklep z bielizną to nie jest przymierzalnia; wspieraj lokalne biznesy!

Kilka lat temu napisałam tekst o czym, że kupowanie bielizny przez internet ma wiele zalet – bo ma. Nie da się tego ukryć. Ciężko będzie znaleźć stacjonarny sklep brafittingowy, w którym kupicie stanik Curvy Kate za 30-40 zł. Jednak mam wrażenie, że coraz częściej moje zachęty do korzystania z dobrodziejstw internetu zaczynają odnosić skutek odwrotny do zamierzonego, poza tym przyszedł czas na zweryfikowanie swoich własnych założeń.

Spotykam się czasem z brafitterkami, i wszystkie jak jeden mąż mówią o tym, że ich towar i sklepy są traktowane jak internetowe przymierzalnie, a klientki nieraz zupełnie szczerze przyznają, że przyszły tylko przymierzyć. Uważam, że jest to bardzo nieuczciwe podejście do sprawy.

Sopot – Papillon Lingerie (zdjęcie za: Stowarzyszenie Polskiego Brafittingu)

Biję się w tym momencie w pierś – co prawda sama nigdy nie korzystałam ze sklepu jako z przymierzalni, bo po prostu preferuję kupować bieliznę przez internet i ją co najwyżej odesłać (albo wziąć dwa lub trzy rozmiary), co wynika z różnych powodów, które chyba są tematem na inny wpis. Jestem jednak zdecydowanie osobą, która przedłoży kupowanie online nad wycieczkę do sklepu. Im dalej w las i im bardziej poprawia się moja sytuacja materialna, tym bardziej czuję się jednakowoż wręcz zobowiązana do wizyt w sklepach brafittingowych i robienia w nich zakupów.

Nikt bowiem inny nie wprowadził brafittingu do Polski, jak wkurzone stałym brakiem wyboru biuściaste, które nieraz metodą prób i błędów uczyły się dopasowywania biustonoszy jedna na drugiej, zakładały pierwsze sklepy z brytyjskimi stanikami, i walczyły z traktowaniem brafittingu jak tarota czy rąk, które leczą.

Niektóre z tych pionierek nadal prowadzą swoje sklepy – i mimo popularyzacji koncepcji dopasowywania staników do klientki, a nie na odwrót, pojawiają się coraz większe problemy z utrzymaniem biznesu. Biuściaste wolą kupić bieliznę przez internet, skorzystać z promocji, a nieraz także z darmowej wysyłki.

Warszawa – Brafitteria M&M (zdjęcie za: Stowarzyszenie Polskiego Brafittingu)

Rozumiem całkowicie taką postawę, bo sama jestem internetową przeszukiwaczką okazji i leniwą bułą, która zakupy robi z poziomu kanapy… chciałabym jednak zachęcić do pójścia na minimalny chociaż kompromis i wdrożenia kilku chociaż zachowań zakupowych, dzięki którym Twój lokalny bra sklep nie padnie, a Ty nie zbankrutujesz. Co więc zrobić, jeśli nie stać Cię na regularne kupowanie stacjonarnie biustonoszy i bielizny w pełnej cenie?

Kupuj stacjonarnie marki, które w internecie kupisz naprawdę niewiele taniej

Jest wiele marek stanikowych, które są bardzo budżetowe i nie stanowią wielkiego obciążenia dla portfela: z głowy wymieniłabym tu Gorteksa, Mata, czy Avę. Ich ceny w sklepach stacjonarnych nie będą dużo większe, ponieważ marże na bieliźnie i tak nie są wysokie – wynoszą, jak wynika z moich rozmów z głównymi zainteresowanymi, przeciętnie ok 15-20%. Brafitterki wiedzą, że biustonosza sprzedawanego w sklepie marki za 120 zł nie sprzedadzą za 220 zł i nie będą żądać aż tak przebitych kwot. Pokuś się o kupowanie tańszych marek stacjonarnie, jeśli nie stać Cię na całkowite zarzucenie zakupów online.

Kupuj jakikolwiek towar z asortymentu

Jest to rozwiązanie, nazwałabym to, połowiczne – bo nie zażegnuje głównego problemu. Jednak jeśli potrzebujesz dajmy na to rajstop, to pójdź po nie do lokalnego sklepu bieliźniarskiego, a nie do Biedronki. Te kilka złotych będzie stanowiło dla Ciebie mały wydatek, a dla sklepu sygnał, że jednak nadal ma klientów. Twoją małą ojczyznę i lokalną społeczność budują także takie małe biznesy; kupując lokalnie powodujesz, że pieniądze krążą w obrębie Twojego najbliższego otoczenia, zamiast pompować je do Wielkiej Brytanii. Kto wie, być może wrócą do Twojego biznesu?

Olsztyn – Chilli Atelier Brafittingu (zdjęcie za: Stowarzyszenie Polskiego Brafittingu)

Korzystaj z wyprzedaży

To również może wydawać się kontrintuicyjne, póki nie zapoznasz się z przepisami podatkowymi; otóż polskie prawo wymaga od właścicieli sklepów robienia remanentu na koniec roku i zapłacenia podatku od stanu magazynowego (stąd masywne przeceny przed świętami). To oznacza, że ten stanik Cleo, który wisi na wieszaku wyprzedażowym od 2010 r. powoduje coroczny drobny wydatek w postaci podatku – lub zostanie w pewnym momencie spisany na straty i wliczony w koszta jako odpad, i nie ucieszy niczyjego biustu. Jeśli nie możesz wydać pieniędzy na stanik w pełnej cenie, to kupuj na wyprzedażach, pozwól brafitterce odzyskać chociaż część inwestycji w towar.

Bądź ambasadorką swojego ulubionego sklepu

Masz swój ulubiony lokalny sklep? Świetnie! Podziel się tą informacją ze znajomymi biuściastymi. Jeśli w tym miesiącu (kwartale, półroczu, roku) masz akurat dołek finansowy i nie możesz sama rzucić się w szał zakupów, to chwal swoją zaufaną brafitterkę, zachęcaj do zakupów u niej, i przyprowadzaj koleżanki na ostanikowanie, napisz sklepowi dobrą recenzję na Facebooku. Kto wie, jeśli będziesz robić to dostatecznie często, być może przy kolejnych zakupach stacjonarnych dostaniesz rabat 😉 ?

Kupuj online w sklepach, które mają swoje stacjonarne odpowiedniki

Jeśli kojarzysz sklep, który ma swoją wersję online, np. warszawskie Satine, to faktycznie, przyjście do niego na przymiarki ma jakiś sens. Zapowiedz wtedy brafitterce, że masz zamiar kupić biustonosz online np. po wypłacie – daj się poznać jako uczciwa konsumentka. Poza tym zakup online w takim sklepie również umożliwi opłacenie pensji brafitterki, kosztów czynszu i mediów doprowadzonych do lokalu stacjonarnego.

Poznań – Iza-Bra Bielizna (zdjęcie za: Stowarzyszenie Polskiego Brafittingu)

Korzystaj z miskowych zniżek 😉

Mamy dla Was całą gamę zniżek do sklepów stacjonarnych – sprawdź, czy nie ma na liście sklepu, do którego lubisz chodzić (jeśli nie, to wspomnij brafitterce czy w social mediach salonu, że powinien być 😉 ) i wykorzystaj swój rabat!

A na koniec – kilka słów od osoby, która mnie zainspirowała do napisania tego posta:

Macie jakieś swoje pomysły na inne formy wsparcia lokalnego salonu brafittingowego?

Related Posts

by
Aga to leniwa buła, której nie chce się kupić kotletów do wyrównywania asymetrii biustu, wielbicielka staników niezwykłch i szperaczka okazyjna. Z wykształcenia psycholog kliniczny, co nie lubi NFZtu, z zawodu copywriter i marketingowiec, jak 99% absolwentów psychologii. 65F / 70E UK, 65G PL
Previous Post Next Post
0 shares